Głupota nie zna granic. Kierowca szkolnego autobusu, przyłapany przez policję na jeździe po małym kielichu, za wszelką cenę chciał się wymigać od kary. Próbował dać łapówkę. Teraz, zamiast zapłacić kilkusetzłotowy mandat, może trafić na osiem lat do więzienia.
We Florynce (woj. małopolskie) policjanci zatrzymali szkolny autobus. Ot, rutynowa kontrola. Podczas "dmuchania w balonik" okazało się, że kierowca miał 0,25 miligrama alkoholu w wydychanym powietrzu. To tylko wykroczenie, a nie przestępstwo.
Kierowca dopiero jechał po dzieci, w autobusie oprócz niego była tylko opiekunka. Policjanci prawdopodobnie skierowaliby sprawę do sądu grodzkiego. Ten orzekłby kilkusetzłotowy mandat i - być może - zakaz prowadzenia samochodów na pół roku.
Ale 52-letni mężczyzna za wszelką cenę chciał uniknąć odpowiedzialności. Próbował wręczyć policjantom łapówkę, byle tylko przymknęli oko na jego wykroczenie. Bezskutecznie. Teraz grozi mu aż osiem lat więzienia za próbę przekupstwa.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|