Chorzy z Radomia obawiają się o życie
Dziś do Radomia na rozmowy ostatniej szansy z lekarzami przyjeżdża minister zdrowia Zbigniew Religa. Trzem szpitalom grozi od poniedziałku całkowity paraliż, bo przy pacjentach mają zostać tylko ordynatorzy oddziałów. Jak dowiedział się DZIENNIK, pomimo napiętej sytuacji ewakuacji chorych nie będzie.
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
58-letnia radomianka Zofia Dygała od trzech tygodni leży na oddziale wewnętrznym w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Radomiu. "To zbrodnia, co się w tym szpitalu dzieje. Jeśli ewakuują nas do tych małych, miejskich, które nie mają wyposażenia, to będzie tragedia. Mam ropień na wątrobie i taka "wycieczka" to dla mnie wyrok śmierci" - mówi łamiącym się głosem i dodaje: "Boje się. Ci na górze lepiej by zrobili, gdyby się nami zajęli, a nie przeciągali linę z lekarzami! Nikt się nami tu nie przejmuje..."
Lęku nie kryje również Andrzej Pszczoła z Radomia. 62-letni mężczyzna jest pacjentem oddziału kardiochirurgii. "Miałem poważną operację. Wymieniano mi bajpasy. Jak można dopuścić do takiej sytuacji, że likwiduje się szpital i chorych wyrzuca na bruk!" - denerwuje się Pszczoła. "Na moim oddziale leży 70 poważnie chorych ludzi. Co z nimi będzie? Żaden z nas nie dopuszcza do siebie myśli, że się nie dogadają, ciągle mamy nadzieję, że jakoś to się rozwiąże. Tu przecież chodzi o nasze życie...
Nadzieje na rozwiązanie konfliktu rozwiał wczoraj ostatecznie wicewojewoda mazowiecki Cezary Pomarański. Na konferencji prasowej stanowczo stwierdził, że żądania radomskich lekarzy są niemożliwe do spełnienia. Wtórowała mu wiceprezydent Radomia Anna Kwiecień, która dorzuciła, że realizacja postulatów komitetu strajkowego lekarzy doprowadziłaby do upadłości radomskich szpitali.
Zerwanie rozmów nie oznacza jednak najgorszego, czyli ewakuacji lecznic. Mimo braku lekarzy pacjenci pozostaną na oddziałach. Taką decyzję podjęli wczoraj dyrektorzy największych radomskich placówek. "Szpital będzie stał, jak stoi" - mówi twardo Luiza Staszewska, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu. W poniedziałek do pracy w jej szpitalu zgłosi się 38 z 240 zatrudnionych tam medyków. 135 złożyło wypowiedzenia, których termin upływa 1 października. Reszta jest na zwolnieniach lekarskich lub urlopach wychowawczych.
"To i tak dwa razy więcej, niż się spodziewałam. Liczyłam, że będę pracowała tylko z 18 ordynatorami" - pociesza się Staszewska. Na pytanie, czy jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo 870 pacjentom, dyrektorka odpowiada pewnie: "Damy radę w tym składzie zaopiekować się tymi, którzy do nas już trafili. Jeśli zgłoszą się do nas pacjenci wymagający specjalistycznych zabiegów lub leczenia np. onologicznego, którego nie jesteśmy w stanie im zapewnić, będziemy ich odsyłać do Warszawy".
Lekarze są jednak decyzją dyrekcji zszokowani. Nie zgadzają się na transportowanie ciężko chorych ludzi do odległej o 100 km Warszawy ani na dokonywanie selekcji pacjentów. - Nikt nie weźmie na siebie tak ogromnej odpowiedzialności - oburza się radomski lekarz Julian Wróbel, przewodniczący Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego.
Wraz z dziewięcioma kolegami podjął wczoraj strajk głodowy. "To na znak protestu przeciwko nieustannym szykanom dyrekcji i straszeniu nas, że zastąpią nas wojskowi lekarze i wszyscy pójdziemy w kamasze!"
Taką ewentualność stanowczo dementuje jednak płk Andrzej Wiśniewski, szef Inspektoratu Wojskowej Służby Zdrowia MON. "Żaden lekarz z jednostki się nie ruszy. Musiałaby być wojna. Nie opuścimy naszych szpitali, bo kto będzie w nich leczył chorych? Sami mamy ogromne problemy kadrowe. Jest nas garstka".
Masowa mobilizacja lekarzy, zdaniem rzecznika MON, Jarosława Rybaka, również nie wchodzi w rachubę. "Wojsko nie jest od tego, żeby zapewniać bezpieczeństwo w czasie pokoju. Od tego są inne służby" - kwituje i dorzuca, że trwające do soboty w Radomiu szkolenie lekarzy - rezerwistów nie jest próbą zastraszania strajkujących.
"Większość powołanych zignorowała ćwiczenia. Aż 21 przedstawiło zwolnienia lekarskie. Tak się przejęli swoim obowiązkiem wobec ojczyzny!" - ucina.
Napięta sytuacja panuje w całym kraju. Głodówki prowadzą też lekarze w Końskich i Warszawie. Dyrektorzy placówek w Łomży i Suwałkach przygotowują ewakuację pacjentów.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!