Przemysław Piotrowski i Marek Giro zostali pośmiertnie awansowani do stopnia ogniomistrza. Przemysława Piotrowskiego pochowano w południe na cmentarzu przy ul. ks. Suchowolca w Białymstoku, Marek Giro spoczął po południu na cmentarzu koło miejscowości Dzikie pod Białymstokiem.

Oba pogrzeby miały oprawę pożarniczą. W uroczystościach licznie wzięli udział strażacy z regionu, ale nie tylko, był także m.in. szef MSWiA Mariusz Błaszczak, komendant główny Państwowej Straży Pożarnej Leszek Suski, komendanci wojewódzcy PSP, komendanci powiatowi, przedstawiciele służb mundurowych, samorządowcy, kapelani różnych wyznań.

Mszy pogrzebowej Marka Giro przewodniczył po południu w kościele św. Kazimierza Królewicza w Białymstoku metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź. Mówił w homilii, że dewiza strażaków to: "Bogu na chwałę, ludziom na pożytek". O zmarłym Marku Giro powiedział, że "urodził się w sąsiednim domu" w rodzinnej Bobrówce w Podlaskiem skąd pochodzi metropolita. Ogniomistrz Giro miał żonę, małą córeczkę, był jednym z ośmiorga rodzeństwa.

Abp Głodź mówił, że etos strażaka jest "zakorzeniony w Ewangelii" i jest zespołem wartości i zasad takich jak m.in: powołanie, naród, społeczność, charakter, postawa moralna, stały system wartości danego człowieka. Mówił, że etos strażaka wpisuje się w etos Polaka, a Polacy wielokrotnie składali największe ofiary za wartości, a te ofiary to także ofiary z życia dla bezpieczeństwa, czym była naznaczona historia.

Etos strażaka to nic innego jak hart ducha, poświęcenie, kompetencja, odwaga, stanowczość, służba - mówił abp Głódź i przypominał, że strażakom społeczeństwo ufa najbardziej, czego daje wyraz w wielu sondażach.

Bo społeczeństwo może na was liczyć, bo jesteście potrzebni (...) Czujecie na sobie odpowiedzialność za ludzkie życie, płacąc swoim życiem, gdy życie jest zagrożone - mówił. Dodał, że śmierć Marka Giro należy rozpatrywać w kontekście tego, że "ofiara życia jednego człowieka prowadzi do ocalenia wielu".

Szef MSWiA Mariusz Błaszczak powiedział, że Marek Giro zginął wypełniając strażacką przysięgę służby ratowania zdrowia, życia i mienia, której był wierny. Mówił, że strażak odpowiedzialnie traktował swoją służbę, był człowiekiem odważnym i dzielnym. Dziękował za taką postawę, jego rodzicom za wychowanie syna i ukształtowanie w nim postawy pomagania innym, żonie za wsparcie męża, dziękował też rodzeństwu zmarłego.

Podkreślił, że czas w związku z tragedią jest trudny, ale też pokazujący, że na funkcjonariuszach PSP można polegać, że pospieszą nam z pomocą. Zapewniał, że Polska będzie pamiętać o zmarłym i jego rodzinie. "Panie ogniomistrzu, odszedłeś wcześnie, stanowczo za wcześnie, spoczywaj w pokoju" - dodał Błaszczak.

Strażacy zginęli na służbie w miniony czwartek wieczorem, w czasie akcji gaszenia pożaru budynku magazynowego na terenie dawnych zakładów mięsnych PMB w Białymstoku. W środku przechowywano m.in. plastikowe elementy sztucznych kwiatów i opony. Według dotychczasowych ustaleń, strażacy w parze weszli do środka, by rozpoznać sytuację. Po wejściu po stalowych schodach na wyższą kondygnację, przy słabej widoczności i dużym zadymieniu znaleźli się na podwieszanym suficie, który się pod nimi zawalił.

Mieli 26 i 29 lat; obaj pracowali w jednostce ratowniczo-gaśniczej nr 1 PSP w Białymstoku. Mieli blisko 4-letni staż w straży pożarnej.

Śledztwo w sprawie pożaru i wypadku prowadzi Prokuratura Okręgowa w Białymstoku. Jak wynika z informacji przekazanych we wtorek PAP wynika, iż ostateczne ustalenia co do przyczyny śmierci obu strażaków będą znane po uzyskaniu pisemnej opinii biegłych z zakresu medycyny sądowej.

"Ze wstępnych ustaleń wynika, że śmierć obu pokrzywdzonych miała bezpośredni związek z zaistniałym pożarem" - podała prokuratura.

Własne postępowanie prowadzi również specjalna komisja powołana w Komendzie Głównej PSP.