Energetycy swoje święto spędzali pracowicie. Po nawałnicach, które przetaczały się od 10 sierpnia nad Polską brakowało im rąk do pracy. Ludzie rezygnowali z urlopów, trzeba było ściągać posiłki. Skala zniszczeń była tak ogromna, że nawet dla tej branży, która ze skutkami zdarzeń pogodowych zmaga się w każdej porze roku, to była jednak nowość. W czwartek w resorcie jego szef, Krzysztof Tchórzewski i prezesi Enei i Energi, Mirosław Kowalik oraz Daniel Obajtek, podsumowali niemal tydzień dotychczasowych działań.

- W szczytowym momencie bez prądu pozostawało ponad 460 tys. odbiorców, przy czym ok. 250 tys. to klienci Enei, a 178 ty. to klienci Energi – wyliczał minister Tchórzewski. W dwóch pozostałych spółkach skala wyłączeń była mniejsza – ok. 26 tys. w PGE i ok. 16 tys. w Tauronie.

Minister podkreślił także, że działania służb energetycznych prowadzone były wzorowo. - Ale nie byłoby tego sukcesu bez dobrej współpracy ze strażakami i leśnikami, ale również samorządami, burmistrzami i wójtami, ale przede wszystkim sołtysami, którzy koordynowali współpracę z ludnością lokalną – podkreślił minister przypominając, że mimo ogromu zniszczeń nie doszło do żadnego nieszczęścia jak np. porażenie prądem, choć wiele zniszczonych kabli godzinami leżało w miejscowościach, które ucierpiały w wyniku nawałnic, które przechodziły przez Polskę od 10 sierpnia.

- Warto podkreślić, że PSE Operator tak umiejętnie przeorganizowało krajowy system energetyczny, że mimo tak licznych wyłączeń cały system nie poniósł szkód i nie doszło do jego destabilizacji – powiedział Tchórzewski.

- Na początku pracowało 150 naszych brygad, czyli ponad 600 osób. Mamy sezon urlopowy, jednak pracownicy w kilka godzin nawet sami wracali z wakacji. W najtrudniejszym momencie pracowało 240 brygad, czyli dobrze ponad 1000 osób – wyliczał Daniel Obajtek, prezes gdańskiej grupy Energa. Minister Tchórzewski dodał, że skalę zniszczeń może zobrazować liczba zniszczonych stacji transformatorowych, gdzie jedna taka stacja przypada w mieście na średniej wielkości osiedle. - Zniszczeniu uległo 15 tys. takich stacji, przy czym wiele z nich nie będzie się już nadawało do użytku – powiedział Tchórzewski. Dodał też, że niewykluczone, iż w polski rząd by pozyskać środki na usuwanie skutków nawałnic poprosi Komisję Europejską o możliwość przesunięcia części przysługujących nam funduszy na inny cel.

Najbardziej w wyniku nawałnic ucierpieli klienci poznańskiej Enei. Ta spółka w tydzień musiała odbudować w sumie ok. 400 km sieci, co zwykle zajmuje jej kilka miesięcy (w sumie należą do niej 102 tys. km sieci energetycznych). Na jej terenie burza uszkodziła 62 słupy wysokiego napięcia, gdzie każdy waży ok. 2 tony. Zwykle w skali roku Enea wymienia ok. 20 takich słupów, więc część z nich trzeba było pilnie zrobić na zamówienie. Część z nich zresztą nie stanie od razu na miejscu, bo to niemożliwe. W czwartek udało się służbom Enei przywrócić zasilanie do Rytla – ale też prowizoryczne, bo sieci nie poszły po słupach, a po drzewach – za zgodą Lasów Państwowych. W Enei bez przerwy pracowało w sumie 220 brygad, przy czym 20 z firm zewnętrznych.

Ilu waszych odbiorców jest jeszcze po ostatnich nawałnicach bez prądu i ile potrwa usuwanie szkód?

Daniel Obajtek, prezes grupy Energa: To kataklizm o rozmiarach, z jakimi dotychczas energetyka nie miała do czynienia. Mamy największy obszar dystrybucyjny pokrywający niemal 25 proc. kraju i te zniszczenia nie były tylko w jednym województwie, a czterech. Zaczynaliśmy od niemal 180 tys. odbiorców odciętych od prądu, dzisiaj po kilku dniach to ok. 5 tys. osób. To odbiorcy przede wszystkim w obrębie Kartuz, gdzie zostaje nam jeszcze do odbudowania ok. 17 km linii średniego napięcia. Na naszym terenie zostało uszkodzonych ok. 8 tys. stacji transformatorowych (w sumie w Polsce w wyniku burz ok. 15 tys. - red.). Do wymiany mamy ponad 1000 słupów niskiego średniego i wysokiego napięcia. Skala zniszczeń jest ogromna. Proces odbudowy jest w sumie trudniejszy niż inwestycji w nową infrastrukturę, ponieważ wchodzi się w nieprzygotowany do tego teren. Musimy usuwać drzewa, dobudowywać drogi, bo ciężki sprzęt nie byłby w stanie dowieźć słupów. Niektóre z nich ważą ponad dwie tony. Cała logistyka tego procesu jest skomplikowana. Robimy to w błyskawicznym tempie. Niektóre rzeczy oczywiście robimy na razie prowizorycznie, ale tylko po to, byśmy mogli jak najszybciej przywrócić dostawy energii. Będziemy potem wracać do tych miejsc i remontować infrastrukturę, ale nie będzie to już wyglądało tak, że nasi klienci będą odcięci od prądu. Wtedy przerwy na czas przepięć będą wynosić 1-2 godziny.

Uspokajał pan akcjonariuszy mówiąc, że sieci były ubezpieczone.

Tak, to prawda. Zawsze tak robimy, bo to gwarantuje stabilnośc spółki. My nie możemy się zastanawiać, czy przyjdzie jakaś klęska żywiołowa, czy nie, tylko musimy zabezpieczyć nie tylko klientów, co jest najważniejsze, ale sytuację i stabilność ekonomiczną naszej spółki.

Ale to nie będzie 100 proc. pokrycia waszych kosztów? Część musicie pokryć ze środków własnych.

Oczywiście, bo jeśli zniszczona była i tak mocno wyeksploatowana sieć, to trudno, by ktoś miał ją budować za nas. Odbudowana sieć musi być lepsza, nowocześniejsza, trwalsza. A na to też pozyskujemy środki z zewnątrz. Nasze zaangażowanie we wszystkie inwestycje jest naprawdę bardzo duże.