O efektach zbiórki poinformowano w środę na konferencji prasowej zorganizowanej w gdańskim magistracie. Paweł Buczyński z Fundacji Gdańskiej, na której konto wpływały pieniądze, wyjaśnił, że zbiórka trwała od poniedziałku.  - We wtorek o g. 17. przyjmowanie wpłat zostało wstrzymane. Od tego momentu wysłane pieniądze nie są księgowane, wracają do osób które je wysyłały – powiedział Buczyński dodając, że decyzję taką podjęto, bo zaksięgowana kwota znacznie już przewyższyła sumę (około 100 tys. zł) konieczną do leczenia kobiety.

Buczyński dodał, że pieniądze wpłaciło około dwa i pół tysiąca osób. Wyjaśnił, że informacje na temat sposobu wydatkowania zgromadzonych środków będą upubliczniane – m.in. na stronie internetowej fundacji. Dodał, że sposób rozdysponowania pieniędzy, które pozostaną na koncie po opłaceniu kosztów leczenia, zostanie uzgodniony z mieszkanką Mołdawii i jej pełnomocnikami.

Tomasz Stefaniak, zastępca dyrektora gdańskiego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, w którym od końca maja przebywa Mołdawianka, wyjaśnił, że w przyszłym tygodniu pacjentka ma przejść operację rekonstrukcji miednicy, po której czeka ją wiele miesięcy rehabilitacji. W jego ocenie jest duża szansa na to, że kobieta odzyska sprawność, ale ostateczne rokowania będą znane dopiero po zabiegu i rehabilitacji, która może trwać od 3 do 6 miesięcy.

Obecna na konferencji Julia Szawłowska z Centrum Wsparcia Imigrantek i Imigrantów w Gdańsku - pełnomocnik pokrzywdzonej, odczytała list, jaki kobieta napisał do wszystkich darczyńców i innych osób, które jej pomogły. "Dziękuję wszystkim ludziom, którzy wpłacili pieniądze na moją operację i rehabilitację. Jestem bardzo wdzięczna za to, że tak szybko zebraliście państwo pieniądze dla mnie. (…) Dzięki państwu nie czuję się samotna w tej sytuacji. (…) Dziękuję Polsce i Polakom" – napisała m.in. Mołdawianka.

Do podziękowań przyłączył się także, obecny na konferencji, konsul honorowy Mołdawii Maciej Bukowski.

- Ogromne podziękowania dla tych wszystkich, którzy wpłacili pieniądze po to, aby pomóc pani Svietlanie. Sytuacja, która ją spotkała na terenie Gdyni, a która doprowadziła do tego, że dzisiaj potrzebuje naszej pomocy, jest trudna, dramatyczna – powiedział z kolei wiceprezydent Gdańska Piotr Kowalczuk dodając, że "nikt się nie spodziewał, że odzew będzie tak duży".

Wyraził nadzieję, że zgromadzone środki będą "wsparciem w procesie powrotu do zdrowia fizycznego, ale też psychicznego". - Trauma, jakiej doświadczyła pani Svietlana, będzie z pewnością wymagała ogromnego zaangażowania również i terapeutów – powiedział Kowalczuk przypominając, że Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie w Gdańsku zaoferował kobiecie pomoc psychologiczną.

Historię 34-letnia Svietlany opisała w ostatnich dniach "Gazeta Wyborcza". W końcu maja kobieta przyjechała z Mołdawii do Polski, gdzie poszukiwała pracy, by zarobić na remont domu, w którym mieszka wraz z trójką - wychowywanych tylko przez nią - dzieci. W Gdyni - jak relacjonowała - padła ofiarą wielokrotnego zgwałcenia po tym, jak przyjęła ofertę pokoju do zamieszkania w zamian za sprzątanie. Właścicielem mieszkania miał być Polak, a gwałtów na Mołdawiance dopuszczać się też jego znajomy Ukrainiec. Gwałty miały być nagrywane za pomocą telefonu komórkowego przez jednego z oprawców. Uciekając przed napastnikami kobieta wyskoczyła przez okno z mieszkania ulokowanego na 4. piętrze.

Doznała przy tym licznych obrażeń, w tym obrzęku mózgu, pęknięć kości miednicy, złamania nogi i obrażeń wewnętrznych. Przez miesiąc była nieprzytomna. Gdy odzyskała świadomość, złożyła zeznania. Policja zatrzymała Polaka - nie przyznał się do winy, postawiono mu jednak zarzut pozbawienia wolności Mołdawianki oraz wielokrotnego gwałtu na niej. Mężczyzna został tymczasowo aresztowany. Grozi mu do 12 lat więzienia. Ukraińca jak dotąd nie odnaleziono.