Nowa wersja dowodu osobistego, z niebiesko-różowym tłem, bez adresu zameldowania, bez informacji o kolorze oczu i wzroście, za to z fotografią taką samą jak w paszporcie. A może wersja sprzed 1 stycznia 2015 roku, z szarym tłem i wciąż jeszcze adresem zameldowania?

Oba dokumenty łatwo zamówić – i to wcale nie w urzędzie. Wystarczy wpisać w systemie dane, załadować zdjęcie i wpłacić 349 złotych. Do wyboru jest jeszcze 28 innych dokumentów - od albańskiego prawa jazdy po kartę studenta Uniwersytetu Warszawskiego. Wszystkie bliźniaczo podobne do oryginalnych blankietów. Serwis Dokumencik.pl zapewnia, że to tylko "wyroby kolekcjonerskie" i dodaje: Karty nie zawierają żadnych znaków zabezpieczających, których produkcja jest nielegalna. Wszystkie karty dostępne w naszym sklepie są zabawkami i używanie ich w celach identyfikacyjnych jest całkowicie zabronione! Kupno oraz posiadanie naszych kart jest zupełnie legalne, jednakże używanie ich w celu potwierdzenia swojego wieku lub uprawnień, których nie posiadamy, jest zabronione i może prowadzić do kłopotów z prawem.

Tyle że te zapewnienia nie przekonują ekspertów. - Dokumenty można zamówić na dowolne nazwisko, adres zamieszkania - spersonalizować. Poza tym co to znaczy, że to są karty kolekcjonerskie? Przecież kolekcjonerzy zbierają stare, nieaktualne już dokumenty, a nie takie, które wyglądają identycznie jak obecnie funkcjonujące oryginały - ocenia mecenas Zbigniew Krüger specjalizujący się w prawie nowych technologii. - W najlepszym wypadku mogą wiec posłużyć do zafałszowania wieku przy zakupie alkoholu, w najgorszym wystarczy je wypełnić ukradzionymi danymi i mogą niestety służyć do oszustwa "na słupa". A z kradzieżami czy wyłudzeniami danych mamy przecież do czynienia regularnie - ostrzega prawnik. Kradzione dane w połączeniu z dokumentem do złudzenia przypominającym oryginał mogą zostać wykorzystane do zakładania fałszywych spółek i czy oszustw podatkowych.

Okazuje się jednak, że choć MSWiA i policja mają wiedzę na temat tego zjawiska, to niewiele mogą z tym zrobić. - Sygnały o oferowaniu tzw. kolekcjonerskich dokumentów wpływały jeszcze w 2012 roku - przyznaje nam biuro prasowe resortu i dodaje, że zgodnie z obowiązkiem wynikającym z Kodeksu postępowania karnego ministerstwo doniosło o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. - Jednak prokuratura w tym samym roku odmówiła wszczęcia dochodzenia, uznając, że czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego polegającego na podrabianiu w celu użycia jako autentyczne druków dokumentów polskich i zagranicznych przypominających dokumenty opatrzone wzorami zastrzeżonymi dla określonych instytucji państwowych - dodaje biuro prasowe.

MSWiA jednak zapewnia, że dostrzegło problem i pracuje nad przepisami, które mają zapobiec przypadkom posługiwania się tzw. kolekcjonerskim dokumentem. Chodzi o ustawę o dokumentach, której nowa wersja po konsultacjach społecznych jest już gotowa. Zawiera ona przepis "zakazujący wytwarzania, oferowania, zbywania lub przechowywania w celu zbycia, odwzorowania lub kopii dokumentu publicznego nazwanej repliką dokumentu publicznego". A zgodnie z definicją zawartą w projekcie, repliką dokumentu publicznego jest odwzorowanie co najmniej 75 procent oryginału.

Za złamanie tego przepisu ustawa przewiduje kary od grzywny do nawet 2 lat więzienia. Rząd ma się zająć tymi propozycjami jesienią.