W piątek sąd poinformował, że we wtorek do sądu wpłynęło kolejne oświadczenie wiceministra, w którym wnosi o umorzenie sprawy - tak jak wnosiła obrona. Prokurator podtrzymał swój wniosek o skierowanie sprawy na wokandę.

Sąd przychylił się do wniosku obrony, argumentując decyzję tym, że w czynie oskarżonego nie stwierdził znamion czynu zabronionego. "Samo wskazanie numerów telefonów nie wystarczy. Konieczne jest udowodnienie, że oskarżony do nękania nawoływał" - powiedziała sędzia Marzena Drozdowska.

Kołbuc powiedział PAP, że cieszy się z takiej decyzji sądu. - Jestem niewinny i dzisiaj sąd to potwierdził. Ale czy dzisiaj, po tym co przeszedłem, jeszcze raz bym to zrobił? Nie wiem - dodał Kołbuc.

Obrońca oskarżonego, mec. Jacek Różycki w przekazanym mediom oświadczeniu zaznaczył, że brak winy jego klienta od początku nie budził jego wątpliwości, a decyzja sądu jest tego potwierdzeniem. Jednocześnie zauważył, że odczytane na sali sądowej oświadczenie wiceministra Jakiego różni się od tego, jakie trafiło kilka dni temu do mediów.

- W swoim pierwszym oświadczeniu pan wiceminister chciał warunkowego umorzenia postępowania. Dzisiaj usłyszeliśmy, że godzi się z moim wnioskiem o umorzenie postępowania, a to taka różnica, jak między krzesłem a krzesłem elektrycznym. To orzeczenie jest dla pana Romana Kołbuca czymś więcej, niż wyrokiem uniewinniającym. Sądowy proces karny w ogóle się bowiem nie odbędzie. Już na jego starcie sąd doszedł do przekonania, że nie ma o co procesu toczyć - oświadczył mec. Różycki.

Obecna na sali prokurator nie wiedziała, czy oskarżenie odwoła się od postanowienia sądu. Obrona zapowiedziała, że w momencie uprawomocnienia decyzji sądu, rozważy dalsze kroki w tej sprawie, gdyż jej klienta spotkały w trakcie śledztwa "określone dolegliwości" ze strony organów ścigania.

Głodówka w jakiej brał udział Roman Kłobuc dotyczyła odebrania gminie terenów przemysłowych przez rząd i powiększenia Opola o 12 sołectw z czterech podopolskich gmin.

Jak pisze "Gazeta Wyborcza" protest przerwano gdy szef MSWiA zaprosił jego uczestników do rozmów. Zanim jednak do niego doszło, zaangażowani w niego ludzie przeprowadzili blokadę opolskiego biura Patryka Jakiego.

Wiceminister sprawiedliwości złożył doniesienie na jednego z głodujących. Roman Kłobuc miał zamieścić wpis na Facebooku, w którym informował o protestacyjnej blokadzie obwodnicy oraz apelował, by zażalenia i pretensje kierować do Patryka Jakiego, prezydenta Opola Arkadiusza Wiśniewskiego i wojewody opolskiego Adriana Czubaka. We wpisie podał numery telefonów do całej trójki. Jaki złożył zawiadomienie do prokuratury. Ta dopatrzyła się złamania art. 255 kodeksu karnego, czyli publicznego nawoływania do popełnienia występku, polegającego na uporczywym nękaniu Patryka Jakiego, poprzez dzwonienie na jego prywatny telefon. Prezydent Opola w toku śledztwa poinformował, że udostępniony numer do niego jest służbowy, a wojewoda nie czuł się pokrzywdzony.

Kłobuc uznany został za winnego i otrzymał karę grzywny w wysokości ok. 3 tys. złotych. Obrona odwołała się od wyroku i wniosła o umorzenie sprawy. Adwokat wyjaśniał, że numer jest ogólnodostępny, minister najprawdopodobniej sam go zamieścił i nawet zachęcał do korzystania. Oskarżyciele są jednak zdania, że nawet jeśli numer był dostępny w sieci, nikt nie wykorzystywał go w takim celu jak Kłobuc. Z aktu oskarżenia wynika, że wiceminister chciałby zapobiec dalszemu "kolportowaniu" jego numeru.

"Ocenę mojego postępowania pozostawiam Wam, z wyznaniem, że dziś pewnie bym już w ten sposób nie postąpił, jednak twierdzę, że represji doznanych w wyniku tej sytuacji nie powstydziłby się niejeden rasowy recydywista. Poranne naloty tajniaków, nakazy rewizji, zabezpieczanie dowodów, doprowadzenia i przesłuchania w kajdankach, stres i poczucie zagrożenia w rodzinie i wśród znajomych… Dość powiedzieć, że gdy wieść się rozeszła jeden z przyjaciół usunął z komputera dosłownie wszystko, łącznie ze zdjęciami rodzinnymi z ostatnich 10 lat, wszyscy wysprzątali biurka, komputery, telefony. I to z czego? Z memów, screenów, tekstów o obronie gminy! Tak wielkie oczy ma strach! Ale o to przecież chodziło…" – pisał w sieci Kłobuc.

Tymczasem wiceminister Jaki w oświadczeniu przesłanym do "Nowej Trybuny Opolskiej" stwierdził, że po upublicznieniu numeru otrzymywał dziesiątki telefonów z pogróżkami. "Można się z mną nie zgadzać. Ludzie z Dobrzenia mają takie prawo. Jednak wolałbym, aby odbywało się to w ramach debaty publicznej, a nie gróźb karalnych. Ponieważ jedyny 'grzech', który wg, nich popełniłem to powiększyłem Opole wzmacniając budżet miasta i siłę regionu" - napisał. Deklaruje, że mimo szykan, nie uważa za konieczne ściganie Kłobuca. "Celem mojego zawiadomienia było wyłącznie skasowanie mojego numeru telefonu ze wspomnianego wpisu na portalu społecznościowym. Skieruję do prokuratury pismo, w którym oświadczę, że będę popierał wniosek pełnomocników oskarżonego o warunkowe umorzenie sprawy" – dodał.