Przed Sądem Rejonowym dla Wrocławia-Śródmieścia rozpoczął się w czwartek proces czterech byłych policjantów oskarżonych w sprawie śmierci Igora Stachowiaka o przekroczenie uprawnień i znęcanie się nad osobą pozbawioną wolności. Zatrzymany przez nich Stachowiak zmarł na komisariacie, gdzie m.in. użyto wobec niego paralizatora. Według opinii lekarza, przyczyną śmierci była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa.

Sąd rozpoczął proces, chociaż na ławie oskarżonych zasiadł tylko jeden z czterech oskarżonych byłych policjantów Łukasz R. Oprócz niego akt oskarżenia obejmuje też Pawła G., Pawła P. i Adama W. Sąd uznał, że prawidłowo zawiadomieni pozostali oskarżeni nie muszą być obecni na procesie.

Sędzia Krzysztof Korzeniewski postanowił również, że media nie mogą relacjonować zeznań świadków. Chodzi o to, by inni świadkowie, którzy będą zeznawali na następnych rozprawach, nie znali treści złożonych już wyjaśnień. Na tej zasadzie sąd odczytał w czwartek zeznania świadka - ojca Igora Stachowiaka.

Łukasz R. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, a następnie składał kilkugodzinne wyjaśnienia.

Najpierw przed ponad dwie godziny opowiadał o wydarzeniach z 15 maja 2016 r., gdy zatrzymano Stachowiaka. Potem odczytano jego wyjaśnienia złożone w śledztwie. Oskarżony zdecydował się też odpowiadać na pytania sądu, prokuratora i swojego obrońcy. Nie chciał odpowiadać na pytania pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego, którym jest rodzina zmarłego.

Z relacji oskarżonego wynikało, że Igor Stachowiak przez cały czas policyjnej interwencji – zarówno na wrocławskim Rynku, jak i już w komisariacie – był wobec funkcjonariuszy bardzo agresywny, wielokrotnie ich kopał, uderzał, szarpał. Miał odmawiać podporządkowania się poleceniom, dlatego m.in. już na Rynku policjanci próbowali użyć wobec niego paralizatora. Funkcjonariusze mieli ponoć problemy z obezwładnieniem zatrzymanego.

R. powiedział, że policjanci mieli informację, iż Stachowiak jest poszukiwany i miał przy sobie telefon komórkowy, który pochodził z kradzieży.

- Gdy wieźliśmy mężczyznę na komisariat, to wyjątkowo we dwóch wsiedliśmy z nim do pojazdu, przytrzymując go za ręce, nogi i głowę, by nie zrobił sobie i nam krzywdy. Próbował nas kopać, uderzać, co mu się nawet udawało. Zwykle wystarcza, gdy jeden policjant jedzie z zatrzymanym - twierdził były policjant.

Jego zdaniem, agresja zatrzymanego na komisariacie wzrosła, "wręcz wpadł on w szał", gdy poinformowano go, że zostanie przeszukany. Wcześniej Stachowiak nie chciał się poddać badaniu na alkomacie, które ostatecznie wykonane pod przymusem nie wykazało zawartości alkoholu w organizmie - dodał oskarżony.

Łukasz R. powiedział, że przeszukania na komisariacie Stare Miasto we Wrocławiu zwykle odbywały się w toalecie, dlatego i w tym przypadku tam je przeprowadzano.

Oskarżony twierdził, że wobec wzrastającej agresji zatrzymanego, który demolował wyposażenie łazienki, postanowił użyć paralizatora, o czym dwu- lub trzykrotnie ostrzegł Stachowiaka.

- Miałem świadomość i pewność, że paralizator to środek bezpieczny, który oprócz bodźca bólowego i tego, że na chwilę powoduje paraliż organizmu, nie spowoduje żadnych innych konsekwencji. Sam na szkoleniu z użycia byłem rażony i wiedziałem, jak to działa - powiedział Łukasz R.

- Użyłem paralizatora w pewnym sensie w stanie wyższej konieczności, by opanować bardzo agresywne zachowanie zatrzymanego - dodał oskarżony. Mówił też, że wiedział, iż kamera rejestruje przebieg użycia paralizatora.

