Zgodnie z pierwszym paragrafem artykułu 212 kodeksu karnego każdy, kto pomawia inną osobę lub grupę osób o postępowanie lub właściwości (na przykład alkoholizm), które mogą ją poniżyć w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności. Zgodnie z jego paragrafem drugim, jeśli sprawca dopuszcza się tego czynu za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do roku. A że internet, czyli jeden ze środków masowego komunikowania, odgrywa w naszym życiu coraz większą rolę, jest się czego bać.

Jeszcze do niedawna z art. 212 k.k. zmagali się głównie dziennikarze. Jak zauważył rzecznik praw obywatelskich, możliwości zastosowania sankcji karnych wskazanych w paragrafie 2 artykułu może mieć mrożący skutek i skutecznie powstrzymywać ich przed podejmowaniem trudnych tematów. Zwłaszcza gdy ich materiały uderzają w polityków lub duże, dysponujące armią prawników przedsiębiorstwa.

Podkreślając negatywne skutki dla wolności słowa, rzecznik od lat apeluje o zniesienie art. 212. I chociaż w tej walce nie jest odosobniony – w ramach kampanii „Wykreśl 212” jego starania poparło wielu polityków ze wszystkich opcji, w tym Jarosław Kaczyński i Grzegorz Schetyna – walczy bezskutecznie. Na zmiany trzeba jeszcze poczekać. Problem w tym, że świat nie czeka. Świat zmienia się, i to szybko. – Kiedy 20 lat temu wprowadzano obowiązujący kodeks karny z art. 212 i jego par. 2, nikt nie przewidywał błyskawicznego rozwoju internetu, który dziś opiera się w dużej mierze na treściach współtworzonych przez jego użytkowników, i nikt nie przypuszczał, że artykuł będzie wykorzystywany w taki sposób, w jaki dziś jest wykorzystywany – mówi Dorota Głowacka, prawniczka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, koordynatorka programu Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce.