O ustaleniu personaliów, przesłuchaniu i postawieniu zarzutów 34-latkowi poinformowała w czwartek oficer prasowa gdańskiej policji Karina Kamińska. Wyjaśniła, że czynności te miały miejsce w środę wieczorem. Dodała, że zarzuty dotyczyły popełnienia wykroczenia, polegającego na uczynieniu niewidocznym znaków drogowych. Za taki czyn grozić areszt, ograniczenie wolności albo grzywna. Wyjaśniła, że policjanci skierowali do sądu wniosek o ukaranie mężczyzny.

Jak nieoficjalnie ustaliła PAP w źródłach zbliżonych do organów ścigania, mężczyzna przyznał się do zasłonięcia znaków. Tłumaczył, że jest przeciwny tzw. ustawie dekomunizacyjnej, na podstawie której wojewoda pomorski wydał zarządzenie zastępcze zmieniające nazwy kilku gdańskich ulic, w tym ul. Dąbrowszczaków na ul. Lecha Kaczyńskiego.

Kamińska poinformowała, że policjanci nadal pracują nad ustaleniem, kto zamalował farbą trzy inne tablice z napisem „ul. Lecha Kaczyńskiego”. O zasłonięciu i zamalowaniu kilku tablic policja została poinformowana w środę rano. Gdański Zarząd Dróg i Zieleni (ZDiZ), który odpowiada za instalację ulicznych oznakowań w mieście, wycenił straty wynikające z zamalowania tablic na 420 zł.

W związku z tzw. ustawą dekomunizacyjną, w połowie grudnia ub.r. wojewoda pomorski wydał zarządzenie zastępcze, którym zmienił nazwy kilku gdańskich ulic. Ulica mająca dotąd za patronów Dąbrowszczaków, została przemianowana na ul. Lecha Kaczyńskiego.

W myśl zarządzenia władze Gdańska zmieniły tabliczki z nazwami ulic, jednocześnie zaskarżyły jednak decyzję wojewody do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku. Według prezydenta miasta Pawła Adamowicza, zarówno sama ustawa dekomunizacyjna, jak i decyzja wojewody są sprzeczne z konstytucją.

- Nadawanie nazw placów i ulic należy wyłącznie do kompetencji rad gmin. Urzędnik administracji rządowej, jakim jest wojewoda, nie ma nic tutaj do gadania, nie ma prawa swojego nosa wtrącać w nie swoje sprawy - mówił Adamowicz na konferencji prasowej zorganizowanej w styczniu.

Wojewoda pomorski Dariusz Drelich informując media o wydaniu zarządzeń zastępczych, przyznawał, że nadawanie nazwy ulic jest przywilejem samorządów. - Nie z mojej winy Rada Miasta Gdańska przez rok nie skorzystała z tego prawa, które ma do nadania nazw ulic. (...) Moim celem nie było to, żeby tutaj tworzyć jakiś konflikt wokół tych spraw. Myślę, że te postaci (zaproponowane jako nowi patroni - PAP) są na tyle ważne dla Polaków, że zostaną przyjęte, szczególnie przez władze samorządowe, ale też przez mieszkańców i te zarządzenia zostaną zrealizowane  - mówił Drelich w grudniu ub.r.

Zarządzenia wojewody dotyczyły ulic: Stanisława Sołdka (została zmieniona na Kazimierza Szołocha - działacza "S" w gdańskiej stoczni), Wincentego Pstrowskiego (na Henryka Lenarciaka - działacza "S" w gdańskiej stoczni i inicjatora budowy Pomnika Poległych Stoczniowców w Gdańsku), Dąbrowszczaków (Prezydenta Lecha Kaczyńskiego), Leona Kruczkowskiego (Ignacego Matuszewskiego - ministra skarbu w II Rzeczpospolitej i żołnierza), Franciszka Zubrzyckiego (Feliksa Selmanowicza "Zagończyka" - żołnierza AK rozstrzelanego w 1946 r.), Mariana Buczka (Jana Styp-Rekowskiego - działacza narodowego, więźnia obozów koncentracyjnych) oraz Józefa Wassowskiego (na Anny Walentynowicz).

W myśl tzw. ustawy dekomunizacyjnej samorządy miały czas na dokonanie zmian nazw ulic do 2 września 2017 r. W ostatnim dniu sierpnia prezydent Gdańska Paweł Adamowicz poinformował, że nie będzie podejmował działań ws. dekomunizacji nazw.