Z raportu wynika, że aż 13 z 22 ekspertów zatrudnionych w Ministerstwie Sprawiedliwości nie spełniało wymogu co najmniej trzyletniego stażu pracy. Okazuje się, że byli to absolwenci studiów, których zatrudniono bez przeprowadzania konkursu wkrótce po odbyciu praktyk w sądach. Wymóg odpowiedniego stażu pracy nakłada rozporządzenie Rady Ministrów z 2010 r.

Możliwość zatrudnienia bez odpowiedniego stażu pracy jest możliwa jedynie w uzasadnionych przypadkach. Jak podaje "Rzeczpospolita", z takiego obowiązku zwalniał kandydatów, na wniosek dyrektorów biur i departamentów, dyrektor Radosław Płucisz. Okazuje się, że w niektórych przypadkach pisma o skróceniu wymogu stażu pracy nie zawierały żadnego uzasadnienia.

Dodatkowo resortowi ministra Ziobry zarzucono, że nie miał prawa zatrudniać ekspertów bez konkursu. Tymczasem, jak wyjaśnia ministerstwo, dyrektor generalny urzędu może i mógł zatrudniać pracowników bez konkursu. Taką możliwość daje ustawa z 16 września 1982 r. o pracownikach urzędów państwowych.

Na tym jednak nie koniec. NIK ustalił również, że aż 15 ekspertów otrzymało maksymalne premie, choć przysługują one jedynie za wyjątkową sumienność w pełnieniu obowiązków. Brakowało też odpowiedniej dokumentacji uzasadniającej wypłacanie premii.

Z wyjaśnień złożonych przez Zbigniewa Ziobrę wynika, że "premia jest traktowana jako stały składnik wynagrodzenia określony w umowie o pracę". Dopiero brak odpowiedniego wypełniania obowiązków był podstawą do jej odebrania.

Oprócz premii eksperci w MS mogli liczyć równie na dodatki specjalne, a te do małych nie należały. Aż 7 z nich otrzymywało dodatki przekraczające 40 proc. podstawowego wynagrodzenia. Co ciekawe, przyznawano je za czynności należące do podstawowego zakresu obowiązków. "Jednemu ekspertowi przyznano, na okres pięciu miesięcy, dodatek specjalny w wysokości 516 proc. podstawy wynagrodzenia" - czytamy w raporcie NIK.