O takim prawomocnym wyroku, wydanym w końcu listopada, poinformował we wtorek PAP rzecznik SA ds. karnych sędzia Jerzy Leder. Nie podał szczegółów. Wyroku nie chciał komentować obrońca Sz. mec. Radosław Baszuk. Powiedział on PAP jedynie, że rozważa kasację do Sądu Najwyższego. SA zaostrzył wyrok sądu I instancji, uwzględniając apelację mazowieckiego departamentu Prokuratury Krajowej ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji. Jak dowiedziała się PAP, prokuratura wnosiła w SA o wymierzenie kary 6 lat - SA pod przewodnictwem sędziego Pawła Rysińskiego prawomocnie skazał Sz. na wyższą karę.

Sz. przebywa w areszcie od października 2014 r., gdy go zatrzymano. 31-letni Sz. nie przyznawał się do zarzutu, za który groziło mu od roku do 10 lat więzienia. Po niejawnym procesie, który zaczął się jesienią 2016 r., w marcu br. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał Sz. za winnego przestępstwa "brania udziału" w działalności GRU wymierzonej przeciw Polsce i skazał go na 4 lata więzienia. Prokuratura wniosła o karę 6 lat.

SO jawnie ogłosił część uzasadnienia. Działanie przeciwko interesom Rzeczypospolitej Polskiej miało miejsce w aspekcie szkodzenia m.in. interesom ekonomicznym w kontekście bezpieczeństwa, w tym zwłaszcza energetycznego - oświadczyła sędzia SO Agnieszka Domańska. ,Z wyroku i uzasadnienia SO wynika, że Sz. od początku 2012 r. do zatrzymania odbywał spotkania operacyjne z "ustalonymi oficerami GRU" i po uprzednim przeszkoleniu wywiadowczym zobowiązał się do wykonania zadań: uzyskiwania informacji, w tym niejawnych, o polskiej energetyce, przede wszystkim o gazoporcie w Świnoujściu.

Jak mówiła sędzia Domańska, Sz. zobowiązał się m.in. do uzyskania dostępu i skopiowania niejawnego raportu NIK ws. umów gazowych i gazoportu oraz informacji o terminie otwarcia gazoportu. Sz. prowadził aktywne działania wywiadowcze w tym obszarze przez co uzyskiwał informacje i naprowadzenia osobowe, w tym w zakresie uzyskania dostępu do raportu NIK.

Według SO, dla realizacji zleconych zadań Sz. wykorzystywał: pisanie pracy doktorskiej o rynku gazu w Polsce i Rosji, zatrudnienie w warszawskiej kancelarii prawnej, udział w konferencjach i szkoleniach w dziedzinie energetyki oraz ubieganie się o staż w Ministerstwie Gospodarki, pod pretekstem pisania pracy doktorskiej, przy czym zataił, że ma obywatelstwo Rosji. Brał też udział w posiedzeniu sejmowej komisję ds. energetyki - w celu zdobycia od przebywających tam osób nieoficjalnych informacji. W tych działaniach konspirował rzeczywiste powody swego zainteresowania - podkreśliła sędzia.

SO uznał, że Sz. prowadził aktywne działania wywiadowcze w tym obszarze, przez co uzyskiwał informacje i naprowadzenia osobowe, w tym w zakresie uzyskania dostępu do raportu NIK. Sąd ujawnił, że Sz. pozyskał dwa źródła osobowe za obietnicę korzyści majątkowej, które wykorzystywał do działań aktywnych. Przekazał też oficerowi GRU charakterystykę jednego z tych źródeł.

Ponadto SO uznał, że Sz. dokonał rozpoznania polskich dziennikarzy i ekspertów, m.in. z branży energetycznej. Sporządził też opracowanie zawierające ich charakterystyki, pod kątem ich podatności na wpływy rosyjskie i możliwości wykorzystania w opartej na założeniach rosyjskich kampanii informacyjnej dotyczącej energetyki, a następnie podjął działania dotyczące promowania rosyjskiego punktu widzenia w sektorze energetyki, oferując odpłatność za takie publikacje. "Zainspirował napisanie oraz publikację krytykującego polską politykę energetyczną i zagraniczną artykułu pt. +Ukraiński katar, polska grypa+ - mówiła sędzia (artykuł ukazał się w branżowym portalu energetycznym - PAP).

SO podkreślał, że dla przestępstwa brania udziału w obcym wywiadzie nie jest wymagana formalna przynależność do niego; liczy się faktyczna więź agenta z oficerem. Za jedyną okoliczność łagodzącą sędzia uznała niekaralność Sz., którego stopień winy oceniła jako znaczny, a stopień szkodliwości społecznej - jako bardzo wysoki.

Po wyroku SO mec. Baszuk mówił, że obrona kwestionowała zasadność przyjętej kwalifikacji prawnej oraz prawidłowość wprowadzenia do procesu jednego z kluczowych dowodów. Uchylił się od odpowiedzi na pytanie PAP, czy chodzi o podsłuchy. Sędzia Domańska podkreślała, że wszystkie dowody w tej sprawie zostały uzyskane zgodnie z przepisami.

Sz. ma podwójne obywatelstwo; urodził się w 1986 r. w miejscowości Ustinow jako syn Siergieja i Larysy. Według mediów, Sz. przyjechał do Polski z rodzicami w 1991 r. Skończył prawo. Związany był z kancelarią specjalizującą się w sprawach gospodarczych. Pisywał do polskich gazet, m.in. o konieczności "europeizacji Rosji"; bronił też agresji Rosji na Krym. Prowadził także działalność konsultingową i doradczą.

Sz. oraz ppłk Wojska Polskiego Zbigniew J. zostali aresztowani w październiku 2014 r. Sprawy wojskowego i cywila łączą się, ale związek nie polega na tym, że ze sobą współdziałali - mówił PAP w 2014 r. ówczesny prokurator generalny Andrzej Seremet. Obaj mieli szpiegować dla rosyjskiego wywiadu wojskowego. W 2016 r. Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie skazał J. na 6 lat więzienia (dobrowolnie poddał się on karze).

W 2014 r. media podawały, że kilku rosyjskich dyplomatów miało być w związku ze sprawą Sz. i J. wydalonych z Polski. W raporcie ABW za 2014 r. napisano, że "na wysokim poziomie" utrzymywała się aktywność rosyjskich służb wywiadowczych dotycząca Polski. Dodano w nim, że w 2014 r. ABW zatrzymała pod zarzutem szpiegostwa obywatela Polski narodowości rosyjskiej; podejrzanego o współpracę z wywiadem wojskowym GRU. Z kolei dwóch rosyjskich dyplomatów zostało uznanych za personae non gratae, bo mieli prowadzić działania niezgodne ze statusem dyplomatycznym.