We wtorek poznański sąd kontynuował proces Aleksandra Gawronika, oskarżonego przez prokuraturę o nakłanianie ochroniarzy spółki Elektromis do porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa reportera "Gazety Poznańskiej" Jarosława Ziętary.

We wtorek zeznania w tej sprawie składał Mirosław M. Miał on potwierdzić, że na przełomie listopada i grudnia 2015 roku jego współwięzień, poznański gangster Maciej B. ps. Baryła powiedział mu, że wie co się stało z Jarosławem Ziętarą. Miał też przyznać, że w tej sprawie składał prawdziwe zeznania. Według prokuratury Maciej B. był naocznym świadkiem podżegania do zabójstwa Ziętary. W kwietniu ub. roku, Baryła powiedział jednak przed sądem, że o sprawie Ziętary nic nie wie. Odwołał także wszystkie dotychczasowe zeznania obciążające Gawronika, łącznie z tym, co mówił podczas rejestrowanych przesłuchań, oraz w trakcie prezentowanego w sądzie zapisu z eksperymentu procesowego. Stwierdził też, że przy składaniu zeznań obciążających b. senatora był instruowany m.in. przez prokuratora.

Mirosław M. mówił jednak we wtorek przed sądem, że o sprawie Ziętary niewiele wie, i ze względu na upływ czasu nie jest w stanie potwierdzić swoich wcześniejszych zeznań, bo "nie chcę nikogo skrzywdzić”. Mówił też, że wiedzę o tej sprawie czerpał też z prasy i książki, i nie jest w stanie teraz określić, które ze szczegółów zna od Baryły, a które z mediów. Prokurator zaznaczył jednak, że większość szczegółów sprawy w jego zeznaniach nie pojawiło się ani w książce, ani w publikacjach medialnych.

Sąd przytoczył w sądzie poprzednie zeznania Mirosława M. Mężczyzna podkreślał w nich, że Baryła w rozmowach stwierdził, że w sprawę Ziętary zamieszani są Gawronik i Świtalski (Mariusz – założyciel Elektromisu), miał też potwierdzić, że zeznawał prawdę. - W naszych rozmowach Maciej B. przedstawiał Gawronika ze Świtalskim jako kumpli, którzy robią różne interesy, a Ziętara miał być ich przeszkodą w jednym z nich – podkreślił.

- Maciej powiedział, że w tym miejscu (dawna siedziba Elektromisu) podczas bicia pana Ziętary Aleksander Gawronik rozwalił sobie na nim rękę. On mówił, że świadkowie tego zdarzenia, a miało ich być trzech, w większości już nie żyją – zaznawał Mirosław M.

Co stało się z ciałem Ziętary?

Jak dodał, z kontekstu wypowiedzi Macieja B., świadek wywnioskował, że zabójstwa nie dokonała jedna osoba. Mówił też, po zabójstwie ciało Ziętary miało być przewiezione do posesji nad jeziorem Kiekrz i tam wrzucone do beczki z kwasem.

- Z całokształtu wielu naszych rozmów w cztery oczy z Maciejem, pamiętam, że powiedział, że policja kopała w miejscu gdzie miały się znajdować szczątki dziennikarza Ziętary i dodał, że kopali w dobrym miejscu, ale szczątki zostały przeniesione. W odniesieniu do samych szczątków powiedział, że zostały podzielone i jedna cześć znajduje się pod wodą, a pozostałe pod ziemią (…) padło z jego ust jezioro Kierskie i jezioro Kociołek leżące obok miejscowości Mosina, w niedalekiej odległości od miejsca, gdzie znajduje się posiadłość Mariusza Świtalskiego - mówił we wcześniejszych zeznaniach Mirosław M.

Jak tłumaczył, Baryła sugerował, że szczątki Ziętary mają leżeć w „metrowym mule i są nie do odnalezienia, na głębokości nie większej niż 6 metrów. W mojej ocenie nie może to być jezioro Kierskie, które jest jeziorem piaszczystym, a taki muł posiadają jeziora torfowe, a takowym jest Kociołek. Maciej mówił, że zakopane szczątki znajdują się na terenie Parku Wielkopolskiego”.

W trakcie rozmowy Baryła miał też powiedzieć, że "wszystko, co zeznał do chwili obecnej jest prawdą”. - Obecnie Maciej powiedział, że się wycofuje z uwagi na niedotrzymanie danego słowa przez prokuratora, który obiecał mu akt łaski – dodał.

