Beata Szydło poinformowała dziś, że w zabezpieczenie i usuwanie skutków nawałnic włączyło się wojsko. Premier po odprawie ministrów poświęconej pomocy po nawałnicach poinformowała, że rząd jest przygotowany do tego, żeby uruchomić dodatkowe siły.

- Jesteśmy przygotowani ażeby uruchomić jeszcze dodatkowe siły, natomiast, tutaj będzie prośba do samorządowców aby informowali poprzez wojewodów. Tam, gdzie jest taka potrzeba, wojsko jest gotowe ażeby dotrzeć, pomagać i wspierać w tych wszystkich działaniach - powiedziała Szydło na briefingu.

Jak poinformowała, poleciła uproszczenie procedur, tak żeby nadzór budowlany mógł włączyć się w szacowanie szkód. Szefowa rządu podkreśliła, że są przygotowane także środki, które będą wypłacane przez ośrodki pomocy społecznej. - Minister (rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta) Rafalska ze swoim resortem też rozpoczęła działania. Będą tutaj kolejne kroki przez nas podejmowane - powiedziała Szydło.

Premier pojawiła się już też na miejscu katastrofy. Szefowa rządu rozmawiała kilkanaście minut ze strażakami i przedstawicielami miejscowych władz, a następnie ma się udać w objazd do trzech miejscowości nad rzeką, aby obejrzeć skutki nawałnicy. Potem ma się odbyć krótka konferencja prasowa. Oprócz szefowej rządu w Rytlu są też minister ochrony środowiska Jan Szyszko i szef MON Antoni Macierewicz. Minister obrony spotkał się z przedstawicielami sztabu wojskowego zgrupowania zadaniowego w miejscowości Rytel oraz żołnierzami pracującymi w okolicach Rytla

Przyjechałem do województwa kujawsko-pomorskiego, żeby sprawdzić stan prac związanych z usuwaniem skutków nawałnicy, gdyż pierwszy etap - ochrony życia i zdrowia służby mają już za sobą. Teraz chodzi o zredukowanie konsekwencji i naprawę domostw oraz znalezienie lokum dla tych, którzy zostali poszkodowani - mówił na miejscu katastrofy szef MSWiA Mariusz Błaszczak. Przyznał, że bardzo ważna jest również pomoc finansowa. Przypomniał, że już w poniedziałek do samorządów trafiła pomoc finansowa, która stanowi bezpośrednie, pierwsze wsparcie - w wysokości do 6 tys. zł.

Kolejne pieniądze będą sukcesywnie uruchamiane w zależności od potrzeb. Rozmawialiśmy dziś rano z wojewodą na wideokonferencji, a także poruszyłem tę sprawę na spotkaniu ministrów z panią premier i zdecydowaliśmy, że będziemy uzgadniali z szefem resortu infrastruktury podstawę prawną do tego, żeby uprościć szacowanie strat po tej nawałnicy, tak aby wsparcie nadeszło najszybciej, jak jest możliwe - dodał minister spraw wewnętrznych i administracji.

Błaszczak dodał, że rozmawiał również z towarzyszącym mu wiceszefem MON Bartoszem Kownackim o możliwym wykorzystaniu wojska do pomocy w usuwaniu strat, a ten przyznał, że jest na to otwarty i czeka na stosowne sygnały ze strony wojewodów odnośnie takich potrzeb.

Przejechaliśmy przez kilka miejscowości i widzieliśmy ogrom strat. Chciałbym osobiście serdecznie podziękować strażakom z PSP oraz druhom z OSP za poświęcenie i zaangażowanie. W powiecie tucholskim spotkaliśmy strażaka, który ratował swój dobytek i odniósł obrażenia w trakcie akcji ratunkowej. Wykazał się jednak postawą poświęcenia. Mamy też przykłady strażaków, którzy interweniowali poza godzinami służby. Chciałbym mocno podkreślić, że służby wykazały się wysokim profesjonalizmem, a sytuacja w woj. kujawsko-pomorskim jest opanowana - podkreślił Błaszczak.

