W piątek wieczorem do sieci trafiło zdjęcie notatki służbowej jednego z motorniczych poznańskiego MPK. "W dniu 10 sierpnia o godz. 14.10 zgłaszając się do pracy na zajezdni, poinformowałem dyspozytora, że podejmę pracę na w/w linii tylko wówczas, gdy zdjęte zostaną flagi tęczowe, czyli reklama wykupiona przez firmę Grupa Stonewall" - brzmiała treść notatki.

Niedługo potem MPK poinformowało, że zdejmuje proporczyki, gdyż zarówno wśród kierowców, jak i pasażerów "przeważały głosy negatywne".

Jesteśmy zaskoczeni, wręcz zszokowani. Nie dochodziły do nas żadne niepokojące sygnały. Z naszej perspektywy odbiór tej inicjatywy nie był tak skrajnie zły, by podejmować tak radykalne decyzje – powiedział "Gazecie Wyborczej" Mateusz Sulwiński z poznańskiej Grupy Stonewall, organizującej Marsz Równości. – Oznacza to, że MPK nie wywiązało się z umowy. W tej sytuacji musimy podjąć kroki prawne.

Głos w sprawie zabrał także prezydent miasta Jacek Jaśkowiak, który nie krył zdziwienia całą sytuacją. - Nie ingeruję w tego typu sprawy, jednak będę prosił o wyjaśnienie powodów wycofania się z zawartej umowy. Dyskusja i emocje wywołane tą sytuacją pokazują, jak wiele jest jeszcze do zrobienia w kwestii tolerancji i równości - napisał jeszcze w piątek na Facebooku.

W sobotę Marsz Równości ruszył ulicami miasta. Z tej okazji Jaśkowiak wrzucił na swój profil społecznościowy zdjęcie z dużą tęczową flagą. - Obraliśmy w Poznaniu kierunek miasta europejskiego i będziemy konsekwentni, nawet gdy pojawiają się trudności - oznajmił.

Tymczasem w sobotni wieczór internet zawojował inny pracownik MPK, odnosząc się do słów kolegi-homofoba i dokonujący przy tym publicznego coming outu.

"Niefajnie słucha się komentarzy kolegi z pracy który z dumą ogłasza że z tęczową flagą jeździł nie będzie i komentarzy pasażera o tym jakim to jestem pederastą i pedofilem. W końcu każdy gej jest, co nie?" - napisał Aleksander Bach-Gapiński na Facebooku. "Szanowany zakładzie pracy, wstyd mi za ciebie!" - dodał.

Gapiński wypowiedział się również na scenie przed rozpoczęciem Marszu Równości. Przyznał, że jest zażenowany zachowaniem niektórych kolegów z pracy, a także przytoczył regulamin MPK, w którym mowa jest o wzajemnym szacunku pracowników.

- Tymczasem z ust jednego z motorniczych usłyszałem, że jestem pedałem. Mój głos się nie liczy, za to liczy się głos garstki motorniczych, którym nie podoba się tęcza, symbol równości i szczęścia - cytuje mężczyznę "Gazeta Wyborcza".

Odważny motorniczy zapowiedział, że specjalnie wziął zmianę na liniach 10 i 4 po godz. 15 w niedzielę, by osobiście zawiesić tęczowe flagi.