Postrzelony przez policję czeka na przeprosiny
Gdy się rusza, czuje się, jakby go przygniatało sto ton. Pan Stanisław z Łodzi jeszcze nie może uwierzyć w to, co go spotkało. Został postrzelony przez policjantów i cudem przeżył, trafiony w płuca. "Najbardziej boli mnie to, że nie usłyszałem nawet jednego słowa <przepraszam> ze strony policji" - mówi "Faktowi" mężczyzna.
- Policjanci w cywilu postrzelili kierowcę
- Jest postrzelony, bo okradał kiosk?
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Kolejny dzień w szpitalu, następne badania. Obok łóżka pana Stanisława godzinami czuwa syn Mateusz. "To bardzo boli, ale lekarze twierdzą, że stan jest już stabilny. Tata z tego wyjdzie, tylko nie wiemy, jak długo będzie musiał jeszcze zostać w szpitalu" - mówi chłopak.
Pan Stanisław, ochroniarz w jednej z łódzkich firm, umówił się po pracy ze znajomym. Miał się z nim spotkać na ul. Skrzydlatej, pod lasem, koło przystanku. "Mój kolega często wychodzi tam z psem" - opowiada słabym głosem Stanisław S. "Więc tam na niego czekałem, wysiadłem z samochodu".
Wtedy zobaczyli go policyjni wywiadowcy. Jechali cywilnym samochodem. Wzięli go na muszkę. Widocznie myśleli, że to złodziej samochodowy albo gwałciciel, który ostatnio grasował w tych okolicach. "Zobaczyłem dziwne auto, więc wsiadłem do swojego i chciałem odjechać w bezpieczniejsze miejsce" - opowiada pan Stanisław. "Nagle usłyszałem huk, potem poczułem pierwsze uderzenie, drugie i straszliwy ból...".
Policjanci zajechali mu drogę i włączyli koguta. Mężczyznę zatrzymano, ale szybko się okazało, że nie jest notowany, a jego auto nie jest kradzione!. "Cudem przeżyłem, bo kula, przeszywając plecy, trafiła w żebro, odbiła się i wypadła niedaleko wątroby" - skarży się mężczyzna. "Będę domagał się odszkodowania, bo mogłem stracić życie. Najbardziej boli mnie to, że nikt z policji nie poczuwa się do winy. Nikt nie powiedział mi nawet słowa przepraszam".
"Uważamy, że nasze przeprosiny byłyby tu nie na miejscu" - mówi Mirosław Micor, rzecznik łódzkiej policji. "Bo sprawy nie wyjaśniła jeszcze prokuratura.
Śledczy badają, czy policja użyła broni zgodnie z przepisami i czy mężczyzna rzeczywiście - jak twierdzą policjanci - próbował przejechać jednego z nich".





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!