PAP: W ostatnim tygodniu w woj. łódzkim dziesięć osób w wieku od 19 do 40 lat zmarło prawdopodobnie w wyniku zatrucia dopalaczem. Czy można ocenić, jaka substancja się w nim znajdowała?

Dr Marcin Rawicz: Dopóki nie ma wyników badań tej substancji i oficjalnego komunikatu, to nikt nie jest w stanie powiedzieć, co znajdowało się w tych dopalaczach. Można jedynie przypuszczać, co to było.

PAP: A jak pan sądzi?

M.R.: Podejrzewam, że mógł być to lek o nazwie fentanyl. W Kanadzie i części Stanów Zjednoczonych substancja ta jest znana jako składnik dopalaczy. Jego użycie, jak też innych leków opioidowych, stało się wręcz narodowym problemem. Dlatego jego działanie zostało dokładnie opisane. Biorąc pod uwagę literaturę na ten temat, można przypuszczać, że chodzi właśnie o ten lek. Zresztą koledzy z Kanady nas uprzedzali, że może on zawędrować i do nas. Ponadto do tej pory nie było tylu zgonów po zażyciu dopalaczy. A tu zaledwie kilka dni i dziesięć zgonów.

PAP: Czym jest fentanyl? Czy to nowa substancja?

M.R.: Fentanyl jest znany w medycynie od ponad 50 lat. Jest to najpopularniejszy lek przeciwbólowy używany w czasie podawania narkozy. Czasami bywa również używany w plastrach do leczenia bólów nowotworowych. Tylko że jest podawany pod kontrolą lekarza, w określonych dawkach i z zabezpieczeniem oddychania. Natomiast próby stosowania fentanylu poza medycyną mieliśmy podczas akcji odbijania zakładników w teatrze na Dubrowce w Moskwie w 2002 r. Służby rosyjskie rozpylił środek z fentanylem w celu spacyfikowania czy uspokojenia przebywających tam osób. Wiadomo, jak to się skończyło [zginęło 173 osób, w tym 133 zakładników - PAP].

PAP: Czy w Kanadzie i USA w dopalaczach stosuje się medyczny fentanyl?

M.R.: W ostatnim roku w Kanadzie i części Stanów Zjednoczonych pojawił się zmodyfikowany fentanyl, jakaś jego chemiczna pochodna, jednak bardzo podobna do macierzystego leku. Fentanyl jako lek jest podawany dożylnie albo domięśniowo. Natomiast nikt go doustnie nie stosował ani nie stosuje.

PAP: Jak ten środek jest groźny?

M.R.: Jest niesłychanie groźny. Jest ponad tysiąc razy silniejszy od morfiny. Nawet minimalna zmiana dawki może spowodować tragiczne rezultaty. Jest to lek z grupy narkotyków opioidowych. Oprócz działania przeciwbólowego ma bardzo dużo ubocznych objawów. Człowiek, który go dostanie w nadmiernej dawce, odczuwa niepokój, duszność, sztywność klatki piersiowej i może sprawiać wrażenie pobudzonego. Jeżeli dawka zostanie przekroczona, to osoba taka przestanie oddychać i umiera. Fentanyl w dopalaczu jest przyjmowany doustnie, ale i wciągany do nosa jak kokaina.

PAP: Jest na to jakaś odtrutka?

M.R.: Jest lekarstwo o nazwie naloxon, od lat dostępne w medycynie. Ale do tej pory nie było w powszechnym użyciu w leczeniu dopalaczami, bo zatrucia opioidami były sporadyczne. Natomiast w dużych miastach Kanady jednorazowe strzykawki z naloxonem są dostępne wszędzie jak defibrylatory.

PAP: Kiedy należy podać odtrutkę?

M.R.: Natychmiast, kiedy wystąpią kłopoty z oddychaniem i zaburzenia świadomości. Z tym, że naloxon działa krótko, krócej niż przyjęty dopalacz, który nadal wchłania się z przewodu pokarmowego. Podany w odpowiednim czasie, doraźnie odwróci depresję oddechową, ale to nie zmienia faktu, że pacjent musi być w szpitalu. Poza tym, diabli wiedzą, ile fentanylu znajduje się w dopalaczach. To nie są odmierzone dawki, nie produkują tego firmy farmaceutyczne. To jest jakiś proszek w torebkach. W związku z tym można łatwo przekroczyć dawkę i to wielokrotnie. A na bardzo przekroczoną dawkę to nawet naloxon nie pomoże. Zresztą, jak dojdzie do zatrzymania krążenia, to zmiany w ośrodkowym układzie nerwowym doprowadzą do śmierci i żadna odtrutka nie pomoże.