W ubiegły piątek Gawłowski opuścił areszt, po tym, jak jego rodzina wpłaciła 500 tys. złotych kaucji. Polityk PO spędził w areszcie trzy miesiące, wnioskowała o to Prokuratura Krajowa, która postawiła Gawłowskiemu pięć zarzutów, w tym część o charakterze korupcyjnym.

Gawłowski we wtorek na konferencji prasowej w Sejmie po raz kolejny zapewnił o swej niewinności. "Jestem posłem Rzeczypospolitej, dumnym posłem, niczego, co zrobiłem w swoim życiu się nie wstydzę" - podkreślił.

Zaapelował do prokuratury, aby ujawniła wszelkie dokumenty dotyczące stawianych mu zarzutów. "Ja bym bardzo chciał, żeby te wszystkie dokumenty związane z moją sprawą zostały ujawnione, żeby one wszystkie były dostępne i żeby każdy Polak, państwo również, mieli wgląd w te dokumenty. Wtedy zobaczycie państwo, jak grubymi nićmi to jest szyte, jak to jest ewidentnie polityczna intryga" - powiedział Gawłowski.

Jak dodał, nie można pozwolić na sytuację, w której w Polsce to przeciwnicy polityczni decydują o tym, kto ma prawo zajmować się polityką.

Gawłowski pytany o kolejny wniosek o uchylenie mu immunitetu, który prokuratura skierowała do Sejmu pod koniec czerwca (jego celem jest umożliwienie postawienia posłowi dwóch kolejnych zarzutów - korupcyjnego i prania brudnych pieniędzy), odparł, że to dla niego bez znaczenia. "Mogą jeszcze pięć takich złożyć" - dodał. Zastrzegł, że nie może mówić na ten temat. "To byłby pierwszy przypadek złamania przeze mnie prawa, bo żaden z dotychczasowych wniosków (prokuratury) nie jest oparty o jakiekolwiek dowody. To są wydumane historie PiS-owskiej prokuratury" - oświadczył.

Poseł dodał, że nie zamierza zrzekać się żadnych funkcji w Sejmie (jest przewodniczącym sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa). "W imię czego miałbym się zrzekać? Kaczyński będzie decydował o tym co ja mam w swoim życiu robić? Brudziński? Brudziński mówi, że bardzo liczy na to, że się oczyszczę. To ja Brudzińskiego proszę: jak tak bardzo na to liczy, jak to nie jest fałsz w jego głosie, to niech zadba o to, żeby ujawnić te dokumenty" - zaznaczył Gawłowski.

Nowe zarzuty prokuratury, o których jest mowa w czerwcowym wniosku o uchylenie posłowi PO immunitetu i udzielenie przez Sejm zgody na zastosowanie wobec niego tymczasowego aresztu, dotyczą apartamentu w Chorwacji. Zdaniem śledczych choć formalnymi właścicielami nieruchomości są teściowie pasierba Gawłowskiego, to faktycznie należy do Stanisława Gawłowskiego. Prokuratura twierdzi, że apartament miał być częścią łapówki (jej łączna wartość to 302 tysięcy 446 zł), którą polityk PO przyjął od biznesmena Bogdana K. w czasach kiedy pełnił funkcję wiceministra środowiska.

W zamian - zdaniem śledczych z Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie - Gawłowski miał oferować Bogdanowi K. przychylność, poparcie i pomoc w kontaktach w zakresie prowadzonej przez niego działalności gospodarczej, w tym w kontaktach z przedstawicielami Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie.

Wcześniej szczecińscy śledczy postawili posłowi Platformy pięć innych zarzutów, które również mają związek z okresem, kiedy Gawłowski pracował w MŚ. Miał wówczas przyjąć - jako łapówkę - co najmniej 175 tysięcy złotych w gotówce, a także dwa zegarki o wartości prawie 25 tysięcy złotych. Zarzuty dotyczą też podżegania do wręczenia korzyści majątkowej w wysokości co najmniej 200 tysięcy złotych, a także ujawnienia informacji niejawnej oraz plagiatu pracy doktorskiej.

15 kwietnia Sąd Rejonowy Prawobrzeże i Zachód w Szczecinie zdecydował o zastosowaniu wobec Gawłowskiego trzymiesięcznego aresztu. 11 lipca Sąd Okręgowy w Szczecinie zdecydował o przedłużeniu aresztu; dopuścił jednak możliwość wyjścia polityka na wolność po uiszczeniu 500 tys. zł poręczenia majątkowego. W miniony piątek po wpłaceniu kaucji Gawłowski opuścił areszt.

25 lipca Sąd Apelacyjny w Szczecinie ma rozpatrzyć zażalenie prokuratury na decyzję w sprawie warunkowego tymczasowego aresztu dla Gawłowskiego.