Według niego, Igor Stachowiak zaczął się po tym zachowywać spokojniej i podporządkowywać poleceniom. Podczas przeszukania w jego skarpecie policjanci mieli znaleźć "celofan z białym proszkiem, a w bieliźnie – dokładnie w majtkach - czarny telefon".

Oskarżony zeznał, że agresja zatrzymanego powróciła, gdy policjanci próbowali zakuć mu ręce w kajdanki z tyłu, bo dotąd miał je skute z przodu.

- W pewnym momencie przestał stawiać opór. W pierwszej chwili pomyślałem, że się zmęczył albo postanowił podporządkować. Jednak zastanowiło nas dlaczego. Kolega Paweł P., który ma uprawnienia ratownika medycznego, sprawdził jego funkcje życiowe i stwierdził, że trzeba podjąć masaż serca - mówił Łukasz R.

Na komisariat wezwano pogotowie ratunkowe, które przejęło reanimację Stachowiaka. Po jakimś czasie lekarz stwierdził jego zgon.

- Chcę powiedzieć nie jako policjant, ale jako człowiek, że jest mi niezmiernie przykro, że tak to się skończyło, że umarł młody człowiek. Nie takie były nasze zamiary, by taki był finał - powiedział R.

20 marca b.r. do Sądu Rejonowego dla Wrocławia Śródmieścia skierowano akt oskarżenia przeciwko czterem byłym policjantom, którzy w dniu śmierci Stachowiaka pełnili służbę jako funkcjonariusze Komisariatu Policji Wrocław Stare Miasto. Zostali oskarżeni zostali o przekroczenie uprawnień i znęcanie się nad osobą pozbawioną wolności; prokuratura stwierdziła jednak, że "wyczerpująco zebrany w toku śledztwa materiał dowodowy nie daje podstaw do skierowania aktu oskarżenia w zakresie nieumyślnego spowodowania śmierci Igora S.".

W toku śledztwa przesłuchano kilkudziesięciu świadków, powołano biegłych lekarzy medycyny sądowej, biegłych z zakresu fonoskopii, biologii, toksykologii, genetyki, informatyki, daktyloskopii oraz z dziedziny taktyki i techniki interwencji. Zabezpieczono także dokumenty oraz nagrania z monitoringu i telefonów komórkowych. Na potrzeby śledztwa przeprowadzono również eksperyment procesowy.

Przyczyny śmierci

Według biegłych do śmierci I. Stachowiaka - na komisariacie we Wrocławiu - doprowadziła prawdopodobnie niewydolność krążeniowo-oddechowa związana z zażyciem amfetaminy i środków psychoaktywnych: W opinii biegłych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi Katedra i Zakład Medycyny Sądowej do śmierci Igora Stachowiaka z dużym prawdopodobieństwem doprowadziła niewydolność krążeniowo-oddechowa związana z zażyciem amfetaminy i środków psychoaktywnych oraz wywołanym przez to tzw. epizodem excited delirium. To zaburzenie świadomości połączone z dezorientacją i brakiem odróżnienia rzeczywistości od halucynacji, któremu towarzyszy nienaturalne podniecenie i rozgorączkowanie.

Obecność substancji psychotropowych w ciele Stachowiaka potwierdziły ekspertyzy. - Biegli wykryli w jego organizmie wysokie stężenie amfetaminy, a więc narkotyku, który m.in. zwiększa ciśnienie krwi, a także tramadolu i katynon. Wszystkie te substancje zaburzają w istotny sposób układ nerwowy. Środki psychotropowe, zwane potocznie dopalaczem, znaleziono również przy p. Stachowiaku, które ukrywał je w ubraniu - informowała rzeczniczka Prokuratury Krajowej prok. Ewa Bialik.

Jak poinformowała, pełne opinie biegłych zostały przekazane do sądu wraz z liczącym 31 tomów akt materiałem dowodowym. - Zebrany materiał jest efektem m.in. licznych eksperymentów śledczych i przesłuchań prawie 60 świadków, wielu kilkukrotnie. Opinii biegłych, w tym także zleconych na wniosek rodziny zmarłego, jest 26 - dodała prok. Bialik.

Zaznaczyła, że zgodnie z przepisami Kodeksu postępowania karnego sąd oceni teraz wartość dowodową zebranego materiału.