Rozkaz: ostrzelać afgańskie wioski
To polscy dowódcy kazali otworzyć ogień z moździerzy do trzech afgańskich wiosek, jeszcze zanim nasi żołnierze w ogóle wyjechali z bazy. Gdy zginęło sześcioro cywilów, ci sami dowódcy ustalili, jak zeznawać - ujawnia "Gazeta Wyborcza". Dowódcy zaprzeczają tej wersji. "Żołnierze próbują zrzucić na nas odpowiedzialność za swój błąd" - mówią w DZIENNIKU.
- PO chce rozliczyć Szczygłę za Afganistan
- Armia nie pomoże oskarżonym żołnierzom
- Żołnierze: Zrobiono z nas bandytów
- Zatrzymanie i areszt żołnierzy zgodne z prawem
- Był rozkaz przerwania masakry w Nangar Khel
- "To Amerykanin kazał strzelać do cywilów"
- Prokuratura ominęła dowódców oskarżonych żołnierzy
- Talaga: Jak przegrać wojnę? Zabijać cywili
- Generał żąda wypuszczenia żołnierzy
- Żołnierze ostrzelali wioskę, bo mieli problemy psychiczne?
- Oskarżeni żołnierze wrabiają swojego dowódcę?
- Kuźniar: Trzeba ujarzmić polskie "psy wojny"
- Wywiad USA: Mieszkańcy Nangar Khel pomagali talibom
- Prokuratura nie wypuści żołnierzy na święta
- Za bunt usłyszeli, że są tchórzami i gnojami
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Gazeta" zdobyła uzasadnienie tymczasowego aresztowania siedmiu żołnierzy przez poznański sąd. Sędziowie oparli się na opowieści żołnierzy, którzy widzieli 16 sierpnia ostrzał wioski Nangar Khel, oraz dwóch świadków incognito oznaczonych w śledztwie X1 i X2. Także trzej aresztowani szeregowcy z 1. plutonu szturmowego z bazy Wazi- Kwa zeznali w śledztwie, jak wyglądały kulisy tragicznego ostrzału.
Z relacji jednego z nich wynika, że ostrzał wioski - i to niejednej - był planowany, zanim w ogóle Polacy wyjechali z bazy Wazi-Kwa i ruszyli na pomoc żołnierzom, którzy wpadli na minę.
Tak twierdzi np. jeden z aresztowanych szeregowców, 26-letni Jacek J. Według jego zeznań, już na miejscu rozkaz do strzelania wydał mu jego przełożony, plutonowy Tomasz B. Kazał mu celować "w kierunku wioski, w prawą jej stronę, we wzgórze położone 100-200 m od zabudowań".
Kto wydał rozkaz Tomaszowi B. Tego nie wiadomo. Ale z dokumentów, które poznała "GW", wynika jasno, z kim plutonowy ustalił fałszywą wersję zdarzeń. Widząc, że ostrzał spowodował ofiary cywilne, Tomasz B. natychmiast zadzwonił do majora Olgierda C. - dowódcy bazy Wazi-Kwa (dziś w areszcie). A potem ustalił z chorążym Andrzejem O. i podporucznikiem Łukaszem B. (obaj w areszcie), że jako przyczynę ostrzału podadzą atak talibów.
Tak ustalona wersja zdarzeń między oficerami trafiła niżej, do szeregowców. I tak też zeznawali oni razem z przełożonymi jeszcze na początku śledztwa. Potem wszyscy po kolei przyznali, że zmyślili tę wersję, bo bali się konsekwencji ostrzału.
Tymczasem major Olgierd C. zdecydowanie zaprzecza tej wersji. Jego zdaniem byli podwładni próbują zrzucić na niego odpowiedzialność za tragedię. Jego adwokat powiedział DZIENNIKOWI, że Olgierd C. gdy tylko dowiedział się o ostrzale, nakazał go przerwać. Gdzie wtedy był? Jego adwokat mówi, że na "stanowisku dowodzenia", nie precyzuje jednak, co to za miejsce.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!