Dziennik.plKraj

Wtorek, 29 maja 2012

Imieniny: Marii Magdaleny, Teodozji, Maksyma

Żołnierze: Zrobiono z nas bandytów

2007-11-19 | Ostatnia aktualizacja: 17:57 | Komentarze: 0 | skomentuj

"Zrobiono z nas bandytów. Boimy się, że w każdej chwili przyjdą także po nas. Przecież też tam byliśmy" - mówią "Gazecie Wyborczej" służący w Afganistanie żołnierze Delty - polskiego plutonu, który ostrzelał wioskę Nangar Khel. Szóstce ich kolegów i przełożonemu postawiono zarzut zbrodni wojennej.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Zarzut - umyślne zabicie sześciu cywilów. Zbrodnia wojenna. Oskarżeni żołnierze pochodzą z jednostki w Bielsku-Białej. Dwóch oficerów, dwóch podoficerów i trzech starszych szeregowych może spędzić resztę życia za kratkami.

Dowody winy prokuratura utajniła. Ale nie ma monopolu na prawdę - dziennikarze "Gazety Wyborczej" w zupełnej tajemnicy spotkali się z żołnierzami Delty, którzy wciąż służą w polskiej bazie Wazi-Kwa. I usłyszeli ich wersję wydarzeń.

Koledzy siedmiu aresztowanych wojskowych przyznają, że doszło do mataczenia w sprawie. Zaprzeczają jednak, by żołnierze świadomie strzelali do ludności cywilnej.

"Dostaliśmy rozkaz ochraniać dwa patrole z uszkodzonymi wozami, które wcześniej wjechały na miny" - opowiadają "Gazecie". "Zostajecie tam na noc, na miejscu trzeba urządzić demonstrację siły. Pojedzie moździerz, ma ostrzelać punkty obserwacyjne talibów" - wydał rozkaz dowódca.

"Tak się robi zawsze, to rutynowa czynność. I u nas, i u Amerykanów" - tłumaczą koledzy siedmiu oskarżonych z plutonu. "Żeby ich stamtąd wykurzyć, żeby nie obserwowali obozowiska i nie mogli zaplanować kolejnego ataku" - dodają.

Problem w tym, że punkt obserwacyjny talibów był ledwie kilometr za wioską. Zdaniem zwierzających się "Gazecie Wyborczej" żołnierzy, kilkanaście pocisków trafiło w cel. Jednak ostatnia seria - cztery strzały - padła na osadę.

"Może ktoś nie sprawdził parametrów strzału, może założył zły ładunek miotający, może ten ładunek był uszkodzony?" - rozważają wojskowi. Zapewniają zarazem, że po tej serii ogień natychmiast wstrzymano.

Dlaczego kłamali? "Chłopaki bali się, że ich z wojska wyrzucą albo wcześniej odeślą z misji. Ale przecież nikt specjalnie do tej wioski nie strzelał. Ktoś podrzucił pomysł, że z wioski szedł ostrzał, dlatego musieliśmy odpowiedzieć ogniem" - odpowiadają.

Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «