Wielkanoc to święto mięsożerców. Te wszystkie szyneczki, mięsa pieczone, pęta pachnących, tłustych kiełbas. Coraz też częściej na stołach pojawia się dziczyzna. Nie dlatego, że nagle zaczęliśmy polować – po prostu w sklepach można znaleźć więcej tego rodzaju mięsa. I to nie w delikatesach, w śladowych ilościach, dla smakoszy, ale w zwyczajnych dyskontach dla masowego klienta. Na święta, które w naszym wydaniu są wciąż orgią obżarstwa, każde białko się sprzeda. Pieczone przepiórki czy gulasz z sarniny w menu brzmią bardziej wykwintnie niż zwyczajny żurek z białą kiełbasą czy nadziewany kurczak. Aspirujemy. I nie ma w tym nic złego – przeciwnie, ciekawość kulinarna pozwala otwierać się na inne kultury i ludzi, często prowadzi do poszerzenia ogólnej wiedzy. I stąd ten tekst – abyście państwo wiedzieli, skąd się wzięło to mięso na waszych stołach.

To dość zabawne, ale mimo mody na wegetarianizm i bycie fit jemy tego mięsa coraz więcej. Jeśli w 2005 r. na głowę przeciętnego Kowalskiego (a więc także tego ssącego pierś matki niemowlaka oraz ideowego wegetarianina po osiemdziesiątce) przypadało spożycie 71,2 kg mięsa i podrobów rocznie, to w 2015 r. (najnowsze informacje bilansowe GUS) było to już 75 kg. Zjadamy o 4,1 kg więcej wieprzowiny, 3,7 kg drobiu, za to mniej kupujemy wołowiny (jej spożycie spadło z 3,9 do 1,2 kg). Jaka jest w diecie ludzkich drapieżników rola dziczyzny? Otóż konia z rzędem, kto do tego dojdzie, po prostu nie sposób dobić się do takich danych. Jeśli są, to zostały dobrze schowane. GUS liczy nie mięso, ale sztuki odstrzelonej zwierzyny, których liczba gwałtownie rośnie. Porównując sezony myśliwskie (liczone od 1 kwietnia danego roku do 31 marca następnego roku) z lat 2005–2006 i 2015–2016, okaże się, że w tym ostatnim jeleni zabito ponad dwa razy więcej (wzrost z 41 tys. do 83 tys. sztuk), danieli niemal trzy razy więcej (3,3 tys. do 9,3 tys. sztuk), liczba zastrzelonych saren zwiększyła się o 38 proc. (147 tys. do 203 tys.), a dzików o 148 proc., by osiągnąć rekordową liczbę 341 tys. sztuk.

Zamordowano także więcej bażantów – 26 tys. sztuk więcej – to te same ptaki, do których na początku lutego z dużym sukcesem strzelał minister środowiska Jan Szyszko ze swoim kolegą, szefem Polskiego Związku Łowieckiego Lechem Blochem: we dwóch utłukli za jednym razem 400 sztuk.