Jesteśmy świadkami sporu o lotniska wokół Warszawy. Przedsiębiorstwo Państwowe "Porty Lotnicze" jako jeden z udziałowców portu w Modlinie nie zgadza się na jego rozbudowę i myśli o innym lotnisku. Ta kłótnia dotyczy także was.

Planujemy, że w tym roku obsłużymy w Modlinie ponad 3 mln pasażerów, czyli trochę więcej niż w roku poprzednim. Jednak w najbliższych pięciu latach chcielibyśmy przewozić ich stamtąd dwa razy więcej. Potencjał do takiego wzrostu na pewno istnieje w aglomeracji warszawskiej. Nie możemy się rozwijać w Modlinie, ponieważ port lotniczy nie ma możliwości rozbudowy terminala. Jest pozwolenie na budowę, jest zorganizowane finansowanie, ale do rozbudowy potrzebna jest zgoda wszystkich udziałowców. Anomalią jest, że jednym z udziałowców Modlina jest PPL, właściciel Lotniska Chopina, czyli de facto konkurent podwarszawskiego portu. Ponawiamy apel do PPL o zaprzestanie blokowania rozbudowy lotniska.

Mimo to uruchamiacie z Modlina nowe połączenia.

Możemy sobie pozwolić tylko na cztery nowe kierunki: do Burgas, Pescary i Rimini oraz zimą do Ammanu. Uruchamianie większej liczby połączeń uniemożliwia przepustowość portu. Modlin jest w tym przypadku stratny w porównaniu do innych polskich miast. Przykładowo w Krakowie będzie 19 nowych połączeń – 16 latem i trzy zimą.

LOT złożył skargę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na zarządcę Modlina. Zarzuca mu, że zagwarantował Ryanairowi bardzo korzystne warunki, które eliminują konkurencję.

To akurat dobrze. Jeśli UOKiK sprawę zbada i będzie miał dostęp do wszystkich dokumentów, dojdzie do właściwych wniosków. Okaże się, że Ryanair płaci na lotnisku w Modlinie według oficjalnego cennika. Z tych samych stawek może skorzystać jakakolwiek inna linia, która chce uruchomić tam działalność. Nie ma mowy o preferencyjnych warunkach. Ze strony naszej konkurencji pojawia się też argument, że port jest zapchany, w związku z czym nikt inny nie może tam zacząć działalności. Pamiętajmy, że jest on zapchany tylko dlatego, że Lotnisko Chopina nie pozwala mu na dalszy rozwój.

Przez pięć lat nie było odważnych, by konkurować z Ryanairem.

Może taka była sytuacja na rynku. To nie jest jedyny przykład, gdzie najpierw na lotnisku rozwija się jeden przewoźnik i w ten sposób udowadnia, że port jest kandydatem do konkurowania w konkretnej aglomeracji. Przez lata tak było w Bergamo pod Mediolanem, gdzie Ryanair był jedynym przewoźnikiem. Kiedy port osiągnął 7–8 mln podróżnych rocznie, zaczęli przychodzić inni, a w najbliższych dwóch latach szykują się też loty długodystansowe. To samo może wydarzyć się w Modlinie, który moim zdaniem powinien aspirować do obsługi 12 mln pasażerów rocznie i uruchomić rejsy dalekiego zasięgu.

Ale istniejący cennik w Modlinie sprzyja wam jako wielkiej linii. Opłata za pasażera zależy od liczby obsłużonych podróżnych w skali roku – do 100 tys. to 36 zł, a przy niecałych 3 mln jak w przypadku Ryanaira – tylko 6 zł.

Każdy mógłby się stać wielki w Modlinie, gdyby zaczął wtedy, kiedy my. Kiedy pojawiła się skarga LOT do UOKiK, powiedzieliśmy, że jeśli w dalszym ciągu będzie blokowany rozwój Modlina, to my chętnie przeniesiemy połowę ruchu, czyli 1,5 mln pasażerów, na Lotnisko Chopina. Jeżeli LOT, WizzAir czy inna linia lotnicza chciałaby skorzystać z wolnej przestrzeni, to powitamy ich z otwartymi ramionami w Modlinie, a jednocześnie będziemy otwarcie konkurować na Lotnisku Chopina z tzw. narodowym przewoźnikiem.

LOT twierdzi jednak, że przez wiele lat nie tylko Modlin, ale także inne regionalne lotniska nieuczciwie was wspierały i dlatego tak mocno urośliście w całej Polsce.

To nieprawda. Nie było nieuczciwego wspierania. Przypomniałbym za to o kwocie 200 mln euro, która z pieniędzy podatników była przekazana na ratowanie LOT-u. Teraz jest tworzona grupa kapitałowa wokół LOT-u. Moim zdaniem ma jeden cel. Ukryć spodziewane straty, które zaczynają powoli wychodzić przy wzroście cen paliwa. LOT miał kilka dobrych lat, kiedy było ono bardzo tanie. Teraz paliwo zaczyna drożeć i będzie kłopot. Państwo będzie zakładało spółkę leasingową, która będzie kupowała i leasingowała samoloty dla LOT-u. Wygląda na to, że to może być nowa pomoc publiczna.

Nie boicie się, że przy braku inwestycji w Modlinie, np. generalnego remontu pasa startowego, który jest konieczny w ciągu kilku lat, port może być nawet zamknięty?

Myślę, że w praktyce taka opcja nie wchodzi w rachubę. To by zakrawało na działanie na pograniczu kryminalnego, jeśli ktoś próbowałby twierdzić, że w Modlinie nie można wykonywać bezpiecznych operacji, i chciałby go zamknąć bez powodu.

W zeszłym roku znacznie ograniczyliście działalność na Lotnisku Chopina i zlikwidowaliście połączenia do Wrocławia i Gdańska. Czy rozważacie powrót i uruchomienie stamtąd nowych tras np. międzynarodowych?

Rozważamy powrót zarówno na trasy krajowe, jak i międzynarodowe. Nie wykluczamy zwłaszcza powrotu na trasy do Wrocławia i Gdańska, o ile zmieni się sytuacja infrastrukturalno-operacyjna. (Ryanair zlikwidował te loty, ponieważ narzekał, że Lotnisko Chopina wyznaczyło stanowisko postojowe zbyt oddalone od terminalu – red.).

Co sądzi pan o pomyśle PPL, które chcą teraz znacznej rozbudowy portu w Radomiu, by wypchnąć część lotów z Okęcia?

To mógłby być nieduży port dla tego miasta. Na kilka tras mógłby sobie pozwolić. Natomiast nie ma sensu budowanie tam dużego portu wspomagającego Warszawę.

Wy moglibyście tam uruchomić połączenia?

Nie. Radom ze względu na odległość nie ma szans konkurować o pasażerów z Warszawy. Tym bardziej nie ma szans na klientów z północnej części Mazowsza, np. z Płocka. Mieszkańcy tego rejonu dość łatwo mogą się dostać do Modlina czy na Lotnisko Chopina. Podróż z Płocka do Radomia trwałaby trzy–cztery godziny. Pomysł można włożyć między bajki.

Co sądzi pan o planach rządu, który chce w ciągu 10 lat zbudować Centralny Port Komunikacyjny?

Jeżeli po analizach zostanie uznane, że taki port jest potrzebny, to niech on powstaje i rozwija się, ale niech nikt nam nie przeszkadza rozwijać się w Modlinie.