Fundacja Court Watch Polska 8 sierpnia złożyła w Kancelarii Prezydenta "Pakiet Obywatelski". Jest to zbiór propozycji, zwiększających obywatelską kontrolę nad władzą sądowniczą w Polsce, mających przyczynić się do budowania powszechnego i trwałego zaufania do trzeciej władzy. Postulowano w nim wprowadzenie zmian w ustawach regulujących działania Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. O tych propozycjach i o stanie polskiego sądownictwa w rozmowie z PAP opowiedział prezes zarządu Fundacji Court Watch Polska Bartosz Pilitowski.

PAP:. Jakich rozwiązań się w nich spodziewacie?

BP: Od pewnego czasu jest zgłaszany postulat, żeby powołać w SN osobną izbę do spraw dyscyplinarnych. Aby były one załatwiane jak najszybciej, proponowano także, żeby ta izba zajmowała się postępowaniami dyscyplinarnymi zarówno w pierwszej, jak i drugiej instancji, żeby ta procedura była szybsza. Wydaje się, że powstanie osobnej izby dyscyplinarnej w SN, takiej jaka istniała w SN przed wojną, jest bardzo prawdopodobne. To rozwiązanie już się pojawiło w projekcie poselskim z początku lipca. Być może będą jakieś drobne zmiany. Chyba najważniejszą ze zmian powinno być inne unormowanie tego, kto zostanie sędzią w izbie dyscyplinarnej. W projekcie poselskim to pierwszeństwo we wskazywaniu kandydatów miał minister sprawiedliwości – tylko spośród wskazanych przez ministra kandydatów KRS mógł wybierać osoby, a później prezydent powoływać, co oznacza, że wybór byłby bardzo ograniczony. Spodziewamy się, że zostanie przywrócona sytuacja, o której mowa w konstytucji, czyli KRS odgrywa przewodnią rolę w wyborze osoby i następnie prezydent to zatwierdza. Obawialiśmy się takiej sytuacji, że minister sprawiedliwości będzie chciał, żeby w tej izbie dyscyplinarnej zasiadali przede wszystkim prokuratorzy, ponieważ przepisy zaproponowane w projekcie poselskim na to pozwalały. Jeśli ta izba dyscyplinarna ma być izbą, która buduje pewne standardy etyczne w środowisku sędziowskim, w środowisku prawniczym, ponieważ miałaby się ona stać też izbą dyscyplinarną dla wszystkich zawodów prawniczych, to powinna ona składać się z osób, które budzą powszechny szacunek. Wyobrażam sobie, że do tej izby mogłyby być powołane osoby, które nawet nie mają wykształcenia prawniczego, ale mają społeczny mandat i takie życiowe doświadczenie, które je do tego predestynuje.

PAP: Jakie rozwiązania w ustawach o SN i KRS zwiększyłyby postulowaną przez Fundację Court Watch Polska obywatelską kontrolę nad władzą sądowniczą w Polsce?

BP: To, na co liczymy, to przede wszystkim zwiększenie wpływu samych obywateli na wybór sędziów do obu ciał.

Przypuszczalnie do KRS 15 sędziów będzie wybieranych przez parlament większością 3/5 głosów – tak jak to prezydent w czerwcu postulował. Ponieważ będą to robili politycy, to należy stworzyć instrument, za pomocą którego wyborcy będą mogli polityków rozliczać z tej kompetencji. Wyobrażamy to sobie w taki sposób, że przed głosowaniem nad poszczególnymi kandydaturami komisja sprawiedliwości i praw człowieka, uzupełniona przedstawicielami środowisk prawniczych, będzie przesłuchiwać kandydatów publicznie, żeby społeczeństwo mogło zobaczyć, kogo politycy do KRS wybierają. Czy wybierają jakieś osoby, które nie budzą zaufania, czy też wybierają osoby, które mają merytoryczne podstawy i które cechuje niezawisłość. Chodzi o to, żeby przyszłych sędziów jak najbardziej fachowo i profesjonalnie wybierać. Nie powinny to być osoby, które są od kogokolwiek zależne. KRS powinna być jak najbardziej niezależna. Takie wysłuchanie publiczne może społeczeństwu pomóc zweryfikować, czy parlamentarzyści w naszym imieniu dokonują dobrego wyboru, czy też ten wybór jest polityczny i należy za to później polityków rozliczyć przy urnie wyborczej.

