Policjanci mają traktować paralizatory jak broń, która zabija
Paralizatory zabijają - stwierdziła kandyjska Komisja Skarg Publicznych. I dlatego śledczy z komisji kazali policji ograniczyć ich używanie. Teraz paralizatory będą traktowane jako normalna broń i użyć ich będzie można tylko w wyjątkowych sytuacjach. "Nie, jak dotychczas, gdy tylko ktoś postawiał opór" - pisze w raporcie komisja, która badała okoliczności śmierci 40-letniego Polaka na lotnisku w Vancouver.
- Śledczy zbadają, dlaczego zginął Polak w Kanadzie
- Policjanci nie odpowiedzą za śmierć Polaka
- Śmierć Polaka obśmiana w internecie
- Po śmierci Polaka ostrożniej z paralizatorami
- Chłopiec zginął na boisku, winni są wolni
- Policjanci z Vancouver odpowiedzą za śmierć Polaka
- Polacy w Kanadzie przeciwko brutalnej policji
- Przełom w sprawie śmierci Polaka na kanadyjskim lotnisku
- Policjanci z Kanady kłamali o śmierci Polaka. Idą pod sąd
- Kto odpowie za śmierć Dziekańskiego? Matka szuka pomocy w Polsce
- Polak zabity paralizatorem? W Kanadzie rusza kolejny proces
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Minister bezpieczeństwa Kanady Stockwell Day, który zlecił sporządzenie raportu, kazał natychmiast wprowadzić w życie zalecenia śledczych z Komisji Skarg Publicznych. Minister tłumaczy, że to po to, by już nikt nie ginął od porażenia impulsami elektrycznymi.
"Policjanci zbyt często i niepotrzebnie używają paralizatorów, wystarczy, że ktoś postawi opór władzy" - pisze w swym raporcie komisja. A tak, jej zdaniem, być nie może. "Kanadyjscy policjanci muszą traktować paralizatory jak broń uderzeniową. To znaczy, będą mogli ich użyć, gdy ich życie będzie zagrożone" - nakazali śledczy z Komisji Skarg Publicznych.
Komisja badała okoliczności śmierci 40-letniego Polaka na lotnisku w Vancouver. Robert Dziekański przyleciał do swojej matki mieszkającej w Kanadzie. Ponad 10 godzin czekał na nią na lotnisku. W pewnym momencie pokłócił się z policjantami, kórzy obezwładnili go paralizatorem. Polak zmarł porażony prądem.
"Nie dostał ataku szału, a obezwładniono go paralizatorem tylko dlatego, że postawił opór władzy" - napisała w raporcie Komisja Skarg Publicznych.
Po jego śmierci - 14 października - przez Kanadę przetoczyła się fala ulicznych demonstracji. Tysiące ludzi w wielu miastach tego kraju - nie tylko Polacy - protestowali przeciw brutalności policji i używaniu paralizatorów elektrycznych. Rocznie ginie od nich w Kanadzie kilkanaście osób.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!