Biskup Pieronek odnosząc się do trwającego już od 28. dni protestu w Sejmie opiekunów osób niepełnosprawnych i ich podopiecznych w Sejmie powiedział, że są im "potrzebne pieniądze, żeby mogli odpowiednio zarządzać, a nie datki rzeczowe, które mogą się okazać niepotrzebne". - Ci najsłabsi nie mają innego wyjścia, muszą w ten sposób domagać się swego, bo - chociaż nie mogą pracować - to są w naszym społeczeństwie taką częścią wspólnoty, którą my pracujący powinniśmy się zająć - podkreślił w rozmowie w TVN24.

Jego zdaniem "Kościół, który domaga się tego, by rodzice dzieci, które mają wady genetyczne, powinien zaangażować się w tę sprawę i szukać możliwości instytucjonalnych, stałych, by te dzieci mogły otrzymać pomoc". – Trzeba się społecznie dogadać, co do tej sprawy – stwierdził.

Zwrócił uwagę na to, że skoro rząd podaje informacje, że polska gospodarka ma się dobrze, to pieniądze z nadwyżki budżetowej powinny zostać przekazane tam, gdzie są najbardziej potrzebne, czyli do najsłabszych. – Albo ktoś kłamie, albo gromadzi pieniądze na kampanię wyborczą, na to, żeby wygrać następne wybory, a nie na to, żeby zaspokoić potrzeby społeczne – mówił.

Do protestujących skierował słowa: "Niech się trzymają. Wytrwajcie do końca. To jest rzecz, która się wam należy. Nie tak jak tym, którym była pani premier mówiła: >>to się im należy<<". Nawiązał w ten sposób do nagród przyznanych ministrom za rządów Beaty Szydło. – Nie. Wam się należy to, czego żądacie. Wy macie do tego prawo, tamci nie. Nie mieli i dlatego zwracają – powiedział.