Stanisław Gawłowski z PO, przewodniczący sejmowej komisji ochrony środowiska, przypomina, że PAOŚ, to jeden z ulubionych projektów PiS. Rząd Jarosława Kaczyńskiego chciał go już w 2007 roku.

Obecny projekt odbiera kolejne kompetencje regionom. Ale gorsze jest to, że Szyszko chce pójść w ślady Macierewicza czy Kamińskiego i mieć własnych agentów do inwigilowania obywateli albo szukania haków na ekologów. Wystarczy donos, że ktoś w mieszkaniu ma rzadki gatunek papugi, żeby Agencja mogła wejść z kontrolą. Może przesadzam, ale co było ze strażą leśną? Miała łapać kłusowników i złodziei drewna, a wykręca ręce i zakuwa w kajdanki ekologów w Białowieży - mówi Gawłowski "Gazecie Wyborczej".

Co zakłada ustawa o Państwowej Agencji Ochrony Środowiska?

Funkcjonariusze będą mogli wejść swobodnie do fabryk, biur, urzędów czy na prywatne posesje na podstawie upoważnienia do kontroli wydanego przez resort środowiska. Agenci PAOŚ będą musieli jedynie prosić o wstęp wojskowych.

Według "GW" na miejscu będą mogli przesłuchiwać oraz zażądać wszelkich dokumentów i danych w związku z kontrolą, wstrzymać działalność firmy czy pracę maszyn.

W razie konieczności (niesprecyzowanej) o "wykonanie kontroli" może zostać poproszona osoba, która formalnie nie będzie pracownikiem PAOŚ - czyli praktycznie każdy. Umundurowana grupa operacyjna dostanie też prawo do zatrzymania pojazdów czy legitymowania podejrzanych - czytamy w "GW".

Agenci PAOŚ mają też kontrolować to, w jaki sposób gminy gospodarują odpadami i utrzymują czystość.

A także uczestniczyć w wydawaniu tzw. pozwoleń zintegrowanych dla przedsiębiorstw produkcyjnych. Zdaniem "Gazety Wyborczej" to oznacza, że od nich będzie zależna cała branża chemiczna, większość spożywczej, metalowej, drzewnej i meblowej. Policja, celnicy i straż graniczna, inspekcja sanitarna oraz samorządy mają ponadto udostępniać PAOŚ wszystkie dokumenty.