Ogromna głupota - tak policjanci mówią o wyczynie pijanego kierowcy z Gdańska, który uciekając przed nimi rozbił auto, a potem wskoczył do rzeki. Chciał się tam ukryć, ale długo nie wytrzymał w lodowatej wodzie. Ta ucieczka skończyła się dla niego w szpitalu.
"Na dworze był mróz i 31-latek wytrzymał w wodzie zaledwie siedem minut" - opowiadają policjanci. Choć potem jeszcze próbował uciekać, mundurowi bez trudu go złapali. "Był wyziębiony i osłabiony, więc nie było z tym problemu. Natychmiast trafił do szpitala" - mówią.
Kierowca zapytany, dlaczego wskoczył do lodowatej wody, odparł rozbrajająco, że obawiał się kary za jazdę po pijanemu. Teraz - oprócz zapalenia płuc - grożą mu także dwa lata więzienia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|