Podobny mechanizm proponujemy przy wyborze sędziów SN, tzn. żeby przed powołaniem przez prezydenta taki kandydat był również publicznie przesłuchany, po to, żeby wyeliminować osoby, które mogą być stronnicze w jakiejś kategorii spraw albo mogą mieć niejasne powiązania. Byłaby to też okazja dla społeczeństwa, żeby przyszłych sędziów SN poznać. Jest to bardzo ważne, ponieważ jest to instytucja, która powinna się cieszyć powszechnym zaufaniem i to zaufanie mogłoby się budować przez obserwację tych sędziów podczas przesłuchania: jak oni się bronią, jak odpowiadają na pytania, czy dają się wyprowadzić z równowagi, czy zachowują spokój, czy potrafią udzielić odpowiedzi merytorycznie i w sposób zrozumiały. Broniąc swojej kandydatury, budują zaufanie nie tylko do siebie samych, lecz także do SN – swoim autorytetem budują zaufanie do tej instytucji. Wydaje nam się, że to jest bardzo dobre rozwiązanie ze względu na potrzebę powszechnego zaufania do SN i potrzebę kontroli polityków. Chodzi o to, żeby społeczeństwo dysponowało pewnymi kontrolnymi mechanizmami.

PAP: A jakie rozwiązanie proponowaliście, jeśli chodzi o rozpatrywanie kandydatur na urząd sędziego?

BP: Teraz proces wyboru kandydatów na sędziów jest zdominowany przez samych sędziów. Proponujemy, żeby opiniowanie przez zgromadzenie sędziów zastąpić opiniowaniem lokalnej komisji, która składałaby się z przedstawicieli samorządów prawniczych oraz obywateli – bezpartyjnych elektorów wybranych przy okazji wyborów samorządowych. Chodzi o to, żeby obywatele mieli jakąś możliwość kontroli procesu wyboru sędziego, bo w tej chwili jest on dla nich całkowicie nieprzejrzysty. Mało kto się tym interesuje. Mimo że powołanie sędziów przez prezydenta jest informacją publiczną, to jednak ta informacja rzadko dociera do mieszkańców miejsca, w którym sędzia będzie pracował. Gdyby obywatele mieli wpływ, chociaż pośredni na wybór sędziego, to myślę, że zainteresowanie byłoby większe, a przez to świadomość tego, jakie cechy powinien mieć sędzia. Wydaje nam się, że dopiero jeśli dopuścimy obywateli do procedury wyboru sędziów, to większe szanse będą miały osoby o większym doświadczeniu życiowym, budzące powszechne zaufanie i szacunek, niż osoby, które po prostu są świetnymi znawcami przepisów.

Dzięki temu byłby spełniony postulat, który nie może się doczekać realizacji, żeby zawód sędziego był ukoronowaniem zawodów prawniczych.

PAP: Jakie zagrożenia widzi Pan w związku z planowaną reformą?

SN: Jest także dosyć prawdopodobne, że zostanie obniżony wiek przejścia w stan spoczynku sędziów SN do 65. roku życia. To oznacza, że bardzo wielu sędziów obecnie zasiadających w SN przejdzie w stan spoczynku, ewentualnie będą mogli ubiegać się o pozostanie. Obniżenie wieku stanu spoczynku może spowodować, że duża część SN będzie na nowo wybrana. To stwarza niebezpieczną sytuację, ponieważ skład SN zostanie w dużej mierze wymieniony za czasów jednej kadencji prezydenta. Tymczasem wartością SN było to, że do niego sędziów powoływali kolejni prezydenci, więc była pewna równowaga. To zapewniało równowagę i np. w przypadku funkcji, jaką jest kontrola wyborów, taki mieszany skład zapewnia bezpieczeństwo i stabilność całemu społeczeństwu.

