1000 zł za złapanie wandala
1000 złotych za głowę grafficiarza - aby dostać te pieniądze, trzeba złapać wandala na gorącym uczynku i doprowadzić do komisariatu. Na ten nietypowy pomysł walki z grafficiarzami wpadł prezydent Bydgoszczy - pisze DZIENNIK.
- Ktoś pomógł uciec przestępcom ze Skarżyska?
- Wojsko odzyskało skradzione ciężarówki
- Kamera uratowała telefon staruszki
- Fin odpowie za zniszczenie fasad kamienic w Krakowie
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Niezmiennie od lat największy problem to złapanie delikwenta malującego na murach. Dlatego w Bydgoszczy w walkę z wandalami postanowiono zaangażować całe miasto. "Każdy, kto doprowadzi do zatrzymania takiej osoby, otrzyma 1000 złotych. Nagrody będą też wypłacane policjantom i strażnikom miejskim" - mówi Anna Strzelczyk-Frydrych z bydgoskiego magistratu.
Policjanci podkreślają, że kuszenie nagrodą sprawi, że ludzie zaczną reagować na to, co się dzieje wokół. "Sam kiedyś zatrzymałem grafficiarzy. Byłem po służbie, jechałem samochodem. W niedzielne popołudnie dwóch młodych mężczyzn malowało na budynku w centrum miasta. Ludzie przechodzili, nikt nie reagował, nikt nie zadzwonił na 112. Teraz na pewno to się nie zdarzy" - mówi kom. Sławomir Szymański, naczelnik sekcji prewencji bydgoskiej policji.
A liczba grafficiarskich wybryków rzeczywiście rośnie. I trudno sobie z nimi poradzić. Bo sposobów na grafficiarzy nie ma wiele, a dodatkowo żaden nie gwarantuje stuprocentowej skuteczności. Funkcjonariusze w wielu jednostkach prowadzą nawet specjalne kartoteki ze zdjęciami każdego nowego graffiti. W razie złapania sprawcy sprawdzają potem, czy przypadkiem nie jest autorem innych dzieł.
Mają czas, bo na firmę zajmującą się usuwaniem graffiti trzeba czekać nawet kilka dni. "Coraz częściej klienci decydują się na usługę zabezpieczenia elewacji przez naniesienie specjalnego wosku. Bo co z tego, że usuniemy farbę, skoro za tydzień znowu ktoś pomaluje ścian" - mówi DZIENNIKOWI Tomasz Dembek ze specjalistycznej firmy EuroStyl+.
Mało prawdopodobne jest też to, że płacenie obywatelom za ujęcie chuliganów zniechęci tych ostatnich do niszczenia ścian.
Cymi, grafficiarz ze Stargardu Szczecińskiego, podkreśla, że w tej branży są dwie grupy ludzi: "Pierwsza to tacy, którzy stawiają na sztukę, ale też święty spokój, więc - tak samo jak ja - nim coś namalują, proszą o zgodę właściciela budynku. Druga to tzw. hardcorowcy. Ich kręci adrenalina, ryzyko, satysfakcja, że się udało. Malują w miejscach zakazanych, niebezpiecznych, nawet tam, gdzie jest monitoring. W ten sposób zdobywają uznanie w środowisku" - tłumaczy. Cymi podkreśla, że 1000 zł nie skusi żadnego szanującego się grafficiarza do wydania kolegi: "Nawet jeśli ja maluję legalnie, nie wsypię kogoś, kto robi to na hard corze" - mówi.
Najsłynniejszy grafficiarski atak to zuchwała akcja z marca tego roku na lotnisku Ławica pod Poznaniem. Trzem nastolatkom udało się wtargnąć nocą na płytę i pomalować niemal cały bok pasażerskiego samolotu ATR. Czuli się bardzo swobodnie - pracowali starannie i dokładnie, a na koniec sfotografowali swoje "dzieło". Ochrona lotniska została całkowicie skompromitowana, ale za to policja szybko, bo w kilka dni, złapała grafficiarzy. Grozi im do pięciu lat więzienia, straty wyceniono na około 15 tys. złotych (zmywanie farby i straty z powodu odwołanych lotów). Wyrok jeszcze nie zapadł.
Zwykle zresztą grafficiarze są karani bardzo surowo. Tylko w V Wydziale Grodzkim Sądu Rejonowego w Warszawie w zakończonych w tym roku sprawach zapadały wyroki grzywny po 300 złotych. To dużo, bo wartość szkód wyceniano zaledwie na kwoty od 20 do 200 złotych; gdyby szkody były większe niż 250 zł, sprawa trafiłaby do sądu karnego, a grafficiarzem zajmowałby się prokurator. "Zapłaciłem 500 złotych. Odechciało mi się raz na zawsze. Musiałem prosić szefa o zaliczkę, a potem harować miesiąc za friko" - mówi Michał, student ze Szczecina.
To i tak nie była najwyższa kara. "Pamiętam, że w naszym wydziale zapadały także surowsze, powyżej 1000 złotych, a nawet ograniczenia wolności poprzez skazanie na pracę społeczną" - mówi DZIENNIKOWI sędzia Aneta Obszyńska-Małocha, przewodnicząca V Wydziału Grodzkiego Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!