Golas skaczący po scenie. Ludzkie embriony w słoikach. Książki, których nikt nie rozumie, i filmy, których nikt nie ogląda - oto polska "nowoczesna" kultura. "Fakt" oburza się, że na kontakt z tym koszmarem narażeni są coraz młodsi odbiorcy.

Nad dziełami, które u każdego normalnego człowieka mogą budzić jedynie odrazę, cmokają z zachwytu wybitni krytycy sztuki i intelektualiści. Ale to jeszcze nie jest szkodliwe - pisze gazeta.

Gorzej, gdy fachowców od szokowania i golizny wysyła się do pracy z... dziećmi! A na taki pomysł wpadli właśnie urzędnicy z Gdańska.

W ramach programu "Artyściaki" pracownicy Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia będą uczyć dzieci z podstawówek i gimnazjów "twórczego myślenia, odbiegającego od przyjętych szablonów".

Spotkania z dziećmi będą się odbywać raz w miesiącu. Oprócz wykładów o sztuce młodzi ludzie będą oprowadzani po galerii - pisze "Fakt".

Najgorsze, że Łaźnia słynie z wystawiania takich "dzieł", jak zdjęcia penisa zawieszonego na krzyżu, embrionów zanurzonych w formalinie, wypchanych zwierząt ustawionych jedno na drugim, czy też gołych pań palących papierosy.

Wojciech Wencel, pisarz i poeta, mówi wprost: "Tacy artyści toczą zimną wojnę z ludźmi. Serwują treści, które zupełnie mijają się z naszymi gustami i dobrym smakiem. Oni przeceniają swoją rolę jako artysty. Uznają siebie za kogoś wyjątkowego, chodź zdecydowanie tacy nie są!" - przekonuje "Fakt". "To nie sztuka. Każdy średnio pomysłowy człowiek potrafiłby wpaść na 15 takich pomysłów dziennie. A ci artyści obnoszą się nimi na swoich wystawach".