W środę Sąd Okręgowy w Warszawie kontynuuje ten proces, prowadzony z prywatnego oskarżenia części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej.

Świadek Stanisław Ł., ówczesny radca ambasady RP w Moskwie, zeznał, że zajmował się sprawami wizowymi i paszportowymi członków delegacji na obchody rocznicy Zbrodni Katyńskiej.

Powiedział, że lotnisko w Smoleńsku było zamknięte i nie spełniało warunków, choć było otwierane, gdy przylatywały tam samoloty z Polski na obchody. Ocenił, że rosyjski nawigator powinien znajdować się na pokładzie polskiego samolotu, bo to lotnisko leży w tzw. siodle i wczesną wiosną są tam bardzo często poranne mgły. Dodał, że kilka razy był świadkiem takich sytuacji, gdy czekał tam na polskie samoloty.

Ł. zeznał, że rankiem 10 kwietnia 2010 r. usłyszał na tym lotnisku od pułkownika rosyjskich służb granicznych: Pogoda jest tak fatalna, że polski samolot powinien czasowo wylądować albo w Mińsku, albo na lotnisku zapasowym, a za 40 minut mgła się uniesie i samolot przyleci.

Świadek nie pamiętał nazwiska tego oficera i nie wiedział, skąd miał taką wiedzę. Uznał wtedy, że wobec gęstej mgły byłaby to dobra decyzja, choć spowodowałaby krótkie opóźnienie wizyty. Krótko potem ten sam oficer spytał Ł., "dlaczego Polacy upierają się, by lądować w Smoleńsku".

Wkrótce potem Ł. widział, jak próbował tam lądować rosyjski Ił-76, który – według świadka - "był bliski katastrofy", gdyż skrzydło mocno przechylonej maszyny znalazło się kilkanaście metrów nad ziemią.

Zaraz po katastrofie Tu-154M Ł. był na jej miejscu, gdzie widział rozrzucone szczątki samolotu i strażaków. - Byłem w szoku; nie podchodziłem bliżej do wraku – mówił.

- Ambasada starała się do każdej wizyty przygotować w sposób należyty - tak Ł. odpowiedział na pytanie, czy były jakieś różnice między przygotowaniami do wizyty premiera Donalda Tuska 7 kwietnia a prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia.

Arabski i inni podsądni nie stawili się w sądzie - udział w rozprawie to prawo, a nie obowiązek oskarżonego.

W środę ma zeznawać jeszcze dwóch innych świadków z MSZ. Okazało się też, że inny wezwany na ten dzień świadek Maciej K., b. wiceszef departamentu konsularnego MSZ, zmarł już jakiś czas temu. Jego zeznania uznano za odczytane.

Świadek z MSZ: Rosjanie mówili, by nie lądować w Smoleńsku

Ze "względów logistycznych" strona polska była zainteresowana tym, by lądować na tym lotnisku - dodał świadek Stanisław Ł.

Świadek ten zeznał, że podczas przygotowań do obchodów strona rosyjska podnosiła, by nie wykorzystywać lotniska w Smoleńsku jako miejsca lądowania delegacji, bo jest ono zamknięte od jesieni 2009 r. Dodał, że wiceszef MSZ Andrzej Kremer przekonywał Rosjan, „by ze względów logistycznych lądować na tym lotnisku”. Według świadka strona polska była zainteresowana, aby lotnisko wykorzystać tak, jak w poprzednich latach. Strona rosyjska starała się nas od tego odwieść - dodał Ł.

To nie była wizyta prywatna - tak Ł. odpowiedział na pytanie, jaki charakter miała wizyta L. Kaczyńskiego z 10 kwietnia. Dodał, że obchody rocznicy Zbrodni Katyńskiej miały charakter oficjalny i w takim charakterze do Rosji udawali się członkowie delegacji na czele z prezydentem. Według świadka, wizytę Tuska w Katyniu z 7 kwietnia organizowała Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, a L. Kaczyńskiego z 10 kwietnia - Kancelaria Prezydenta RP.

11 kwietnia 2010 r. Ł. został delegowany do Moskwy, by pomagać w sprawach związanych z katastrofą.

W sądzie nie stawił się drugi świadek z MSZ Krzysztof W., który jest obecnie konsulem RP w Madrycie. Poprosił on sąd o przesłuchanie na miejscu w drodze pomocy prawnej. Oskarżyciele wnieśli, by sąd wezwał go jednak na rozprawę.

Zostało już niewielu świadków do przesłuchania - powiedział na koniec środowej rozprawy sędzia Hubert Gąsior. 12 października mają zeznawać kolejni świadkowie, a 16 listopada następni.

Niedawno sąd informował, że na koniec procesu jako świadek przesłuchany będzie Donald Tusk.

Prywatny akt oskarżenia złożono w sądzie w 2014 r. - po tym, gdy cywilna prokuratura prawomocnie umorzyła śledztwo ws. organizacji lotu prezydenta i premiera do Smoleńska. Oskarżycielami prywatnymi są bliscy kilkunastu ofiar katastrofy m.in. Anny Walentynowicz, Janusza Kochanowskiego, Andrzeja Przewoźnika, Władysława Stasiaka, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna. W rozprawach uczestniczą dwaj prokuratorzy.

Podsądni nie przyznają się do zarzutów. Pozostali oskarżeni to: urzędnicy Monika B. i Miłosław K. (oboje z kancelarii premiera) oraz Justyna G. i Grzegorz C. z ambasady RP w Moskwie. Grozi im do 3 lat więzienia.

10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku zginęło 96 osób, w tym Lech Kaczyński i jego małżonka. Śledztwo początkowo prowadziła Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Postawiła zarzuty dwóm kontrolerom lotów ze Smoleńska (dotychczas nie zdołano im ich przedstawić) oraz dwóm oficerom rozwiązanego po katastrofie 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, który zajmował się transportem VIP-ów.

4 kwietnia 2016 r. śledztwo przejęła Prokuratura Krajowa z nowym zespołem śledczym, która rozszerzyła zarzuty dla trzech w sumie rosyjskich kontrolerów lotu. Własne śledztwo prowadzi strona rosyjska, która wiele razy podkreślała, że przed jego zakończeniem nie zwróci Polsce wraku Tu-154 i jego "czarnych skrzynek".