Wiceszef MON zapewnił w Wielkiej Kloni, że jego resort jest cały czas w kontakcie z MSWiA i reaguje na wszelkie zapotrzebowania i wnioski, które płyną po nawałnicy. Pułk inżyniersko-saperski z Inowrocławia jest gotowy, żeby pomóc na terenie regionu - zapewnił.

Wczoraj był kontakt związany z sytuacją w województwie pomorskim, gdzie wojsko zostało użyte do ratowania sytuacji, do pomocy na rzece Brda. Całą noc wojsko pracowało i wiemy, że dzisiaj ta sytuacja jest opanowana. Teraz rozmawiamy o pomocy dla województwa kujawsko-pomorskiego. I też, jeżeli zapadną decyzje, a wszytko wskazuje, że będą takie potrzeby, żeby użyć sił wojskowych, to jesteśmy gotowi. Wszystko wskazuje na to, że takie decyzje zapadną - podkreślił Kownacki.

Wiceminister zaznaczył, że w jego ocenie w takich sytuacjach byłoby o wiele łatwiej, gdyby na terenie województwa kujawsko-pomorskiego istniały wojska obrony terytorialnej. Na razie są one budowane na ścianie wschodniej, dlatego tutaj w razie potrzeb używamy regularnego wojska, bo nie byłoby zasadnym transportowanie wojska obrony terytorialnej np. z Podkarpacia, jeżeli tutaj mamy wykwalifikowanych żołnierzy. Gdyby jednak wojska obrony terytorialnej powstały kilka lat temu, to sytuację byłoby dużo prościej zażegnać. Mam nadzieję, że wyciągniemy z tego wnioski - dodał Kownacki.

Błaszczak i Kownacki w Sitowcu rozmawiali z mieszkankami zniszczonego domu, który już starają się odbudować z pomocą kilku osób. Kobiety opowiadały, jak doszło do uszkodzenia ich domu. Politycy pytali, co potrzebują, jak można im pomóc. Wyrazili też nadzieję, że poszkodowanym uda się odbudować dom przed zimą.

W Dziedzinku spotkali się z rodziną Jana Kaczyńskiego, na którego domu został zniszczony dach. Gospodarz opowiadał, jak udało się zdobyć plandekę i zabezpieczyć dom przed ewentualną wichurą i deszczem. Błaszczak mówił, że nie powinno być tak źle przy likwidowaniu zniszczeń, jeżeli służby wojewody będą tak prężnie działać w organizowaniu pomocy poszkodowanym jak dotychczas. Następnie szef MSWiA oraz wiceszef MON udali się do Mąkowarska w powiecie bydgoskim, a także do powiatu tucholskiego, gdzie odwiedzili Pruszcz, Bagienicę, Małą Klonię i Wielką Klonię. Wieczorem w Bydgoszczy wezmą udział w posiedzeniu zespołu zarządzania kryzysowego w urzędzie wojewódzkim.

W wyniku nawałnicy w województwie kujawsko-pomorskim osiem osób zostało rannych, zniszczonych zostało ok. 2,5 tysięcy domów i 8 tys. ha lasów, a 110 tys. odbiorców zostało pozbawionych prądu. W tej chwili nadal nie ma go ok. 5,5 odbiorców. Najbardziej ucierpiały powiaty tucholski, sępoleński, nakielski, żniński, bydgoski, a częściowo też powiaty inowrocławski i radziejowski.

Wciąż nie ma prądu

Najtrudniejsza sytuacja jest w powiecie kartuskim, gdzie energii elektrycznej pozbawionych jest 16,8 tys. gospodarstw domowych. Co gorsza, nie sposób ocenić, w jakim terminie wszystkie awarie zostaną naprawione. - Służbom energetycznym jest przede wszystkim bardzo trudno dotrzeć do miejsc, gdzie są powalone słupy i zerwane linie. Muszą najpierw tarasować sobie drogę - stwierdził dyżurny Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Gdańsku Jerzy Jakubowski.

Jedną z najciężej dotkniętych kataklizmem miejscowości jest Rytel, wieś w Borach Tucholskich. Wedle relacji "Gazety Pomorskiej", tam prądu może brakować nawet przez dwa tygodnie. Na agregacie pracuje również tucholski szpital.

Dlaczego wojsko dopiero teraz?

