Dziennik.plKraj

Wtorek, 29 maja 2012

Imieniny: Marii Magdaleny, Teodozji, Maksyma

Hodowcy zataili przypadki ptasiej grypy?

2007-12-03 | Ostatnia aktualizacja: 18:00 | Komentarze: 0 | skomentuj

Hodowcy spod Płocka ukryli martwe indyki, prawdopodobnie padłe na ptasią grypę - donosi radio RMF. Sprawę bada policja. Jak pisze DZIENNIK alarm został ogłoszony za późno, bo listę sklepów, gdzie sprzedawano feralne mięso sanepid opublikował dopiero dziś. A na stoły Polaków mogło trafić 800 kg zarażonych indyków.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Policja i służby wojewody mazowieckiego sprawdzają doniesienia o ukrywaniu przez hodowców przypadków ptasiej grypy i śmierci ptaków. O takich przypadkach opowiadali reporterowi RMF mieszkańcy miejscowości Rokicie w trzykilometrowej strefie zapowietrzonej. "Już dwa tygodnie temu mogło paść nawet kilkaset ptaków" - opowiadają.

Wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski ujawnił, że ognisko ptasiej grypy mogło wystąpić na jeszcze jednej, czyli trzeciej, fermie pod Płockiem. "Mamy nadzieję, że w najbliższych godzinach będziemy mieli jasność, czy rzeczywiście tam nastąpiło ukrywanie faktów, że tam istniało ognisko zapalne" - mówi.

Dwa ogniska zjadliwego wirusa ptasiej grypy H5N1 wykryto w sobotę na fermach indyczych w miejscowościach Uniejewo i Myśliborzyce w gminie Brudzeń Duży pod Płockiem (woj. mazowieckie). Ptaki z tych ferm zostały zagazowane.

Polacy mogli zjeść prawie 800 kg mięsa pochodzącego z tych ferm - pisze DZIENNIK. Dopiero dziś sanepid opublikował listę sklepów i hurtowni, do których trafiło mięso. Wielu Polaków zastanawia się więc, czy nie kupiło w sklepie mięsa zakażonego ptasią grypą.

"Informacja o tym, że mięso jest skażone, trafiła do nas w sobotę o 10 rano. Wtedy oczywiście staraliśmy się dotrzeć do sklepów najszybciej, jak to możliwe" - wyjaśnia DZIENNIKOWI wojewódzki inspektor weterynarii na Pomorzu Włodzimierz Przewoski.

Tłumaczy, że służby weterynaryjne najpierw musiały dotrzeć do właścicieli sklepów i zabezpieczyć mięso. "Nie mogliśmy informować o tym wcześniej z obawy, że sklepikarze mogliby zacząć sami wyrzucać surowe mięso" - mówi Jażdżewski. Wtedy trudniej byłoby je zidentyfikować i zutylizować.

Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «