Grzegorz K. spod Elbląga prawo jazdy zrobił niecałe dwa lata temu. W sobotę razem z dwójką kolegów wracał swoim bmw do domu z imienin. Padał deszcz.

Gdy przejechał przez Ostródę, nie zwolnił. Przeciwnie - dodał jeszcze gazu, choć krajowa siódemka w tym miejscu jest bardzo niebezpieczna. To tutaj kilka lat temu zginął aktor Waldemar Goszcz. Jadący z nim Radosław Pazura otarł się wtedy o śmierć. "Ale Grzegorz K. czuł się królem jezdni. Wierzył, że jest mistrzem kierownicy. A koledzy umacniali go jeszcze w tym przekonaniu" - pisze "Fakt".

Na łuku drogi wyniosło go w lewo. Zahaczył o jadący z naprzeciwka ciężarowy mercedes. Bmw zakręciło kółko na jezdni i stanęło w poprzek drogi. Z naprzeciwka nadjechał ford transit. Jego kierowca nie był w stanie wykonać żadnego manewru. Wbił się w bok granatowego bmw. Kierowca Grzegorz K. zginął na miejscu. Żadnych szans na przeżycie nie miała też dwójka jego pasażerów: Norbert W. i Robert R.

Do szpitala trafiło trzech potłuczonych mężczyzn, którzy jechali fordem. Kierowcy ciężarowego mercedesa nic się nie stało. "Co tu dużo mówić! To bmw gnało jak oszalałe. Wyrosło nagle przed maską mego wozu. Cudem żyję" - mówi kierowca mercedesa.