Film obnaża kłamstwa zabójców Polaka w Kanadzie
Policjanci, którzy zabili Polaka na lotnisku w Vancouver, tłumaczyli, że musieli to zrobić, bo był agresywny. Jednak ujawniony przez kanadyjskie media film dowodzi, że kłamią. Mężczyzna był roztrzęsiony, lecz nikogo nie atakował. Mimo to mundurowi strzelili do niego z paralizatora. Chwilę potem Polak zmarł.
- Śmierć Polaka obśmiana w internecie
- Polacy w Kanadzie przeciwko brutalnej policji
- Jawne śledztwo ws. zabójstwa Polaka w Kanadzie
- Kanadyjscy policjanci odpowiedzą za śmierć Polaka
- Polska żąda wyjaśnień ws. śmierci Polaka
- Kanada ograniczy użycie paralizatorów
- Śledczy zbadają, dlaczego zginął Polak w Kanadzie
- Policjanci nie odpowiedzą za śmierć Polaka
- Zabity paralizatorem Polak nie był agresywny
- Polak zabity paralizatorem - będzie śledztwo
- Nie ma kary za zabicie Polaka paralizatorem
- Zabili Polaka i nie poniosą żadnej kary
- Pogrzeb Polaka zabitego paralizatorem
- Polak zabity paralizatorem na kanadyjskim lotnisku
- To nie zawał zabił Polaka na lotnisku
- Przełom w sprawie śmierci Polaka na kanadyjskim lotnisku
- Policjanci z Kanady kłamali o śmierci Polaka. Idą pod sąd
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Zobacz nagranie tragedii na lotnisku w Vancouver.
40-letni Robert Dziekański z Pieszyc na Dolnym Śląsku, przyleciał do Kanady do swojej matki 14 października. Po raz pierwszy w życiu leciał samolotem, nie mówił po angielsku. Według świadków, po wyjściu z samolotu dziwnie się zachowywał - nie reagował na polecenia oficera imigracyjnego, zrzucił ze stołu komputer, porozrzucał bagaże. Wezwana na miejsce policja użyła wobec niego paralizatora elektrycznego. Chwilę później mężczyzna zmarł.
Na filmie nagranym przez kanadyjskiego podróżnego widać mężczyznę, który dziwnie się zachowuje. Roztrzęsiony stoi w drzwiach sektora odprawy paszportowej w hali przylotów i wykrzykuje polskie przekleństwa. Nie chce rozmawiać z ochroniarzami i pasażerami, którzy próbują go uspokoić. Blokuje automatyczne drzwi taboretem i miota się tam i z powrotem.
Policjanci kłamali
Kiedy na miejscu zjawiają się policjanci, mężczyzna podnosi ręce do góry. Funkcjonariusze otaczają go ciasnym kręgiem. Gdy jeden z nich zadaje pytanie, Polak odwraca się plecami i wygląda na to, że zamierza odejść. Wówczas policjanci atakują go paralizatorem. Mężczyzna przebiega kilka kroków i pada na ziemię. Wije się z bólu i przeraźliwie krzyczy. Umiera w chwili, gdy policjanci zakładają mu kajdanki na ręce.
Policjanci twierdzili, że mężczyzna był bardzo agresywny i próbował ich atakować. Jednak film dowodzi, że to nieprawda. Wyraźnie widać, że Robert D. jest zdenerwowany, ale nikogo nie
atakuje. Można raczej odnieść wrażenie, że jest przestraszony i potrzebuje pomocy.
Kłamstw jest więcej. Policja twierdzi, że funkcjonariuszy było trzech, ale na filmie jest ich pięciu. Paralizatora użyli więcej niż dwa razy. Jeden z policjantów uderza też Polaka
pałką.
Policja próbowała też ukryć dowody w tej sprawie. Funkcjonariusze zarekwirowali kasetę z filmem i nie chcieli jej oddać. Dopiero gdy autor filmu poskarżył się sądowi, policja zwróciła nagranie.
Ale to niejedyny dowód przeciwko policjantom. Tuż po śmierci Polaka swoje nagranie z telefonu komórkowego pokazała dziennikarzom Sima Ashrafina, która czekała na lotnisku na męża. Także według niej, choć mężczyzna zachowywał się dziwnie, to nie stwarzał zagrożenia.
Polak nie był agresywny
Wynajęty przez matkę ofiary adwokat, Walter Kosteckyj, powiedział, że film wyraźnie pokazuje, iż Polak w żadnym momencie nie przejawiał agresji - sprawiał tylko wrażenie bardzo przestraszonego, wycieńczonego i mówił do siebie po polsku. "Przez dziesięć godzin czekał w hali odbioru bagażu, nie umiejąc z niej wyjść i nie wiedząc, co ma robić. Nikt z obecnych na miejscu pracowników lotniska nie zainteresował się wyraźnie zdezorientowanym pasażerem" - powiedział Kosteckyj.
Tego samego dnia, gdy na lotnisku w Vancouver umierał Robert Dziekański, policja w Montrealu użyła paralizatora do obezwładnienia pijanego kierowcy. 39-letni mężczyzna zmarł dwa dni później. Według telewizji CTV, w ciągu ostatnich czterech lat w Kanadzie aż 17 osób zmarło po zaatakowaniu ich paralizatorem przez policjantów.
Kanadyjskie media: To szokujące
Media w Kanadzie są wyraźnie zaskoczone i oburzone zachowaniem policjantów. Dziennik "Toronto Star" przypomina, że policja twierdziła, że nawet po pierwszym strzale z paralizatora Polak "wciąż pozostawał zdolny do walki". Tymczasem film wyraźnie pokazuje, że mężczyzna - rycząc z bólu - wił się na ziemi.
Media spekulują, że oficjalne śledztwo w sprawie śmierci Polaka może trwać do sześciu tygodni. Jednak opozycyjny kanadyjski polityk na łamach gazety "Vancouver Sun"
postuluje, że powinno się też toczyć inne, niezależne śledztwo. "To, co ukazuje film, jest straszne, bardzo ostre" - argumentuje.
"Śmierć pochodzącego z Polski pana Dziekańskiego była szokująca i prawdopodobnie do uniknięcia. Rozum wzdryga się na myśl, że człowiek jest wystarczająco zdolny, by wynaleźć
paralizator, lecz niezdolny, by opracować metodę interwencji w tak delikatnej sytuacji bez zabijania człowieka" - pisze z kolei gazeta "The Globe and Mail".






















~Bobobowdupe mnie calujta2010-10-03 12:01
Mieszkam w Kanadzie 20 lat. Ale zabojstwo pana Dziekanskiego przez gnoi w mundurach bardzo mnie poruszylo. Nie moge wyobrazic bulu Pani Matki Roberta. No a jak sie ma zabojca tego czlowieka. Czy dosiegnie go kara. Watpie, znajac prawo Kanady.Przykre
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!