Desperat, który przez 17 godzin barykadował się w mieszkaniu w Poznaniu jak ustaliła "Wyborcza", ukrywał się przed policją od siedmiu lat i w tym czasie nigdy nie został nawet wylegitymowany.

List gończy za Kamilem K. wydano już w 2011 r. Sąd w Żywcu skazał go wtedy na trzy lata więzienia za napad. Nie stawił się jednak  areszcie. Policji mimo wydania listu, nie udało się go jednak namierzyć. Kamil K. przeprowadził się do Poznania i nie popełnił żadnego, nawet drobnego wykroczenia. Do soboty kiedy urządził rodzinną awanturę.

Rzecznik prasowy wielkopolskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak powiedział PAP, że do przesłuchania Kamila K. doszło w niedzielę. Jak mówił, mężczyzna usłyszał zarzuty: produkcji i posiadania narkotyków, zgwałcenia, znęcania się fizycznego i psychicznego, kierowania gróźb karalnych oraz uszkodzenia samochodu. Podstawą do postawienia tych zarzutów były jak pisze "Wyborcza" zeznania jego partnerki.

Jak dodał, mężczyzna złożył wyjaśnienia i podpisał protokół przesłuchania.

Piątkowa, wieczorna interwencja w budynku przy ul. Inflanckiej związana była ze zgłoszeniem dotyczącym awantury domowej. Kiedy policjanci dotarli na miejsce okazało się, że mężczyzna zatarasował się w swoim mieszkaniu, odmawiał otwarcia drzwi do mieszkania, a także rozmowy z policjantami.

Wstępne informacje policji wskazywały na to, że mężczyzna może posiadać przy sobie broń. W związku z tą sytuacją, zostały uruchomione specjalne procedury związane z wysłaniem na miejsce specjalistycznej grupy realizacyjnej. W działaniach uczestniczyli funkcjonariusze z Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu oraz jednostki antyterrorystyczne w ramach wsparcia z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim oraz z Biura Operacji Antyterrorystycznych. Podczas interwencji swoje działania prowadził także zespół negocjatorów.

Po ujęciu mężczyzny i przeszukaniu mieszkania znaleziono dwa pistolety - prawdopodobnie broń gazową. Będą one badane przez ekspertów.

W związku z policyjną akcją w piątek ewakuowani zostali mieszkańcy budynku przy ul. Inflanckiej. Policjanci zamknęli dla samochodów fragment ulicy. W czasie akcji policji inaczej jeździły też autobusy.

Jak poinformował w sobotę rzecznik prasowy wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak, zatrzymany mężczyzna był poszukiwany listem gończym w związku z popełnionymi przestępstwami.

Borowiak podał, że po kilkunastu godzinach pracy m.in. policyjnych negocjatorów, mężczyzna poddał się, otworzył drzwi, został obezwładniony, zakuty w kajdanki i przewieziony na przesłuchanie. W mieszkaniu w którym przebywał znaleziono dwa pistolety - prawdopodobnie broń gazową. Będą one badane przez ekspertów.

Od 2007 roku był on wielokrotnie notowany w rejestrach policyjnych i sądowych m.in. za oszustwa, przestępstwa o charakterze narkotykowym, a także za napad. To ostatnie wydarzenie, w którym uczestniczył, sprawiło że Sąd Rejonowy w Żywcu wystosował za nim list gończy - podał Borowiak. Jak dodał, mężczyzna ma do odbycia trzyletni wyrok, zasądzony przez sąd.

W związku z policyjną akcją, ewakuowani zostali mieszkańcy budynku przy ul. Inflanckiej. Jeszcze w piątek Centrum Zarządzania Kryzysowego podstawiło dla nich autobus MPK. Ewakuowani trafili do rodzin i bliskich.

Policjanci zamknęli dla samochodów ul. Inflancką na odcinku od ul. Pawiej do ul. Piłsudskiego. W czasie akcji policji inaczej jeździły też autobusy.