Baryła miał też mówić, w odniesieniu do Gawronika, że "ten człowiek dawał mu zarobić wiele forsy, mówił, że on dla niego woził duże kwoty pieniędzy z jego kantorów, innych przedsięwzięć finansowych, ale cytuję, nazywał tego mężczyznę "największą k.... na świecie"".

Maciej B. miał też, powiedzieć świadkowi, że jeszcze przed uprowadzeniem dziennikarza kilkukrotnie byli na ul. Kolejowej w Poznaniu przed mieszkaniem Ziętary. Podczas jednej z wizyt mieli sprawdzać sposób poruszania się po drewnianych schodach w taki sposób, aby nie skrzypiały.

Najsztub ukarany

We wtorek w sądzie przesłuchany miał być także dziennikarz Piotr Najsztub, który jednak nie pojawił się na rozprawie. Dziennikarz miał się tłumaczyć tym, że przez poranny paraliż komunikacyjny w Warszawie nie zdążył na pociąg. Sędzia Joanna Rucińska stwierdziła jednak, że pociąg, którym mógł jechać, aby zdążyć na sprawę i aby nie przeszkodził mu paraliż komunikacyjny odjeżdżał w poniedziałek po godz. 23. i postanowiła nałożyć na dziennikarza karę w wysokości 2 tys. zł za nieusprawiedliwione niestawiennictwo.

Oskarżany zabrał głos

W trakcie rozprawy głos zabrał także sam oskarżany, który w wydanych przez siebie oświadczeniach odniósł się m.in. do zeznań Krzysztofa Ł. - jednego z członków działającej na południu kraju tzw. grupy Ala Capone, zajmującej się m.in. zabójstwami na zlecenie. Według niego, kiedy obaj z Gawronikiem przebywali w Areszcie Śledczym w Katowicach, b. senator miał opowiedzieć mu o szczegółach sprawy Ziętary, w tym o motywie, przez który dziennikarz, nazywany przez Gawronika w relacjach świadka "pismakiem" i "żydkiem", miał zostać "uciszony".

Gawronik stwierdził we wtorek w sądzie, że nie przeczy, że go poznał i że z nim rozmawiał, ale - jak wskazał - „rozmawiałem z nim tylko na temat ptaków i psów”. Krzysztof Ł. miał mówić też, że razem z Gawronikiem oglądali w więzieniu film „Pianista”, i to po nim, Gawronik miał stwierdzić, że „nie lubi żydów”. B. senator przypomniał jednak, że światowa premiera tego filmu odbyła się w maju 2002 roku, a Krzysztof Ł. wyjechał z tego więzienia 4 dni przed premierą. „Z tego, co mi wiadomo nie było pokazów przedpremierowych tego filmu w polskich więzieniach” - stwierdził Gawronik. Dodał też, że list, który miał wskazywać na zażyłą znajomość Gawronika z Krzysztofem Ł., pochodzi z okresu, w którym mężczyźni nie mieli ze sobą żadnego kontaktu. „Nie można korespondować z kimś kogo się poznana dopiero w przyszłości” – stwierdził oskarżony.

Po raz kolejny Gawronik odniósł się też do badań wariografem – przygotował analizę, z której wynika, że biegły, który badanie przeprowadzał podchodził do samego badania i do jego analizy bardzo nierzetelnie, dopisując np. dodatkowe reakcje badanych, inne z kolei zupełnie ignorując. Miał też zapisywać inne pytania, niż te, które rzeczywiście były zadane.

We wtorkowej rozprawie uczestniczył autor aktu oskarżenia prok. Piotr Kosmaty, po wielu miesiącach nieobecności na sprawie. Jak mówił, jego przyjazd do Poznania to wypełnianie obowiązków służbowych. Dodał, że został poproszony o wsparcie prok. Elżbiety Potoczek-Bara ze względu na poziom skomplikowania sprawy na tym etapie procesu.

Proces Aleksandra Gawronika rozpoczął się w styczniu ub. roku. Były senator odpowiada z wolnej stopy. Nie przyznaje się do winy. Grozi mu kara wieloletniego więzienia lub dożywocie.

Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Współpracował m.in. z "Gazetą Wyborczą", "Wprost" i "Gazetą Poznańską". 1 września 1992 r. Ziętara wyszedł ze swego mieszkania i tam widziany był po raz ostatni. W 1999 r. został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dnia dzisiejszego nie odnaleziono.