W Rytlu i okolicach od weekendu pracują strażacy, ale także mieszkańcy, a nawet turyści, którzy przyjechali w te okolice na wakacje. Ogromnym problemem, a zarazem niebezpieczeństwem okazał się Wielki Kanał Brdy - tu ciek wodny zatarasowały powalone drzewa. Jeśli kanał nie zostanie udrożniony przez opadami, mieszkańcom grozi powódź.

- (Premier) powinna ogłosić stan klęski żywiołowej. Już dawno powinno tu być wojsko. A wicewojewoda mi tylko powiedział, że nie wie, czy to realne, bo to kosztuje - mówił sołtys Rytla, Łukasz Ossowski, w rozmowie z "Gazetą Pomorską", jeszcze przed ogłoszeniem przez MON decyzji o oddelegowaniu wojska do pomocy poszkodowanym przez nawałnice.

Wedle relacji Ossowskiego, już w piątek Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego dostało sygnały o tym, że potrzeba żołnierzy. Był to moment, w którym próbowano dotrzeć do harcerzy z obozu w Suszku. - Centrum połączyło się nawet z Ministerstwem Obrony, ale tam decyzja była jedna i przekaz był taki sam - nie ma takiej potrzeby - opowiadał Ossowski.

"Wojsko przyszło na pomoc ludziom, jak tylko otrzymaliśmy informację, że wojewoda zwrócił się do ministra obrony narodowej"

W Rytlu ze skutkami nawałnic, jakie przeszły przez Polskę w nocy z piątku na sobotę, zmagają się żołnierze z 3. Batalionu Drogowo-Mostowego, 34. Batalionu Radiotechnicznego oraz z innych jednostek zabezpieczających.

Jak powiedział na antenie TVP Info dowódca 3. Włocławskiego Batalionu Drogowo-Mostowego w Chełmnie ppłk Krzysztof Mikrut, w tej chwili wojsko dysponuje siłami 70 żołnierzy oraz ponad 30 jednostkami sprzętu, a głównym zadaniem żołnierzy jest udrożnienie koryta rzeki Brda oraz wielkiego kanału Brdy. Łącznie do wykonania jest 24 km długości rzeki i kanału Brdy - dodał. Poinformował, że prace polegają głównie na wyciąganiu z koryta rzeki powalonych konarów i całych drzew, co ma spowodować udrożnienie koryta, przepływ wody i zrzut wody z zapory, aby zabezpieczyć i uniemożliwić podtopienia w przypadku wystąpienia opadów deszczu.

Ppłk Mikrut podkreślił, że teren jest bardzo trudny, niedostępny. Praca wojska polega zatem na mozolnym wyciąganiu, sztuka po sztuce, konarów drzew z wody. Jak jednak zaznaczył Mikrut, nie wszystkie miejsca są na tyle dostępne, aby ciężki sprzęt mógł tam wjechać.

W tej chwili są przygotowane miejsca do umożliwienia pracy tego sprzętu. Po dniu pracy wykonaliśmy od 10 do 15 procent zakładanych prac, aczkolwiek jeszcze kanał rzeki Brdy oraz wielki kanał Brdy jest ciągle zatorowany. Jest to skala bardzo duża i żadne zdjęcia nie odzwierciedlają tego, co tutaj nas zastało w rzeczywistości - powiedział.

Mikrut zapewnił jednocześnie, że wojsko przyszło na pomoc ludziom, jak tylko otrzymaliśmy informację, że wojewoda zwrócił się do ministra obrony narodowej o przydział sił i środków. Natychmiast rozpoczęliśmy zbiórkę sprzętu, organizowanie tego sprzętu"- mówił. Zaznaczył, że wojsko w tym przypadku obowiązują procedury, których należy przestrzegać.

W wyniku nawałnic w Polsce zginęło sześć osób (pięć na Pomorzu), w tym dwie nastolatki, które przebywały na obozie harcerskim w miejscowości Suszek. Ponad 50 osób, w tym 38 uczestników obozu w Suszku, doznało też różnego rodzaju obrażeń. W poniedziałek wieczorem w szpitalach pozostawało troje harcerzy. Silny wiatr uszkodził lub zerwał dachy z prawie 3 tys. domów, w tym z ponad 2 tys. mieszkalnych.