Pacjenci mogą odetchnąć
Ponad godzinę czasu za zamkniętymi drzwiami kilkudziesięciu medyków z Radomia debatowało wczoraj, czy przyjąć propozycję podwyżek zaoferowaną im przez dyrektorów szpitali. W końcu zgodzili się i zapowiedzieli, że wracają do pracy. W wygaszeniu strajku dopomógł minister zdrowia - pisze DZIENNIK..
- Ewakuowana pacjentka rodziła w karetce
- Ewakuacja pacjentów radomskiego szpitala
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Po poniedziałkowym fiasku rozmów wydawało się, że ewakuacja pacjentów jest przesądzona. Tym bardziej że w nocy z poniedziałku na wtorek czteroletni chłopiec z ciężkim urazem głowy po wypadku drogowym i 68-letni mężczyzna z zawałem serca nie zostali przyjęci do szpitali w Radomiu i transportowano ich helikopterem do Warszawy. Jednak we wtorek od samego rana zwaśnione strony znowu usiadły do rozmów.
Porozumienie osiągnięto we wszystkich trzech strajkujących w Radomiu lecznicach: Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym, Radomskim Szpitalu Specjalistycznym i Szpitalu Psychiatrycznym. Z nieoficjalnych informacji wynika, że medycy zgodzili się na o wiele skromniejsze pieniądze niż te, których początkowo żdali. Lekarz z drugim stopniem specjalizacji będzie dostawał 1,4 średniej krajowej (czyli ok. 3900 zł brutto), a z pierwszym stopniem - 1,2 średniej (3400 zł). Oznacza to podwyżkę o około 1200 zł brutto.
Jak dowiedział się DZIENNIK, radomskie szpitale mają otrzymać z NFZ 5 mln zł za tzw. nadwykonania - Fundusz zapłaci za dodatkowe, niezakontraktowane zabiegi za 2006 i 2007 r. Te pieniądze właśnie będą przeznaczone na podwyżki.
Przeciąganie liny między lekarzami a dyrektorami trwało wczoraj blisko osiem godzin. Na spotkaniu z ministrem Zbigniewem Religą lekarze nie szczędzili mu swojej goryczy. "Gdybyśmy nie protestowali tyle miesięcy, to nie byłoby żadnych podwyżek. Te pieniądze musieliśmy wam wyrwać siłą" - krzyczał jeden z nich.
Lekarze postawili ministrowi warunek. Wrócą do pracy, jeśli podwyżki dostaną medycy ze wszystkich protestujących lecznic. Wszystko przez to, że dyrektor szpitala psychiatrycznego nie brał udziału w negocjacjach. Gdy Religa zapewnił, że przystaje na to, na sali rozległy się gromkie brawa. "To nie jest porozumienie, które wszystko załatwia, a my nie jesteśmy superszczęśliwi - komentował na gorąco Julian Wróbel, szef Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. - Ale z podwyżki jestem zadowolony".
Lekarze ugrali naprawdę sporo. Już za rok ma być bowiem kolejna podwyżka pensji. Czy jednak szpitale będą w stanie udźwignąć ich ciężar? Luiza Staszewska, dyrektorka Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu, nie chciała powiedzieć, ile podwyżki będą kosztowały jej szpital. Placówka jest zadłużona na blisko 20 mln zł.
Staszewska powiedziała tylko, że od pieniędzy ważniejsze są bezpieczeństwo i zdrowie pacjentów. Argument ten przypominał wczoraj również jak mantrę Zbigniew Religa. "Udało się nam dojść do porozumienia, mając na względzie dobro pacjentów. Lekarze wracają do pracy, chorzy mogą spać spokojnie" - mówił z satysfakcją minister.
Cieszyli się też lekarze. "Chcę wrócić, leczyć ludzi. Lubię swoją pracę, ale to była sprawa honorowa" - mówiła Marta Sprawka, radiolog z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu. Odetchnęli ordynatorzy, którzy pracują non stop od kilku dni, bez chwili wytchnienia, nierzadko bez snu. "Ewakuacja byłaby najgorszym rozwiązaniem, kilku moich pacjentów nie nadaje się do transportu. Niektórzy są po groźnych urazach" - tłumaczył Marek Pastuszko, ordynator oddziału neurochirurgicznego w WSS, od trzech dni w pracy.
Optymizmu, jaki zapanował w Radomiu, mogą tylko pozazdrościć pacjenci szpitala w Mielcu. Tam "poaru" wciąż nie udało się ugasić. Wczoraj przez kilka godzin trwała
ewakuacja. Łącznie wywieziono już 60 chorych.
Pustkami świeci częstochowski Szpital Najświętszej Maryi Panny. Z powodu zwolnienia się z pracy większości lekarzy została tam garstka pacjentów.
Groźna sytuacja jest też w Tychach. W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 1 od 1 października za pracę podziękowali wszyscy ortopedzi. To jedyny taki oddział w regionie. Jeszcze niedawno na oddziale i w poradni chirurgii urazowo-ortopedycznej pracowało 12 lekarzy opiekujących się chorymi na 66 łóżkach. W tej chwili pacjentami zajmuje się dwóch lekarzy.
Szef resortu zdrowia obiecał wczoraj, że będzie teraz mediował w całej Polsce: w Warszawie, Gdańsku i Końskich.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!