Dziennik.plKraj

Wtorek, 29 maja 2012

Imieniny: Marii Magdaleny, Teodozji, Maksyma

Warszawa najmniej religijnym miastem w Polsce

2007-10-28 | Ostatnia aktualizacja: 17:54 | Komentarze: 0 | skomentuj

Na mapie religijności Polaków następują spore zmiany. Uważaną za największy w kraju bastion laicyzmu Łódź nieoczekiwanie zastąpiła Warszawa - wynika z nieopublikowanych jeszcze danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego. Wyniki wielkiego liczenia wiernych podsumowuje DZIENNIK.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Wczoraj na zlecenie ISKK w ponad 10 tys. świątyń w całym kraju armia wolontariuszy, harcerzy i alumnów liczyła przychodzących na nabożeństwa wiernych powyżej 7. roku życia - pisze DZIENNIK.

Badanie ma pokazać obraz naszych praktyk religijnych. A jest on coraz bardziej zaskakujący. Jeszcze w zeszłym roku frekwencja na niedzielnych mszach najniższa była w Łodzi i wyniosła zaledwie 30,9 proc., podczas gdy w stolicy tzw. praktyk obowiązkowych przestrzegało niecałe 40 proc. parafian.

Niedawne wyrywkowe badanie przeprowadzone przez ISKK wyłącznie w diecezji warszawskiej pokazuje, że warszawskiemu Kościołowi ubywa wiernych. Jak bardzo? Dyrektor ISKK ks. prof. Witold Zdaniewicz nie chce jeszcze ujawniać tej informacji. "Wyniki podamy w tym tygodniu" - zapewnia. Przyznaje, że badanie odbyło się w 12 wybranych parafiach, a jego wyniki są słabsze niż ubiegłoroczne z Łodzi. Wynika z tego, że w niedziele na msze chodzi tu niecałe 30 proc. wiernych.

"To już nie jesteśmy najgorsi?" - niedowierza ks. Zbigniew Tracz, wicekanclerz kurii łódzkiej. Zapytany o główne przyczyny i tak dużej nieobecności łodzian na niedzielnych nabożeństwach odpowiada, że wiary zmierzyć nijak się nie da. "Nie dajmy się ogłupić statystykom, one niczego nie wyjaśniają" - apeluje i podaje przykład: "Niedawno słyszałem, że przeciętny Polak chodzi do teatru raz na 80 lat. Czy to znaczy, że należy pozamykać teatry?" - pyta retorycznie.

Ks. Krzysztof Włodarczyk, dyrektor wydziału duszpasterskiego kurii koszalińsko-kołobrzeskiej (niedzielna frekwencja na mszy sięga tam tylko 32,2 proc.), wyników badań nie podważa. Ich przyczyn szuka za to w przeszłości. "Jesteśmy młodą diecezją, która ma zaledwie 35 lat. Przed wojną dominował tu protestantyzm" - przypomina nasz rozmówca i dodaje, że po wojnie na Pomorze przybyło wielu przesiedleńców ze Wschodu. "Brakowało kapłanów, którzy by ich ewangelizowowali. Nikt ich nie zachęcał do praktykowania wiary i teraz są tego skutki" - przyznaje w rozmowie z DZIENNIKIEM.

Powodów do zadowolenia nie widzą również księża pracujący w najbardziej religijnych diecezjach, na południowym wschodzie kraju, mimo że obecność wiernych na mszach przekracza tam 70 proc. "Cieszymy się, że wiara nie jest tu martwa, ale do optymizmu bardzo daleko" - mówi kanclerz kurii przemyskiej ks. Bartosz Rajnowski. Zastanawia go, co się dzieje z tą resztą "zagubionych owieczek". "Dlaczego blisko 30 proc. naszych parafian nie znalazło jeszcze drogi do Kościoła?" - pyta

Odpowiedzi dostarcza najnowsza "Diagnoza społeczna 2007" prof. Janusza Czapińskiego. Wynika z niej, że Polacy coraz częściej uznają Boga za najwyższą wartość w życiu (takiego zdania jest 40 proc. badanych) i coraz częściej zwracają się do niego w najtrudniejszych chwilach, ale coraz rzadziej czynią to za pośrednictwem Kościoła.

Katarzyna Bartman
Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «