Ośmiolatek "zastawem" za dług
Jeśli nie oddasz długu, nie zobaczysz dziecka - usłyszała mieszkanka podkrakowskiej miejscowości. Kiedy nie mogła oddać pożyczki, bandyci zabrali jej ośmioletniego syna. Oczywiście dług był fikcyjny. Szantażyści naliczali horrendalne odsetki od kwoty, którą rzekomo pożyczył kiedyś nieżyjący już mąż kobiety. Prześladowcy wdowy i jej synka to na pozór normalni ludzie - zwyczajne małżeństwo z Nowej Huty.
- Tutaj porywacze więzili Szymonka
- Udręka za złotówkę
- Ratownicy odnaleźli małego Borysa
- Dwa groźne gangi rozbite
- Porywali dzieci i zmuszali matki do żebrania
- Małolaci próbowali wymusić haracz!
- Za ratowanie życia ordynator żądał seksu
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Szantażowana kobieta popełniła błąd nie zawiadomiając od razu policji. Nawet zastanawiała się, czy nie sprzedać domu i gospodarstwa, by spłacić dług. Na dodatek, gdy bandyci przyszli
po ośmioletniego syna Rafała, pani Danuta oddała im dziecko. Była tak zastraszona, że nawet nie uciekała.
"Wydawało jej się, że jeśli wejdzie z bandytami w układ, chłopcu nic się nie stanie" - powiedział dziennikarzom "Faktu" Dariusz Nowak z Komendy
Wojewódzkiej Policji w Krakowie. "Myślała, że w ciągu kilku dni uda jej się uzbierać pieniądze. Spakowała malca do plecaka. Zapewniła go, że jedzie ze znajomymi na zimowisko.
Chłopiec nawet się ucieszył".
Owi bandyci to 26-letnia Magdalena D. i jej 42-letni mąż Mariusz D. "Aż trudno uwierzyć, że ten brutalny szantaż był dziełem zwyczajnego, jakby się wydawało,
małżeństwa" - powiedział inspektor Nowak.
Szantażyści ciągle mówili pani Danucie, że wdowy muszą spłacać długi po zmarłych mężach. Twierdzili, że pożyczyli mężowi, gdy żył 100 tys. złotych, ale umówili się z nim rzekomo
na wysoki procent. Gdy zabierali kobiecie syna, dług wynosił już 250 tys. złotych.
Bandyci wywieźli Rafałka do gospodarstwa agroturystycznego oddalonego o kilkanaście kilometrów od Krakowa. Zostawili chłopca pod opieką 20-letniego mężczyzny. Pani Danuta wreszcie poszła na
policję.
"Drżącym głosem opowiedziała nam, co się stało. Natychmiast ruszyliśmy do akcji. Szybko udało nam się zatrzymać parę porywaczy. Zdradzili nam miejsce pobytu dziecka. O godzinie 2
w nocy był już razem z mamą. Na szczęście Rafał jest cały i zdrowy" - opowiada inspektor.
Porywaczom grozi teraz 10 lat więzienia.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!