Do nieprzyjemnych sytuacji miało dojść w trakcie próby festiwalowej w opolskim amfiteatrze. Jan Pietrzak wygrażał artystom, którzy pomylili zwrotki jego piosenek. Nie podobało mu się także zachowanie muzyków i ekipy technicznej. Uczestnicy festiwalu w rozmowie z dziennikarką "GW" przyznali, że nie spotkali się jeszcze z czymś takim.

Podczas tegorocznego festiwalu, który w wyniku różnych zawirowań przełożony został z czerwca na wrzesień, 50-lecie swojej pracy artystycznej będzie świętował właśnie Jan Pietrzak. Najpierw zdenerwowało go półgodzinne opóźnienie prób, potem pomyłka wokalistki Kasi Nowej. Piosenkarka pomyliła słowa jego piosenki.

Jeśli w sobotę na próbie... – zwrócił się do młodej artystki.

Nie, ja przepraszam – mówiła zakłopotana Kasia Nova.

Ja nie skończyłem zdania. Jeśli w sobotę na próbie generalnej nie zaśpiewasz tego składnie, to zdejmiemy ten utwór, żebyś wiedziała. Jeśli pomylisz choć jedno słowo, to ten utwór wyrzucimy – ostrzegał ją ze sceny Pietrzak.

Dostało się także ekipom technicznym. Okazuje się, że mają one tydzień mniej czasu na montaż scenografii. Aby zdążyć ze wszystkim, pracują cały czas, również podczas prób artystów. – Bardzo bym prosił, aby było cicho. Tam jest jakaś dyskusja czy konferencja prasowa? Prosimy odejść stamtąd. A kto tak tutaj te gwoździe przybija? Co to się dzieje? Kto tu teraz gwoździe przybija na widowni? – pytał podczas występu Pietrzak.

80-letni artysta miał mieć także zastrzeżenia do muzyków i dźwiękowców biorących udział w jego jubileuszu.
Przeszkadza mi ten dudniący pedał. Nie mogę śpiewać spokojnie, bo słyszę ciągle takie „łup, łup”, jak w jakieś remizie. Nie chcę, aby ten bęben grał tak po strażacku. Ja to słyszę już od 56 lat. Takie rzeczy, jak walenie stopy, można zmienić. Bo nie są to rzeczy nadane przez boga, a rzeczy, nad którymi panujemy – my, artyści. To jest mój utwór, ja go napisałem i ja sobie życzę, żeby to tak nie waliło, bo mi to przeszkadza. I mam taką artystyczną koncepcję – mówił Jan Pietrzak.

Miny artystów, jak pisze "GW", gdy schodzili ze sceny były nietęgie. – Jan Pietrzak z natury jest dla nas bardzo miły. Jest to jednak człowiek bardzo ostry i surowo oceniający innych. Szczególnie, jeśli nie wykonuje się swojej roboty lub gdy nie słucha się jego poleceń. Aby współpraca z nim przebiegała w dobrej atmosferze, trzeba się po prostu podporządkować – tłumaczy w rozmowie z "GW" wokalista Wiktor Dudek z zespołu Świt. Mniej wyrozumiali dla artysty byli technicy. Stwierdzili, że jeszcze żaden artysta tak wrogo ich nie potraktował.