Zgodnie z zaleceniami Sojuszu Północnoatlantyckiego wszystkie kraje członkowskie powinny wydawać na obronność co najmniej 2 proc. PKB. Polska obok USA, Grecji, Wielkiej Brytanii i Estonii jest często wymieniana jako pozytywny przykład spełniania tego kryterium. Pozostałe 23 kraje wydają mniej. To ważny sygnał, który pokazuje, że sami staramy się dbać o własne bezpieczeństwo – jest to szczególnie istotne w kontekście nowej administracji w Stanach Zjednoczonych i ostrych wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa o tym, że Europejczycy powinni mieć większy udział w natowskich wydatkach na obronność.

Tymczasem według danych podawanych przez Sojusz w latach 2009–2013 Polska na armię wydawała nieco ponad 1,7 proc. PKB, w 2014 r. 1,85 proc, a w 2015 r. aż 2,21 proc. PKB. Tak duży wzrost był związany ze spłatą ostatniej raty za samoloty F-16. Szacunki organizacji podają, że w 2016 r. nasze wydatki na obronność będą wynosić 2 proc. PKB roku poprzedniego.

Szanse na to jednak radykalnie topnieją. Według najświeższych danych Głównego Urzędu Statystycznego produkt krajowy Polski w 2015 r. wyniósł 1.798,3 mld zł. Dwa procent tej kwoty to 35,966 mld zł. Tymczasem podawany przez resort obrony w lutym 2016 r. limit wydatków obronnych na 2016 r. wyniósł 35,898 mld zł. Z tego 35,453 mld zł było zaplanowane w części 29. budżetu „Obrona narodowa”, a 445,5 mln zł w innych częściach budżetu (prawie 100 mln zł zarezerwowano na przygotowanie szczytu NATO). Tyle plany.

– Z informacji otrzymanej z Ministerstwa Obrony Narodowej dotyczącej wstępnego wykonania budżetu resortu obrony w 2016 r. wynika, że w części 29. budżetu „Obrona narodowa” wydatkowano łącznie kwotę 35,346 mld zł – pisze tymczasem analityk Tomasz Dmitruk w portalu dziennikzbrojny.pl. To oznacza, że nawet przy wydaniu wszystkich zaplanowanych funduszy na wydatki obronne w innych częściach budżetu do spełnienia kryterium 2 proc. PKB brakuje 150 mln zł, czyli de facto na obronność wydamy w 2016 r. 1,99 proc. PKB.

Problem radykalnie się zwiększył, gdy w czwartek stało się jasne, że planowany przez resort obrony zakup średnich samolotów dla VIP-ów się nie udał i obie oferty zostały przez MON odrzucone. Jednak w budżecie 2016 r. na ten zakup zaplanowano 540 mln zł w ramach tzw. wydatków niewygasających, które muszą być zrealizowane do końca marca 2017 r. Z tym wydatkiem Plan Modernizacji Technicznej na 2016 r. zostałby zrealizowany w prawie 100 proc. Bez niego będzie znacznie gorzej. Urzędnikom zostały więc zaledwie trzy tygodnie, by transakcję sfinalizować. Już w piątek rozpoczęły się negocjacje z Boeingiem. Choć oczywiste jest, że cena zakupu dwóch nowych i jednego używanego samolotu wyniesie więcej niż planowane na cały program 1,7 mld zł, to jednak urzędnicy liczą, że będzie to mniej niż prawie 3,5 mld zł zaproponowane przez amerykańskiego potentata. Czasu na rozmowy jest niewiele. – Szanse na ich udane zakończenie oceniam niestety na mniej niż 50 proc. – mówi nam osoba znająca kulisy sprawy.

Jeśli do końca marca te 540 mln zł nie zostanie wydane, to nasze wydatki na obronność wyniosą 1,96 proc. PKB. Pomijając fakt, że nasze VIP-y dalej nie będą miały floty z prawdziwego zdarzenia, to chwalenie się Polski, że wypełnia swoje zobowiązania sojusznicze i „nie jedzie na gapę”, straci rację bytu. Tymczasem znajdujące się tak jak Polska na wschodniej flance Sojuszu państwa bałtyckie wydatki na obronność radykalnie zwiększają i wkrótce próg 2 proc. osiągnie już nie tylko Estonia, lecz także Litwa i Łotwa. W świecie, gdzie wiarygodność sojusznicza jest bardzo istotna, niespełnienie tego kryterium może nas drogo kosztować.

35,966 mld zł tyle wynosi 2 proc. PKB Polski w 2015 r.

2 proc. PKB NATO zaleca, by tyle kraje członkowskie wydawały na obronność

1,96 proc. PKB istnieje poważne ryzyko, że tyle ostatecznie wydamy na wojsko w 2016 r.