"Istotą tej broni jest rozpylenie w powietrzy zawiesiny, w której znajdował się łatwopalny polimer oraz pył aluminiowy. Rozgrzany płyn w kontakcie z tlenem doprowadzał do eksplozji chmury materiału palnego. Wytwarzał na krótką chwilę potężną falę ciepła i >efekt termobaryczny< – falę najpierw nadciśnienia, a potem podciśnienia. Ofiary tej broni giną od fali gorąca, potężnego ciśnienia lub duszą się z powodu braku tlenu", można przeczytać w "Gazecie Wyborczej".

Płk Leszek Artymiuk, szef Stowarzyszenia Polskich Specjalistów Bombowych: - Wybuch jest wielostopniowy. Najpierw zewnętrzna siła musi uwolnić obłok substancji zapalającej, potem ładunek inicjujący wywołuję właściwą eksplozję.

Zastrzega przy tym, że "bomba termobaryczna nie jest wykorzystywana przy atakach terrorystycznych". - Jest zbyt skomplikowana w użyciu, trudno nad nią zapanować – dodaje.

Kiedy ją w ogóle wykorzystano? Przede wszystkim w Wietnamie – do niszczenia piechoty ukrytej z ziemnych schronach, a także np. w Czeczeni i Iraku.

Prace nad nią zaczęli Amerykanie jeszcze w latach 60. Teraz mają je armie z całego świata, w tam także polska (od 1998 roku dysponuje 100-kilogramową bombą LBPP-100).