To już drugi wyrok Sądu Najwyższego w głośnej ostatnio sprawie sporu o wynagrodzenia w Locie. W minionym tygodniu sędziowie uznali, że zarząd mógł wypowiedzieć regulamin wynagradzania z 2010 r. To właśnie powrotu do tych zasad chcą grożące od jakiegoś czasu strajkiem związki zawodowe. W 2013 r. Sebastian Mikosz, ówczesny prezes LOT-u, zastąpił uchylony regulamin ramowymi wytycznymi, które zakładały obniżenie stałej i zwiększenie ruchomej części wynagrodzeń. SN podzielił argumentację LOT-u i uznał, że zarząd mógł zdecydować się na taki krok w obliczu groźby bankructwa. Spółka miała wtedy ok. 400 mln zł długu i uzyskaną pomoc publiczną od rządu. Podobnie SN wypowiedział się już w listopadzie 2017 r.

Kolejny wyrok SN oznacza, że regulamin wynagradzania z 2010 r. został uchylony zgodnie z prawem, a więc nie ma do niego powrotu. W tym sensie niejako zniknął przedmiot sporu zbiorowego między spółką a związkami – mówi Adrian Kubicki, rzecznik LOT-u. W spółce wciąż obowiązuje tymczasowy regulamin wynagradzania z 2015 r. Od blisko dwóch lat trwają negocjacje w sprawie nowych zasad wynagradzania. Do dziś nie udało się ich uzgodnić, ponieważ związki zawodowe ośmiokrotnie odrzucały propozycje składane przez zarząd. Ostatnia z nich, złożona w kwietniu, zakładała m.in. urealnienie zasad naliczania dodatku dla szefowych pokładu, wprowadzenie zasady częściowej odpłatności za dyżury lotniskowe personelu lotniczego czy zmianę sposobu zaszeregowania dla stewardes (miało być uzależnione od liczby godzin nalotu).

Tak gorący spór o pieniądze (na razie nie zanosi się na jego zakończenie) nie tylko psuje wizerunek LOT-u, jak było z ryzykiem strajku w czasie majówki, ale jest tym bardziej zdumiewający, ponieważ już teraz zarobki w firmie są bardzo wysokie. LOT w odpowiedzi na pytania DGP upublicznił wysokość wynagrodzeń poszczególnych grup pracowników. Poniżej pokazujemy przedział wynagrodzeń brutto z dietami, gdzie niższa stawka jest zawsze gwarantowana, a wyższa jest wynagrodzeniem przy realnym do uzyskania maksymalnym nalocie w miesiącu: piloci samolotów typu embraer i boeing 737: pierwszy oficer 12,5–22,5 tys. zł, kapitan 18–33 tys. zł; piloci dreamlinerów (boeingi 787): pierwszy oficer 15–30 tys., kapitan 18,5–37 tys. zł, członkowie personelu pokładowego: stewardesa/steward 5–8 tys. zł., starsza stewardesa/ starszy steward 6,5–10 tys. zł, starsza stewardesa instruktor 8–11,5 tys. zł. Średnia płaca w Polsce wynosi dzisiaj 4,8 tys. zł brutto, więc już na wstępie młode początkujące stewardesy, zwykle bez wyższego wykształcenia, dostają uposażenia powyżej średniej. Dokładnie odwrotnie niż np. pielęgniarki, policjanci i strażacy, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo, zdrowie i życie innych. Co więcej, w przypadku pielęgniarek konieczny jest wymóg legitymowania się przez nie wyższym wykształceniem oraz regularnego dokształcania, które trzeba formalnie dokumentować. Pielęgniarka zaczynająca pracę otrzymuje ok. 2 tys. zł brutto, zwykle startuje od pensji minimalnej. Podobnie policjant i strażak. Dodatkowo z raportu GUS na temat rozkładu wynagrodzeń za 2016 r. wynika, że piloci LOT-u są w gronie 1 proc. najlepiej zarabiających ludzi w Polsce.

Adrian Kubicki zaznacza, że władze firmy są wciąż gotowe do kontynuowania rozmów w sprawie płac, jednak z uwzględnieniem tego, co postanowił Sąd Najwyższy.

Według niego rozważany przez związki zawodowe strajk nie może dojść do skutku. Przypomnijmy, że związkowcy chcieli strajkować już w czasie majówki, przez co pasażerowie LOT-u mogli mieć gigantyczne problemy z podróżami po całym świecie, a widmo protestu cały czas wisi nad spółką. 21 kwietnia zakończyło się referendum, w którym zagłosowało ponad 50 proc. pracowników. Większość z nich (91 proc.) opowiedziało się za przerwaniem pracy. 27 kwietnia sąd uznał jednak złożony przez władze LOT-u wniosek o zabezpieczenie powództwa. Tym samym przyznał, że strajk byłby nielegalny, bo referendum było przeprowadzone z naruszeniami, np. urna „wędrowała” po budynku, a do listy dopisywano osoby, które nie są pracownikami. Zamiast strajku 1 maja przed siedzibą LOT-u odbyła się pikieta. W czasie jej trwania związkowcy ze wsparciem OPZZ przekonywali, że z głodu burczy im w brzuchach i że nie mają czym karmić dzieci, bo firma płaci im bardzo mało.