Poradnie nie chcą wydawać zgód na naukę w domu, na orzeczenia trzeba czekać miesiącami, a polskie dzieci za granicą w ogóle nie mają dostępu do takiej formy edukacji – alarmują rodzice, którzy chcą uczyć dzieci w domu. Zmiany to efekt przepisów wprowadzonych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej.

Od tego roku szkolnego obowiązują nowe zasady ubiegania się o dostęp do domowej edukacji. Podobnie jak wcześniej, jeśli rodzice zdecydują, że ich dziecko ma się kształcić w ten sposób, muszą je zapisać do tradycyjnej szkoły. Przed reformą oświaty mogła to być dowolna placówka w Polsce. Teraz – tylko położona na terenie województwa, gdzie dziecko jest zameldowane. Oznacza to, że dziecko emigrantów mieszkające np. w Wielkiej Brytanii nie może się już zapisać do szkoły w Polsce.

Zdaniem minister edukacji Anny Zalewskiej to nie problem, bo młodzież polonijna może korzystać z placówek Ośrodka Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą. – To nieprawda, bo w ramach ORPEG nie można uczyć się po polsku przedmiotów ścisłych, nie można też otrzymać świadectwa polskiej szkoły. To możliwe, kiedy rodzice korzystają z edukacji domowej – zwraca uwagę mec. Krzysztof Tusiński, członek grupy roboczej ds. edukacji domowej. I dodaje, że z ORPEG korzysta 600 dzieci, a z homeschoolingu – dziesięć razy tyle.

Podobnie jak przed zmianami, aby wejść w edukację domową, dziecko musi mieć opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej. Z tą różnicą, że obecnie może ją wydać jedynie poradnia publiczna. Choć czas oczekiwania na nią nie powinien przekraczać miesiąca, zdarzają się rodzice, którzy czekają nawet pół roku. – Inaczej niż w poradni niepublicznej, w rejonowej nic nie można załatwić przez internet czy telefon. Najpierw trzeba pobrać wniosek z sekretariatu, wypisać go ręcznie, złożyć i czekać, aż dyrekcja poradni go zatwierdzi – relacjonuje Małgorzata, której córka uczyła się w domu w zerówce i która ponownie starała się o opinię, kiedy dziecko szło do pierwszej klasy. – Czas oczekiwania to dwa tygodnie. Później można się umówić na pierwsze spotkanie z psychologiem (czas oczekiwania to kolejne dwa tygodnie), na które idzie tylko rodzic. W jego trakcie można umówić dziecko na badanie (znów dwa tygodnie), a po nim trzeba się spotkać na omówienie wyników (kolejne 14 dni) i złożyć wniosek o wydanie opinii, na którą trzeba czekać 30 dni – dodaje.

Przedłużający się czas oczekiwania na opinię to problem zwłaszcza dla tych, którzy zabierają dzieci ze szkoły w trakcie roku, np. gdy jest obiektem agresji kolegów.

To nie koniec problemów. Zdaniem edukatorów wielu pedagogów nie zna specyfiki takiego sposobu nauki. Z sygnałów, które napływają do Krzysztofa Tusińskiego, wynika, że pedagodzy w poradniach rejonowych zbyt rzadko spotykają się z tematem edukacji domowej i nie mają dobrych narzędzi, żeby wystawić opinię. Są i tacy, którzy są negatywnie nastawieni do takiej formy nauki.

Jedna z matek dostała odmowę pozostawienia dziecka w domu, w której wpisano, że powodem jest... negatywny stosunek do szkoły – opowiada prawnik.