T-64 BM wjechały do kraju na początku maja. Transportowano je na zawody, do Niemiec, dokładnie na poligon Grafenwoehr Training Area w okolicach Eschenbach. Jednak wbrew przepisom nie były nadzorowane przez polskie służby. – Powinny być objęte obserwacją na całej długości trasy - mówi tvn24.pl anonimowo urzędnik MSWiA.

Policja nic nie wiedziała o przejeździe kolumny. Jak podała Komenda Główna Policji ani służby dyżurne Wojska Polskiego, a nie Żandarmeria Wojskowa nie informowały jej o przejeździe kolumny, a także nie prosiły o wsparcie. Funkcjonariusze monitorowali przejazd "z własnej inicjatywy".

Funkcjonariusze poszukiwali transportu, który już podróżował po kraju. To jakiś absurd, że obce czołgi, mogą poruszać się bez żadnego nadzoru, źródło: urzędnik MSWiA dla tvn24.pl

Centrum Koordynacji Ruchu Wojsk podało z kolei, że transport realizował przewoźnik cywilny, więc przewóz odbył się na podstawie udzielonej zgody dyplomatycznej.

Tryb poruszania się obcych wojsk po Polsce reguluje ustawa "o zasadach pobytu wojsk obcych na terytorium RP" podpisana przez Andrzeja Dudę w ub.r. Wskazuje ona, że koordynatorem jest w takich sytuacjach  MON, a wymianę informacji między policją a armią regulują porozumienia zawarte między Komendą Główną Policji, Dowódcą Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych i Dowódcą Operacyjnym. W praktyce oznacza to, że "policja powinna wiedzieć o ruchach wojsk, gdy sytuacja wymaga wsparcia funkcjonariuszy lub gdy mogą nastąpić zakłócenia ruchu drogowego".