O rejsie "Polska100", którym ma dowodzić Mateusz Kusznierewicz głośno jest od kilku dni. Emocje wywołały głównie podane m.in. przez „Gazetę Wyborczą” informacje o tym, że koszt projektu ma wynosić ok. 20 mln złotych oraz fakt, że projekt został przez PFN przyjęty bez rozpisania konkursu. Załoga ma wypłynąć w setną rocznicę odzyskania niepodległości, a zakończyć się w setną rocznicę zaślubin Polski z morzem.

Kusznierewicz w rozmowie z Konradem Piaseckim w Radiu ZET powiedział, że sponsor a zarazem partner wyprawy poszukiwany był już w 2016 roku. Jedno ze spotkań, jakie odbył w tamtym czasie, było to w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, gdzie jak tłumaczył projekt bardzo się spodobał, ponieważ nawiązywał do 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, ale nie było możliwości organizowania go przez ministerstwo. - Ale później, bo to było dokładnie w zeszłym roku, otrzymaliśmy zaproszenie zarządu PFN, gdzie zaprezentowaliśmy ten projekt. Były też projekty kapitana żeglowca "Kapitana Borchardta", Zbyszka Gutkowskiego, Romka Paszke, wielu innych żeglarzy – mówił Kusznierewicz.

Zaznaczył przy tym, że jego projekt "faktycznie spełnił wiele kryteriów, które okazały się najważniejsze dla realizacji takiego celu". Zapytany o współpracę z PFN stwierdził, że życzyłby sobie, aby "tak profesjonalnie prowadzić rozmowy i tak intensywnie pracować".

- Bardzo mili. Z dobrym poczuciem humoru. Ale profesjonalnie - naprawdę bardzo dobrze się współpracuje. Współpracowałem z wieloma organizacjami - naprawdę to jest dobra współpraca – mówił o osobach, które spotkał w fundacji.

Zwrócił uwagę, że rząd Wielkiej Brytanii dwa lata temu przekazał 8 mln funtów na realizację projektu startu do Pucharu Ameryki, a Nowozelandczycy przekazali 25 mln dol. na wsparcie swojego zespołu. - Nie było nikogo, kto by powiedział: "Głupi pomysł, po co takie pieniądze wydajemy?". Mówili wręcz odwrotnie: "Świetna inwestycja". Może pan zresztą przeczytać – tłumaczył.