Lekarze nie chcą jeździć do chorych w nocy
14 tysięcy lekarzy zrzeszonych w Porozumieniu Zielonogórskim zbojkotowało kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia. Żądają dostępu do bezpłatnego programu rozliczeniowego z Funduszem oraz likwidacji całonocnej opieki nad pacjentem. Jeśli nie - będzie ostry protest, ostrzega DZIENNIK.
- Polacy chcą dać więcej budżetówce
- Młodzi lekarze zaczynają walczyć o swoje
- "Kaczyński chce dowalić Platformie"
- Lekarka: Bez rodziców bym nie przetrwała
- Zlikwidują szpitale, zrobią hotele? Skandal był blisko
- Dużych pacjentów nie operujemy
- Mogła nie wysyłać karetki, bo pacjent i tak by umarł
- Tusk: Pokażę lekarzy, którzy już zarabiają 11 tysięcy
- Religa: Pacjent może dać lekarzowi nawet dom
- "Jestem tą babą, która zrobi porządek"
- Lekarze rodzinni będą dalej przyjmować
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Wczoraj Porozumienie Zielonogórskie (PZ) wysłało do minister zdrowia Ewy Kopacz skargę na prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia Jacka Paszkiewicza. Sygnatariusze piszą, że szef NFZ nie dotrzymał warunków umowy, jaką zawarł z nimi w grudniu w ministerstwie, oraz że wymusza na nich podpisywanie niekorzystnych kontraktów na cały rok. W związku z tym nie biorą dalszej odpowiedzialności za opiekę nad pacjentami.
O formie protestu zdecydują na nadzwyczajnym sobotnim zjeździe. W grę wchodzi kilka rozwiązań. "Myślimy o ograniczeniu przyjęć pacjentów tylko do nagłych zachorowań, o strajku włoskim - nie więcej niż dwie wizyty na godzinę, wprowadzeniu odpłatności za porady, a w najgorszym wypadku - zamknięciu gabinetów na kłódki" - informuje Bożena Janicka, prezes Wielkopolskiego PZ.
Lekarka, która jednocześnie kieruje przychodnią w Kazimierzu Biskupim k. Konina, podkreśla, że lekarze nie chcą porzucać pacjentów, ale zwyczajnie nie mają wyboru. Według niej, Fundusz może nie tylko odmówić im zapłaty za pacjentów, ale ma też prawo nie honorować wystawianych przez nich recept i skierowań.
"Urzędnicy dali nam wyraźnie odczuć, że nie zależy im ani na nas, ani na pacjentach" - mówi rozgoryczona lekarka i dodaje: "Ciekawe, czy będą nas tak traktować, kiedy zaczniemy bardzo rygorystycznie przestrzegać czasu pracy, tak jak robią to nasi koledzy w szpitalach" - ostrzega.
Nowa ustawa o czasie pracy lekarzy mówi, że od 1 stycznia nie mogą oni pracować dłużej niż 48 godzin tygodniowo. "My pracujemy znacznie dłużej" - twierdzi Janicka i podaje przykład: "W przychodni jestem od godz. 8 do 18. Zaraz potem przechodzę na 14-godzinny dyżur całonocny, a rano znowu jadę do przychodni na kolejnych 10 godzin" - wylicza. Aby prawo nie było łamane, w systemie ochrony zdrowia powinno pracować o 1,6 tys. lekarzy rodzinnych więcej niż obecnie.
Nowych specjalistów jest jednak jak na lekarstwo. Średnia wieku lekarzy rodzinnych w Polsce to 48 lat. Rocznie specjalizację robi tylko kilkadziesiąt osób. Już dziś są poważne problemy z zastępowaniem tych, którzy odchodzą na emerytury. Porozumienie Zielonogórskie domaga się likwidacji obowiązku świadczenia całodobowej opieki nad pacjentem. "Możemy dyżurować maksymalnie do godz. 22. Później opiekę nad chorymi musi przejąć pogotowie i szpitale. Tak jest w całym cywilizowanym świecie" - przekonuje Janicka.
W nadesłanym wczoraj do DZIENNIKA oświadczeniu Fundusz przekonuje, że dotrzymał warunków porozumienia z lekarzami rodzinnymi: bezpłatnie udostępnił im do końca kwietnia system informatyczny, a o zmianie opieki całodobowej nie było w grudniowych negocjacjach mowy.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!