Tego niebezpieczeństwa nie będzie, jeśli podobnie jak w projekcie poselskim liczba stanowisk w SN ulegnie zmniejszeniu. W projekcie poselskim z 93 do 44 zredukowano liczbę sędziów. Jeżeli podobnie uczyni prezydent, czyli zredukuje liczbę sędziów, to będzie to oznaczało, że mimo odejścia bardzo wielu sędziów z uwagi na obniżenie wieku stanu spoczynku nie będzie trzeba powołać wielu nowych na ich miejsce, bo zmniejszy się liczba stanowisk.

PAP: Zabraliście głos w dyskusji o konieczności wprowadzenia zmian w funkcjonowaniu SN i KRS? Dlaczego?

BP: Obie instytucje spotykała krytyka. Z jednej strony mieliśmy do czynienia z krytyką polityczną, a z drugiej strony stawiano też wiele zarzutów opartych na empirycznych przesłankach. W przypadku KRS takim najważniejszym zarzutem było to, że procedura wyboru sędziów przeprowadzana była w sposób, który budził zastrzeżenia wśród samych sędziów. Z badań Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa wynika, że aż 1/3 przebadanych sędziów uważa, że KRS nie działa transparentnie i posługuje się przesłankami pozamerytorycznymi przy awansowaniu sędziów. Są też duże wątpliwości dotyczące możliwości zajęcia się przez KRS każdym zgłoszeniem kandydata. Na pojedyncze miejsce, a tych miejsc jest kilkaset co roku, do KRS wpływa kilkadziesiąt kandydatur. Obecnie jest tak, że KRS powinna przeanalizować wszystkie zgłoszenia. One co prawda przechodzą wcześniej ocenę na poziomie lokalnym – kandydaci są oceniani przez kolegium sądu, a następnie opiniowani przez zgromadzenie sędziów, ale i tak potem wszystkie zgłoszenia trafiają do KRS. Często tak się zdarzało, i sędziowie za to krytykowali KRS, że rada wybierała kandydata, który nie uzyskał poparcia lokalnych sędziów. Można się zastanawiać, czym w takim razie KRS się kierowała.

Krytyka SN z kolei dotykała m.in. radzenia sobie z systemem postępowania dyscyplinarnego. Wątpliwości budziła przede wszystkim jego efektywność. Do tej pory sądami dyscyplinarnymi pierwszej instancji były sądy apelacyjne, drugiej instancji natomiast SN. Ta procedura trochę trwała. Często było tak, że postępowanie było wstrzymywane w różny sposób, m.in. przez zwykłe wybiegi proceduralne samego obwinionego. Sędzia, na którym ciążyły zarzuty karne, tak długo przebywał na zwolnieniu lekarskim, że te zarzuty się przedawniały, i wtedy to postępowanie dyscyplinarne nie miało podstaw. Często z postępowaniem dyscyplinarnym trzeba czekać na zakończenie postępowania karnego, w którym sędzia jest oskarżonym. Do tej pory było tak, że rzecznik dyscyplinarny musiał wysłuchać sędziego, zanim mógł przedstawić wniosek o ukaranie. Trzeba mieć świadomość, że to jest pewne pole do nadużyć – jeżeli sędzia jest na zwolnieniu lekarskim cały czas i nie może, bądź nie chce być przesłuchany, to nie może być wszczęte postępowanie. W ten sposób można je sparaliżować. GRECO (Group of States Against Corruption – przyp. red.), instytucja europejska, która się zajmuje zwalczaniem korupcji, już kilka lat temu zwracała nam uwagę, że przedawnienie przewinień dyscyplinarnych upływające zaledwie po 3 latach sprawia, że tej odpowiedzialności dyscyplinarnej nie udaje się wyegzekwować. Odpowiedzią ustawodawcy było przedłużenie tego okresu przedawnienia do 5 lat – nie jest to nadal jakaś rewolucyjna zmiana.

24 lipca prezydent Andrzej Duda poinformował, że podjął decyzję o zawetowaniu ustaw o Sądzie Najwyższym i o Krajowej Radzie Sądownictwa; zapowiedział też przygotowanie nowych projektów ustaw o SN i KRS w ciągu dwóch miesięcy. Szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski poinformował w poniedziałek, że prace trwają i będą ukończone zgodnie z harmonogramem, który prezydent założył. Dodał, że termin prezentacji projektów - 25 września - "nie wydaje się być zagrożony".

rozmawiała: Anna Dudzik (PAP)