W poniedziałek z wizytą do Polski ma przybyć Angela Merkel. Cel wizyty jest jasny: bez względu na sytuację polityczną nad Wisłą nasz kraj wciąż pozostaje ważnym partnerem Niemiec, mimo że cieniem nad wzajemnymi stosunkami kładzie się budowa kontrowersyjnego gazociągu Nord Stream 2, mogąca utwierdzić na dekady dominację rosyjskiego Gazpromu na europejskich rynkach. Tymczasem stosunki Berlina i Warszawy mogą się gwałtownie pogorszyć ze względu na kształt umowy koalicyjnej niemieckich partii CDU/CSU i SPD, które utworzyły nowy rząd pozwalający Angeli Merkel objąć po raz czwarty stanowisko kanclerza - donosi Energetyka24.

Niemcy są niechętni planom budowy pierwszej elektrowni atomowej na terenie Polski. Republika Federalna promuje w Europie tzw. Energiewende, „zieloną rewolucję”, która ma na celu oprzeć produkcję energii w Niemczech na odnawialnych źródłach energii. Za początek wdrażania tej strategii uznaje się katastrofę w japońskiej Fukushimie, gdzie fala tsunami uszkodziła siłownię jądrową. W wyniku awarii Berlin podjął decyzję o wyłączeniu własnych elektrowni atomowych do 2020 r.

Promocja Energiewende to nie tylko pomysł cywilizacyjny (ekologia), ale także biznesowy (eksport turbin wiatrowych, fotowoltaiki) i geopolityczny (niezależność energetyczna). Niemcy za pomocą swojej potęgi gospodarczej zaczęli wpływać na instytucje Unii Europejskiej, aby „tylnymi drzwiami” wprowadzać regulacje sprzyjające odnawialnym źródłom energii, w końcu także by zmuszać inne kraje członkowskie do transformacji swojej energetyki w kierunku niemieckim. To z tego powodu polityka klimatyczna Unii Europejskiej jest w ujęciu globalnym najbardziej restrykcyjna, a Polska jest zmuszana do głębokiej dekarbonizacji - pisze Piotr Maciążek z Energetyki24.

Portal przytacza fragmenty nowej umowy koalicyjnej między CDU/CSU i SPD. Oto jej fragmenty:

"W UE będziemy domagać się, aby cele Traktatu Euratomu dotyczące wykorzystania energii jądrowej były dostosowane do wyzwań przyszłości. Nie chcemy żadnego wsparcia z funduszy unijnych na nowe elektrownie jądrowe. Chcemy konsekwentnie wdrożyć zakończenie udziału funduszy państwowych w elektrowniach jądrowych za granicą (…) osadzenie Energiewende w kontekście europejskim otwiera szansę na zmniejszenie kosztów i wykorzystanie efektu synergii. Chcemy dodatkowych możliwości rozwoju i wzrostu zatrudnienia w Niemczech oraz możliwości eksportowych dla niemieckich firm na rynkach międzynarodowych".

Nowy rząd Angeli Merkel zamierza więc grać w otwarte karty. Nie ukrywa, że z powodu własnych interesów gospodarczych będzie próbował zniszczyć nowe projekty siłowni jądrowych w Europie, pozbawiając je systemu wsparcia (na takie wsparcie mogą natomiast liczyć odnawialne źródła energii). Mimo że elektrownie atomowe są ekologiczne i mogą zmniejszyć emisyjność krajów takich jak Polska, Berlin zamierza je bezwzględnie zwalczać. Dlaczego? Ponieważ zainwestował w branżę odnawialnych źródeł energii, a niemieckie fabryki, które specjalizują się w ich produkcji muszą eksportować swoje produkty do innych krajów Unii Europejskiej - zauważa Maciążek.

W efekcie pierwsza polska elektrownia atomowa może paść ofiarą niemieckiej strategii. W tej chwili ważą się jej losy, a kwestia sfinansowania projektu (koszt szacuje się na 70-75 mld zł) jest absolutnie kluczowa. Trudno sobie wyobrazić, by mogła powstać bez wsparcia ze strony państwa - czytamy w serwisie Energetyka24.

Ponadto w drugiej połowie roku swoją prezydencję w Unii Europejskiej rozpocznie Austria. To kraj, który podobnie jak Niemcy wyspecjalizował się w produkcji odnawialnych źródeł energii i aktywnie zwalcza projekty jądrowe. Rząd w Wiedniu próbował już m.in. zablokować finansowanie brytyjskiej elektrowni Hinkley Point C wskazując, że kontrakt różnicowy (gwarancje określonej ceny energii produkowanej przez siłownię) to niedozwolone wsparcie państwa. Zgodę na taki mechanizm wydała Komisja Europejska. Dziś Austria próbuje zablokować węgierski projekt jądrowy w Paks - przypomina Maciążek.

Jeśli więc Wiedeń wesprze Berlin w rugowaniu energetyki nuklearnej w UE, ofiarą tych działań padnie Polska. Na całej sprawie mogą zaś zyskać Rosjanie, których gaz zdaniem Maciążka wydaje się niezbędny dla stabilizowania transformacji energetycznej na wzór Energiewende w krajach UE.