Do katastrofy doszło w sobotę wieczorem – zawaliła się część dwukondygnacyjnej kamienicy przy ul. Tylnej. Według wstępnych ustaleń, doszło do wybuchu gazu z butli.

Strażacy i policjanci, którzy przyjechali na miejsce, informowali, że w gruzowisku są prawdopodobnie dwie osoby. Z jedną z nich – mężczyzną – od razu udało się nawiązać kontakt. Przed godz. 22 uczestnicy akcji poinformowali, że udało im się go wydobyć spod gruzu z zawalonego budynku. Był przytomny, został przewieziony do szpitala.

Na miejsce przyjechało blisko 70 strażaków, wśród nich ratownicy z psami, którzy poszukiwali żony 80-latka. Musieli ręcznie przerzucać gruzowisko, cegła po cegle. - Konstrukcja jest niestabilna i ta praca musi być wykonywana z wyczuciem – relacjonowała PAP rzeczniczka śląskiej straży pożarnej Aneta Gołębiowska.

Przed pierwszą w nocy policjanci i strażacy przekazali, że ratownicy dotarli do poszukiwanej kobiety. Nie udało się jej uratować.

Odnalezienie obojga poszukiwanych nie oznacza zakończenia pracy strażaków w miejscu katastrofy. Prawdopodobnie do rana będą odgruzowywać teren i zabezpieczać ściany grożące zwaleniem.

Podinsp. Mariusz Łabędzki z sosnowieckiej policji powiedział PAP, że uratowany mężczyzna został przewieziony do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. - Ma oparzenia drugiego i trzeciego stopnia znacznych powierzchni ciała. To potwierdza wstępne ustalenie, że doszło do wybuchu gazu - wskazał.

Według policji, w całym budynku mieszka kilkanaście osób, ale zawaliła się tylko część zamieszkiwana przez starsze małżeństwo. -  Przeważająca część osób udała się do rodzin; pozostałym kilku osobom opiekę zapewniły władze miejskie – powiedział Łabędzki.

Wojewoda śląski Jarosław Wieczorek, który przyjechał na miejsce katastrofy, zapewnił że wszystkie osoby, które musiały opuścić budynek, otrzymają pomoc lokalową, socjalną i bytową. - Ta pomoc już jest udzielona. Wszyscy są już zabezpieczeni, każda osoba ewakuowana dostała pomoc, głównie ze strony samorządu Sosnowca; każda osoba ma miejsce pobytu i jest zabezpieczona w pełni – dodał wojewoda. Decyzja, czy i kiedy lokatorzy będą mogli wrócić do swoich mieszkań, będzie należała do inspektora nadzoru budowlanego.