Premier pytany o protesty wobec kolejnych nowelizacji ustaw sądowniczych, w tym m.in. ustawy o SN, KRS, prokuraturze i ustroju sądów stwierdził, że obywatele mają prawo protestować, natomiast rząd musi wykonać jeszcze lepszą pracę, żeby wyjaśnić powody reformy wymiaru sprawiedliwości.

Często ludzie mają taką pamięć wybiórczą i zapominają to, co się działo - mówił Morawiecki. Te przypadki sędziów, którzy na telefon polityków z Warszawy gotowi byli wybierać sędziego najbardziej spolegliwego do prowadzenia sprawy, te przypadki sędziów, którzy rzeczywiście w sposób najbardziej niesprawiedliwy traktowali obywateli - to są sprawy bardzo dobrze znane - dodał.

Według Morawieckiego część obywateli stara się zrozumieć powody reform wymiaru sprawiedliwości, a część sędziów stanu wojennego "wciąż wydaje wyroki".

Natomiast osoby protestujące mają czasami obawę o łamanie konstytucji. W konstytucji jest jasno określony artykuł, który deleguje prawo do określenia wieku emerytalnego, reformy sądownictwa, reformy SN, deleguje na ustawę, a więc tutaj nie ma żadnego złamania konstytucji - powiedział szef rządu.

Jest tutaj natomiast bardzo rzetelne podejście do takiej głębokiej zmiany instytucjonalnej, reformy wymiaru sprawiedliwości - to jest to, co robimy. Ja bym bardzo chciał, żeby tych protestów nie było, bo myślę, że wynikają one z głębokiego niezrozumienia i pewnej siły medialnej naszych przeciwników, która jest przeogromna. Ale wierzę, że dzień po dniu ludzie zobaczą, że sądownictwo po naszych reformach będzie bardziej niezwisłe, efektywne, obiektywne i sprawiedliwe - dodał Morawiecki.

Premier pytany o to, dlaczego w 2017 r. "czas oczekiwania na rozstrzygnięcie sprawy w sądzie wydłużył się o miesiąc w stosunku do roku 2015" odpowiedział, że rząd chce zreformować system sądownictwa właśnie po to, aby ten czas oczekiwania skrócić.

Jak dodał, polski system sądownictwa jest jednym z najdroższych w Europie i jednocześnie czas oczekiwania na rozstrzygnięcie sprawy jest jednym z najdłuższych. Morawiecki zaznaczył, że 1,86 proc. budżetu jest przeznaczana na wymiar sprawiedliwości, a "średnia europejska jest trzy razy mniejsza".

W zakresie szybkości tych wszystkich procedur sądowych i w zakresie efektywności teraz, po zreformowaniu SN i wielu innych obszarów, my przystępujemy do skracania, usprawniania tak, żeby obywatele mogli zobaczyć, jak działa sprawne sądownictwo - mówił premier.

W piątek 20 lipca Sejm uchwalił kolejną nowelizację m.in. ustaw o Sądzie Najwyższym i ustroju sądów. Senat przyjął ją - bez poprawek - w nocy z wtorku na środę. Prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację w czwartek i tego samego dnia została ona opublikowana w Dzienniku Ustaw; duża część jej przepisów weszła w życie w piątek.

Nowelizacja przewiduje m.in., że Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN będzie wybierało i przedstawiało prezydentowi kandydatów na I prezesa SN niezwłocznie po obsadzeniu 2/3 liczby stanowisk sędziów SN, a nie - tak jak dotychczas głosił przepis - dopiero, gdy obsadzone są niemal wszystkie stanowiska.

W uzasadnieniu najnowszej nowelizacji ustaw sądowych - która stała się powodem ostatnich protestów i manifestacji - "zasadniczym celem zmian w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustawie o Sądzie Najwyższym jest doprowadzenie do usprawnienia postępowań prowadzonych przez Krajową Radę Sądownictwa w sprawach powołania do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego, w tym sędziego Sądu Najwyższego". Jak zaznaczono, w zmianach chodzi m.in. o wyłączenie możliwości obstrukcji prowadzonych przed KRS postępowań nominacyjnych do SN.

W ubiegły czwartek przeciwnicy wprowadzanych przez PiS zmian w sądownictwie i prokuraturze demonstrowali m.in. przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Po formalnym rozwiązaniu zgromadzenia niektórzy manifestanci pozostali, skandując hasła zawierające niecenzuralne słowa pod adresem Andrzeja Dudy, który podpisał nowelizację ustawy. Policja użyła gazu łzawiącego.