Można krytykować nagłe zainteresowanie polityków zaostrzaniem kar za gwałty, bo jest oczywiste, że to działanie pod publikę, wynikające z ostatnich nagłośnionych medialnie wydarzeń. Ale nawet jeśli powody są czysto polityczne, to jest szansa, by wprowadzić zmiany mogące przynieść realną poprawę. A do naprawienia w ściganiu i karaniu za gwałty mamy rzeczywiście sporo.

Długo zastanawiałyśmy się, czy pisać o drastycznych szczegółach mniej lub bardziej głośnych spraw, w tym przerażającej śmierci 26-letniej dziewczyny z Łodzi. Zdecydowałyśmy, że z szacunku dla pamięci ofiar i dla ich godności, lecz również po to, by skupić się na problemie systemowym, nie będziemy przywoływać detali. I bez nich jest wystarczająco przerażająco.

Piramida krzywd

Pierwsze spojrzenie na statystyki nie szokuje. W 2016 r. zgłoszono na policję 2426 gwałtów. Mniej niż siedem dziennie. Nie trzeba jednak tłumaczyć oczywistego faktu, że to tylko kawałek rzeczywistego stanu. Pobicie, rozbój, kradzież na policję zgłasza się bez wstydu, licząc nie tylko na pociągnięcie winnych do odpowiedzialności, ale być może nawet na rekompensatę finansową. Skala przestępstw ukrywanych jest niewielka. Zupełnie odwrotnie niż przy gwałtach. Nikt nie wie, ile ich może być w rzeczywistości. Najbardziej skrajne szacunki mówią nawet o 200 dziennie.