Jest to kolejna ze spraw rozpatrywanych przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia, która dotyczy incydentów podczas obchodów miesięcznicy smoleńskiej 10 czerwca 2017 r. Jak informowała policja, zakłóciło ją kilkadziesiąt osób, które na Krakowskim Przedmieściu usiadły na jezdni, próbując w ten sposób zatrzymać przemarsz uczestników obchodów przed Pałac Prezydencki. Wśród kontrmanifestantów - których usunęli policjanci - był m.in. opozycjonista z czasów PRL Władysław Frasyniuk.

Jak pisały media Frasyniuk poproszony wówczas przez funkcjonariusza o podanie imienia i nazwiska odpowiedział: "Jan Józef Grzyb".

- Zostały zawnioskowane różne dowody, które sąd chce przeprowadzić, m.in. odtworzyć nagrania przedłożone przez policję. Sąd poprosił także o przedłożenie policyjnych notatek służbowych - powiedział w czwartek PAP obrońca Frasyniuka mec. Piotr Schramm. Jak dodał, aby przeprowadzić te dowody sprawa musiała zostać odroczona.

- Ja tam nie spacerowałem, tylko protestowałem przeciwko łamaniu konstytucji przez PiS. Słyszałem, jak policjanci dostali rozkaz przez radiostację: "Frasyniuka i Kasprzaka" (lider ruchu Obywatele RP - przypis red.). Po chwili pięciu policjantów wyniosło mnie na placyk na Miodowej. Jeden z nich powiedział, że jest o historii i jest mu przykro, że historyczną postać przyszło mu poznać osobiście w takich okolicznościach - mówił z kolei Frasyniuk przed sądem. 

Co zeznali policjanci?

W czwartek przed sądem stawili się także policjanci.

Grzegorz Pytka: - Najpierw powiedział, że się nazywa Jan Kowalki, a później Jan Józef Grzyb. Cierpliwie czekałem, bo zadawałem sobie sprawę z tego, że to nieprawdziwe dane. Gdy go wynosiliśmy ludzie krzyczeli: "Zostawcie Władka!". Sylwetkę pana Frasyniuka znałem, ale ni kojarzyłem go z wyglądu. Później dopiero pokojarzyłem, punknąłem się w czoło i zrozumiałem, że mam z nim do czynienia.

Paweł Dunaj: - Nie wierzyłem w te podawane dane, kolega też nie wierzył. Kolega czyta dużo książek i wie, kto to Frasyniuk. Zresztą po chwili ustaliliśmy tożsamość na podstawie dowodu osobistego.

W końcu kwietnia w związku z tymi wydarzeniami z 10 czerwca 2010 r. sąd rejonowy umorzył sprawę 22 osób - w tym Frasyniuka - obwinionych o blokowanie marszu smoleńskiego. Sąd wskazał wtedy, że działanie obwinionych nie wypełniło znamion wykroczenia. - Z prawem do demonstracji w każdym demokratycznym kraju jest ściśle związane prawo do kontrdemonstracji - podkreślił wówczas sąd i dodał, że zachowanie obwinionych należy ocenić "przez pryzmat konstytucyjnej wolności wyrażania swych poglądów".

Wtedy też sąd wyłączył do odrębnego postępowania sprawę zarzutu wobec Frasyniuka dotyczącego wprowadzenia podczas tej kontrmanifestacji w błąd policjanta "co do tożsamości własnej osoby". Ten wątek sprawy sąd rozpoczął rozpoznawać w czwartek.

- Minister Błaszczak krótko po tych wydarzeniach publicznie sformułował dwa zarzuty wobec mnie. Mówił, że zaatakowałem policjanta i podałem fikcyjne nazwisko. Dziś oskarżyciel publiczny realizuje polityczne zamówienie ministra Błaszczaka - mówił też Frasyniuk przed sądem.

Zgodnie z Kodeksem wykroczeń "kto umyślnie wprowadza w błąd organ państwowy lub instytucję upoważnioną z mocy ustawy do legitymowania co do tożsamości własnej lub innej osoby lub co do swego obywatelstwa, zawodu, miejsca zatrudnienia lub zamieszkania, podlega karze grzywny".

W czerwcu Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Frasyniukowi ws. naruszenia nietykalności cielesnej dwóch umundurowanych policjantów na służbie. W tej sprawie Frasyniukowi grozi do 3 lat pozbawienia wolności.

Ten akt oskarżenia także ma związek z wydarzeniami z 10 czerwca zeszłego roku. - Władysław F. stawiał gwałtowny opór, wierzgał nogami, krzyczał i reagował agresywnie. W trakcie wynoszenia go poza trasę przemarszu kopał jednego z policjantów, naruszając jego nietykalność cielesną. Zachowywał się agresywnie także po przeniesieniu ze środka ulicy, wyrywając się policjantom, którzy próbowali go wylegitymować. Funkcjonariusza, który wzywał go do zachowania zgodnego z prawem, gwałtownie popchnął, naruszając także jego nietykalność cielesną - mówił w czerwcu rzecznik prasowy warszawskiej prokuratury okręgowej prok. Łukasz Łapczyński.

Frasyniuk nie przyznaje się do tego zarzutu. - Mamy dziś do czynienia z państwem bezprawia, państwem opresyjnym, które niszczy każdego obywatela stającego w obronie państwa prawa - mówił.

- Na razie nie wiemy, co dalej w tej sprawie. Jest akt oskarżenia, ale nie ma jeszcze wyznaczonych żadnych terminów posiedzeń, czy rozpraw - powiedział w czwartek PAP mec. Schramm.